Sobota – 8 sierpnia Wspomnienie św. Dominika, prezbitera Ha 1, 12 – 2, 4 | Ps 9 | Mt 17, 14-20

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do wiary, która dojrzewa w trudnościach. Nie jest to wiara łatwa, spokojna i zawsze pełna odpowiedzi. To wiara człowieka, który widzi zło, cierpienie, bezradność, a jednak nie odchodzi od Boga. To wiara, która pyta, płacze, szuka, woła — ale trwa.

Prorok Habakuk staje przed Bogiem z bardzo trudnym pytaniem. Widzi niesprawiedliwość, przemoc i zło. Widzi, że człowiek prawy bywa uciskany, a przewrotny zdaje się zwyciężać. Nie rozumie, dlaczego Bóg dopuszcza takie rzeczy.

To bardzo ludzkie.

Ile razy także we mnie rodzi się podobne pytanie: Panie, dlaczego tyle zła? Dlaczego cierpią niewinni? Dlaczego człowiek słabszy bywa raniony przez silniejszego? Dlaczego modlitwa nie od razu przynosi odpowiedź? Dlaczego ci, którzy szukają dobra, nieraz muszą przechodzić przez ciemność?

Habakuk nie udaje, że wszystko jest proste. Ale jego pytanie nie jest odejściem od Boga. On pyta, bo wierzy. Staje przed Panem, bo wie, że tylko u Niego może szukać sensu.

Bóg odpowiada mu słowem, które wymaga cierpliwości: „Jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie.”

To zdanie uczy mnie, że Bóg nie zawsze działa według mojego czasu. Czasem odpowiedź się opóźnia. Czasem trzeba czekać. Czasem trzeba przejść przez noc, zanim przyjdzie światło. Ale opóźnienie nie oznacza nieobecności Boga.

Najważniejsze zdanie pierwszego czytania brzmi: „Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.”
Nie dzięki temu, że wszystko rozumie.
Nie dzięki temu, że wszystko mu się udaje.
Nie dzięki temu, że nigdy się nie boi.
Ale dzięki wierności.

To znaczy: trwam przy Bogu, choć nie znam wszystkich odpowiedzi. Modlę się, choć jestem zmęczony. Wybieram dobro, choć łatwiej byłoby iść na skróty. Nie rezygnuję z prawdy, choć kłamstwo wydaje się wygodniejsze. Nie puszczam ręki Boga, choć droga jest trudna.

Psalm odpowiada: „Pan nie opuszcza tych, co Go szukają.” 

To jest wielkie pocieszenie. Bóg nie obiecuje, że szukający Go nie będą mieli prób. Ale obiecuje, że ich nie opuści. On jest schronieniem dla uciśnionego, obroną w czasie utrapienia, Tym, który pamięta o krzywdzie i słyszy wołanie ubogich.

Potrzebuję tego słowa, kiedy przychodzi zniechęcenie. Kiedy modlitwa wydaje się bezowocna. Kiedy człowiek szuka Boga, a nadal doświadcza ciemności. Psalm mówi: szukaj dalej. Pan nie opuszcza tych, którzy Go szukają.

Aklamacja przypomina, że Chrystus przez Ewangelię rozświetlił życie i nieśmiertelność. To On jest odpowiedzią Boga na najgłębszy lęk człowieka. Nie zawsze od razu usuwa cierpienie, ale wchodzi w nie z mocą większą niż śmierć.

Ewangelia pokazuje ojca, który przychodzi do Jezusa z cierpiącym synem. Mówi: „Panie, zlituj się nad moim synem.”

To modlitwa bardzo prosta i bardzo głęboka. Ojciec nie przychodzi z teorią. Przychodzi z bólem. Przynosi Jezusowi dziecko, którego cierpienie go przerasta. Przynosi własną bezradność.

Jak wielu rodziców mogłoby modlić się tymi słowami:
Panie, zlituj się nad moim dzieckiem.
Zlituj się nad jego wiarą.
Nad jego zagubieniem.
Nad jego cierpieniem.
Nad jego zniewoleniem.
Nad tym, czego ja sam nie potrafię już naprawić.

Uczniowie nie potrafili pomóc. To także bolesny moment. Są blisko Jezusa, widzieli Jego cuda, słyszeli Jego naukę, a jednak okazują się bezradni. Jezus wskazuje przyczynę: „Z powodu małej wiary waszej.”

To słowo nie jest po to, aby ich poniżyć. Jest po to, aby ich obudzić. Można być blisko spraw Bożych, a jednocześnie za mało ufać Bogu. Można mówić o Jezusie, a w trudnej chwili bardziej polegać na sobie niż na Jego mocy.

Jezus mówi: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej górze: Przesuń się stąd tam, a przesunie się.”

Wiara jak ziarnko gorczycy nie musi robić wielkiego wrażenia. Nie musi być głośna. Nie musi być spektakularna. Ale musi być żywa. Małe ziarno ma w sobie życie. Tak samo wiara: nawet mała, jeśli jest prawdziwa, otwiera człowieka na moc Boga.

To daje mi nadzieję. Jezus nie mówi: gdybyście mieli wiarę ogromną jak góra. Mówi: jak ziarnko gorczycy. Nie chodzi więc o pozory wielkości, ale o zaufanie. O serce, które przestaje opierać się na sobie i zaczyna naprawdę liczyć na Boga.

Dzisiejsze wspomnienie św. Dominika pięknie wpisuje się w to Słowo. Był człowiekiem głębokiej wiary, modlitwy i głoszenia prawdy. Wiedział, że błędu nie zwycięża się pychą ani gniewem, lecz światłem Ewangelii, cierpliwością, ubóstwem i świętością życia.

Święty Dominik uczy mnie, że wiara nie może zostać zamknięta tylko w sercu. Ma stawać się światłem dla innych. Ma prowadzić do modlitwy za błądzących, do troski o tych, którzy cierpią, do głoszenia prawdy z miłością.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie bał się mówić Bogu o trudnych pytaniach, ale trwał przy Nim wiernie. Abym nie zniechęcał się, gdy odpowiedź się opóźnia. Abym szukał Pana, który nie opuszcza swoich. Abym przynosił Jezusowi cierpienie tych, których kocham. Abym nie ufał własnej sile, ale prosił o wiarę żywą, choćby małą jak ziarnko gorczycy.

Bo sprawiedliwy żyje nie dlatego, że wszystko ma pod kontrolą.
Żyje dzięki wierności.
Dzięki temu, że nawet w ciemności nie puszcza ręki Boga.
Dzięki temu, że wobec cierpienia nie zamyka się w bezradności, ale woła: Panie, zlituj się. Panie, ratuj. Panie, przymnóż mi wiary.

Modlitwa

Panie Jezu, przychodzę dziś do Ciebie z pytaniami, których nie umiem rozwiązać, i z bezradnością, której sam nie potrafię udźwignąć. Naucz mnie wierności proroka Habakuka. Daj mi serce, które szuka Ciebie i wierzy, że Ty nie opuszczasz swoich. Przynoszę Ci cierpienie rodzin, dzieci, ludzi zagubionych i wszystkich, którzy potrzebują Twojego zmiłowania. Ulecz moją małą wiarę. Spraw, aby była żywa jak ziarnko gorczycy. Przez wstawiennictwo św. Dominika ucz mnie głosić prawdę z miłością, modlitwą i pokorą. Amen.

7 VIII 2026, Piątek po Święcie Przemienienia Pańskiego Na 2, 1. 3; 3, 1-3. 6-7 | Pwt 32 | Mt 16, 24-28

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie od obrazu sądu nad miastem krwawym do bardzo osobistego wezwania Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” To nie jest łatwe Słowo. Ono nie pozwala zatrzymać się na religijności wygodnej, lekkiej, bez kosztu. Jezus mówi bardzo jasno, że droga ucznia nie prowadzi przez egoizm, pychę i szukanie siebie, ale przez wyrzeczenie, krzyż i naśladowanie Pana.

Pierwsze czytanie z proroka Nahuma jest mocne i surowe: „Biada miastu krwawemu!” Prorok mówi o mieście pełnym przemocy, kłamstwa, łupu i zniszczenia. To obraz świata, który buduje swoją wielkość na krzywdzie innych. Miasta, które może wyglądać potężnie, bogato i bezpiecznie, ale w środku jest chore, bo nie ma w nim sprawiedliwości.

To Słowo nie jest tylko o dawnym mieście. Ono pyta także o moje serce. Czy nie ma we mnie miejsc, gdzie rządzi przemoc słowa? Czy nie ma we mnie pychy, która chce zwyciężyć za wszelką cenę? Czy nie ma we mnie kłamstwa, którym usprawiedliwiam siebie? Czy nie ma we mnie pragnienia, aby postawić na swoim, nawet jeśli ktoś zostanie zraniony? Miasto krwawe może być obrazem człowieka, który żyje bez Boga. Zewnętrznie może funkcjonować, działać, planować, osiągać cele, ale wewnętrznie niszczy siebie i innych. Każdy grzech ma swoje owoce. Czasem ukryte przez dłuższy czas, ale wcześniej czy później wychodzą na jaw.

Psalm odpowiada bardzo mocnym zdaniem Boga: „Ja, Pan, zabijam i Ja sam ożywiam.” To zdanie może brzmieć surowo, ale przypomina mi, że Bóg jest Panem życia, historii i sądu. Człowiek nie jest ostatnim sędzią. Przemoc, pycha i niesprawiedliwość nie będą trwały wiecznie. Bóg widzi. Bóg pamięta. Bóg ujmie się za swoim ludem. Ale ten sam Bóg, który osądza zło, jest także Tym, który ożywia. On nie chce śmierci grzesznika. Chce, aby człowiek porzucił drogę zniszczenia i wrócił do życia. Boży sąd nie jest kaprysem. Jest obroną dobra, prawdy i tych, którzy zostali skrzywdzeni.

Aklamacja przypomina: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.” To zdanie przygotowuje serce na Ewangelię. Jezus nie obiecuje swoim uczniom drogi bez cierpienia. Nie mówi: jeśli pójdziesz za Mną, wszystko będzie łatwe. Mówi raczej: jeśli chcesz iść za Mną, musisz wybrać drogę krzyża.

W Ewangelii Jezus mówi: „Jeśli kto chce pójść za Mną…” To bardzo ważne. Jezus nikogo nie zmusza. Zaprasza. Szanuje wolność człowieka. Ale jednocześnie mówi prawdę o warunkach uczniostwa. Najpierw: „Niech się zaprze samego siebie.” To nie znaczy, że mam pogardzać sobą. To znaczy, że nie mogę uczynić siebie centrum świata. Mam zaprzeć się tego „ja”, które chce panować, mieć rację, szukać wygody, unikać wysiłku, usprawiedliwiać grzech i stawiać własną wolę ponad wolą Boga. Zaprzeć się siebie to powiedzieć: Panie, nie moja pycha, ale Twoja prawda. Nie moja wygoda, ale Twoja droga. Nie moje zachcianki, ale Twoja wola. Nie moje królestwo, ale Twoje. Potem Jezus mówi: „Niech weźmie krzyż swój.” Nie cudzy. Swój. Każdy ma krzyż wpisany w swoje powołanie, obowiązki, relacje, cierpienia, ograniczenia, codzienne zmagania. Krzyżem może być choroba, samotność, trudny obowiązek, cierpliwość wobec ludzi, walka z własną słabością, wierność mimo zmęczenia, przebaczenie, którego serce jeszcze nie umie łatwo wypowiedzieć. Jezus nie mówi: wymyśl sobie cierpienie. Mówi: weź ten krzyż, który jest twoją drogą wierności. Nie uciekaj od niego. Nie udawaj, że go nie ma. Nie noś go bez Boga. Weź go i idź za Mną. Bo krzyż niesiony bez Jezusa przygniata. Krzyż niesiony z Jezusem staje się drogą zbawienia.

Jezus dodaje: „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” To jest paradoks Ewangelii. Człowiek, który kurczowo broni tylko siebie, swojej wygody, swojej racji i swojego bezpieczeństwa, ostatecznie traci życie głębsze. A ten, kto potrafi oddać siebie z miłości do Chrystusa, odnajduje prawdziwe życie. Ile razy boję się stracić coś dla Boga. Czas. Siły. Uznanie. Własne plany. Święty spokój. A Jezus mówi: nie bój się oddać życia w Moje ręce. Nie stracisz tego, co naprawdę ważne. Odnajdziesz życie, którego sam sobie nie potrafisz dać.

Potem pada pytanie bardzo mocne: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” To zdanie powinno wracać do mnie jak rachunek sumienia. Co mi po sukcesie, jeśli stracę duszę? Co mi po opinii ludzi, jeśli oddalę się od Boga? Co mi po pieniądzach, jeśli serce stanie się puste? Co mi po wygranej kłótni, jeśli zniszczę miłość? Co mi po wygodzie, jeśli przestanę być wierny? Człowiek może zdobyć wiele, a przegrać siebie. Może wygrać w oczach świata, a ponieść szkodę na duszy. Może mieć wszystko, a nie mieć pokoju. Może ocalić własny komfort, a stracić zdolność kochania.

Dzisiejsze Słowo jest więc bardzo trzeźwe. Prorok Nahum pokazuje, że pycha i przemoc prowadzą do upadku. Psalm przypomina, że Bóg jest Panem życia i sądu. Ewangelia pokazuje drogę ocalenia: zaprzeć się siebie, wziąć swój krzyż i iść za Jezusem. To nie jest droga łatwa, ale jest prawdziwa. To nie jest droga efektowna, ale prowadzi do życia. To nie jest droga szukania siebie, ale odnalezienia siebie w Bogu. Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym zobaczył, co we mnie jest jeszcze „miastem krwawym” — miejscem pychy, krzywdy, kłamstwa i walki o siebie. Zaprasza mnie, abym nie bał się sądu Boga, ale pozwolił Mu oczyścić serce. Zaprasza mnie, abym nie uciekał od krzyża codziennej wierności. Abym nie pytał tylko: co zyskam?, ale: czy nie tracę duszy? Bo największą tragedią człowieka nie jest stracić coś zewnętrznego. Największą tragedią jest stracić duszę. A największą mądrością jest tak iść za Jezusem, aby nawet przez krzyż dojść do życia.

Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Słowo, które nie pozwala mi żyć w złudzeniu. Pokaż mi wszystko, co we mnie jest pychą, kłamstwem, przemocą słowa i szukaniem siebie. Naucz mnie zaprzeć się tego, co oddala mnie od Ciebie. Pomóż mi wziąć mój codzienny krzyż nie z goryczą, ale z wiarą. Nie pozwól mi zdobywać świata kosztem duszy. Daj mi serce wierne, które bardziej pragnie Ciebie niż własnej wygody, i prowadź mnie drogą krzyża ku życiu. Amen.

9 VIII. 2026 19 Niedziela Zwykła

  1. Bóg zapłać za posprzątanie w tym tygodniu i kwiaty rodzinom Widomskich i Kołtysiów. Na 15 VIII proszę o przygotowanie koscioła kolejne 3 rodziny.
  2. Bóg zapłać za ofiary: na Kościół bezimienna 300 zł, Kółko Rolnicze 10 000 zł, kopertowa 1x bezimienna
  3. Gdy wrócę z rekolekcji zrobimy spotkanie parafialne, abyście powiedzieli jakie prace mamy sfinansować z Waszych ofiar…
  4. Liturgiczne wspomnienia i wydarzenia tygodnia
    poniedziałek  wspomnienie św. Wawrzyńca
    wtorek  wspomnienie św. Klary
    środa     – Druga  Środa – Różaniec dla mężczyzn
    -czwartek  13 VIII  Nabożeństwo Fatimskie od 19.30
    piątek       wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego. O 18.00 Msza w intencji Rodzin przez wstawiennictwo bł. Rodziny Ulmów
    sobota    Uroczystość Wniebowzięcie NMP. Msze – układ niedzielny. Poświęcenie ziół po każdej Mszy. Na Mszy o 9.00 modlimy się o Dary Ducha Świętego.  Na Mszy o 11.00 Dziękujemy Bogu za tegoroczne plony.
    niedziela  o 11.00 Msza w intencji Ojczyzny przez wstawiennictwo św. Andrzeja Boboli
  5. W tym tygodniu rocznicę śmierci obchodzą kapłani: Paździor Stanisław, ks. Psujek Bogusław, ks. Wolski Edward, ks. Bochyński Mieczysław, ks. Jurczyszyn Andrzej, ks. Grzegorczyk Stanisław, ks. Zając Kazimierz, ks. Boguta Tadeusz, ks. Stanicki Paweł, ks. Uszczuk Bolesław, Nasi parafianie: Kot Stanisław, Widomski Jan, Widomska Sabina, Pyrak Katarzyna, Karabacz Czesław, Kania Julian, Małek Marianna, Kot Zbigniew, Rupeć Julianna, Pietraszek Edward, Kot Józef. W tym tygodniu pochowaliśmy mamę mojego kolegi z roku +Danutę Piłąt.  Polećmy ich wszystkich Miłosiernemu Bogu: Wieczny odpoczynek…

 

 

 

6 VIII 2026 r. Czwartek Święto Przemienienia Pańskiego Dn 7, 9-10. 13-14 || 2 P 1, 16-19 | Mt 17, 1-9

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie na górę. Jezus zabiera Piotra, Jakuba i Jana osobno, wysoko. Nie wszystko w życiu wiary dzieje się w tłumie. Są chwile, kiedy Pan prowadzi człowieka głębiej, dalej, wyżej — nie po to, aby uciekł od codzienności, ale aby zobaczył, kim naprawdę jest Chrystus.

Przemienienie Pańskie jest jak odsłonięcie tajemnicy. Przez chwilę uczniowie widzą coś z chwały Jezusa. Tego samego Jezusa, którego znali z codzienności: zmęczonego drogą, rozmawiającego z ludźmi, uzdrawiającego, nauczającego. Na górze widzą, że On nie jest tylko Nauczycielem. Nie jest tylko prorokiem. Jest Synem umiłowanym. Jest Panem chwały.

Pierwsze czytanie z Księgi Daniela otwiera przede mną wizję Boga zasiadającego na tronie: „Szata Jego była biała jak śnieg.” To obraz majestatu, czystości, świętości i wieczności Boga. Wszystko, co ludzkie, przemija. Królestwa powstają i upadają. Ludzkie potęgi robią wielkie wrażenie, ale nie są wieczne. A Bóg trwa. Jest Panem historii. Sądzi sprawiedliwie. Jego tron nie chwieje się od ludzkiego zamętu. Potem prorok widzi kogoś podobnego do Syna Człowieczego, który przychodzi na obłokach nieba. Otrzymuje panowanie, chwałę i władzę królewską, a Jego panowanie nie przeminie.

To proroctwo prowadzi mnie do Jezusa. On jest Synem Człowieczym. On jest Królem, którego panowanie nie jest z tego świata, ale obejmuje wszystko. Jego chwała nie polega na przemocy, sile politycznej czy ludzkim triumfie. Jego chwała objawi się także na krzyżu, bo tam miłość okaże się mocniejsza niż grzech i śmierć.

Psalm odpowiada: „Pan Bóg króluje ponad całą ziemią.” To zdanie jest bardzo potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy świat wydaje się chaotyczny. Gdy człowiek widzi lęk, choroby, wojny, niepokój, grzech, podziały, cierpienie rodzin, słabość Kościoła, własne zmęczenie. Psalm przypomina: Pan króluje. Nie wszystko rozumiem, nie wszystko potrafię wyjaśnić, ale Bóg nie utracił władzy nad światem.

Drugi List św. Piotra jest świadectwem człowieka, który był na górze przemienienia. Piotr nie mówi o teorii. Mówi: „Byliśmy naocznymi świadkami Jego wielkości.” To bardzo mocne. Piotr słyszał głos Ojca. Widział chwałę Jezusa. Ale później przeżył też własną słabość, lęk, zaparcie się Pana, łzy i nawrócenie. Przemienienie nie uchroniło go przed próbą. Ale dało mu światło, do którego mógł wracać. To pokazuje mi, że Bóg daje człowiekowi chwile światła nie po to, aby zawsze żyło się łatwo, ale aby nie zgasnąć w ciemności. Są momenty łaski, pokoju, modlitwy, głębokiego poruszenia serca. Są chwile, kiedy człowiek mocniej czuje obecność Boga. Trzeba je zachować w sercu, bo przychodzą też doliny, krzyż, zmęczenie i noc wiary. Święty Piotr mówi jeszcze: „Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeśli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu.” Słowo Boże jest lampą. Nie zawsze rozprasza od razu całą ciemność, ale daje światło na następny krok.

W wierze nie zawsze widzę całą drogę. Czasem wystarczy światło na dziś. Wystarczy jedno zdanie Ewangelii, które podtrzymuje. Jedna obietnica. Jedno wezwanie. Jedno słowo: „Nie bójcie się.” Ewangelia prowadzi mnie na górę Tabor. Jezus bierze ze sobą Piotra, Jakuba i Jana. To ci sami uczniowie, którzy później będą blisko Niego w Ogrodzie Oliwnym. Najpierw zobaczą chwałę, potem zobaczą trwogę konania. Najpierw światło Taboru, potem ciemność Getsemani. Jezus przygotowuje ich serca, aby nie zgorszyli się krzyżem. Na górze: „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.” To jest chwila odsłonięcia prawdy. Jezus nie staje się kimś innym. Uczniowie zaczynają widzieć, kim On naprawdę jest. Jego codzienna pokora kryła Boską chwałę. Ten, który chodził po drogach Galilei, jest Panem światłości. Ten, który będzie opluty, ubiczowany i ukrzyżowany, jest Synem umiłowanym Ojca. Obok Jezusa pojawiają się Mojżesz i Eliasz. Prawo i Prorocy wskazują na Niego. Cała historia zbawienia prowadzi do Chrystusa. Wszystkie obietnice, zapowiedzi, tęsknoty i proroctwa znajdują w Nim wypełnienie. Piotr mówi: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy.” To bardzo ludzkie zdanie. Kiedy człowiek doświadcza bliskości Boga, chciałby zatrzymać tę chwilę. Chciałby zostać na górze, w świetle, w pokoju, daleko od trudów codzienności. Piotr chce postawić namioty. Ale Jezus nie pozwoli uczniom zostać na górze. Zejdą na dół. Wrócą do ludzi, do drogi, do zapowiedzi męki, do krzyża. To ważna lekcja. Modlitwa nie jest ucieczką od życia. Eucharystia nie jest zatrzymaniem się w pięknym przeżyciu. Adoracja nie jest schowaniem się przed światem. Góra Tabor jest po to, aby umocnić serce na drogę w dół — do obowiązków, posługi, cierpienia, ludzi, którym trzeba służyć.

Najważniejszy moment Ewangelii to głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie.” Ojciec nie mówi najpierw: patrzcie na światło. Nie mówi: zatrzymajcie przeżycie. Mówi: Jego słuchajcie.  To jest centrum dzisiejszego święta. Prawdziwe spotkanie z chwałą Jezusa prowadzi do posłuszeństwa Jego Słowu. Nie wystarczy zachwycić się światłem. Trzeba słuchać Syna. Słuchać, gdy mówi o miłości nieprzyjaciół. Słuchać, gdy wzywa do przebaczenia. Słuchać, gdy zaprasza do krzyża. Słuchać, gdy koryguje moje serce. Słuchać, gdy mówi: chodź za Mną. Uczniowie upadają na twarz i bardzo się boją. Wtedy Jezus podchodzi, dotyka ich i mówi: „Wstańcie, nie lękajcie się.”

Jak bardzo potrzebuję tego dotyku Jezusa. Bo Boża chwała może mnie zachwycić, ale także odsłonić moją małość. Kiedy widzę świętość Boga, widzę też swoją kruchość. A Jezus nie zostawia mnie w lęku. Podchodzi. Dotyka. Podnosi. Mówi: wstań, nie bój się. To jest bardzo czuły gest Pana. Jezus nie tylko objawia chwałę. On podnosi przestraszonego ucznia. Nie chce, abym żył sparaliżowany lękiem. Chce, abym po doświadczeniu Jego obecności wrócił do życia mocniejszy, spokojniejszy i bardziej wierny. Gdy uczniowie podnoszą oczy, widzą już tylko samego Jezusa. To piękny obraz do zapamiętania. W życiu duchowym ostatecznie chodzi o to, aby widzieć Jezusa. Nie własne emocje. Nie tylko przeżycia. Nie lęk. Nie ludzi. Nie sukces. Nie porażkę. Jezusa.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym pozwolił Jezusowi wyprowadzić się na górę modlitwy, abym szukał światła Jego obecności, ale nie uciekał od codziennej drogi. Abym słuchał umiłowanego Syna, trwał przy Słowie jak przy lampie w ciemnym miejscu i pozwalał Jezusowi podnosić mnie z lęku. Bo Tabor jest darem na czas drogi. Światło jest dane nie po to, aby zapomnieć o krzyżu, ale aby przejść przez krzyż z nadzieją. A głos Ojca przypomina mi najprostszy program życia: Jego słuchajcie.

Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za światło Przemienienia. Dziękuję, że odsłaniasz swoją chwałę nie po to, abym uciekał od życia, ale abym miał siłę zejść z góry do codzienności. Naucz mnie słuchać Ciebie jako umiłowanego Syna Ojca. Bądź lampą w moich ciemnościach, światłem w moich decyzjach i nadzieją w moich lękach. Dotknij mnie, gdy upadam na twarz ze strachu, i powiedz mojemu sercu: „Wstań, nie lękaj się”. Spraw, abym w każdej chwili widział przede wszystkim Ciebie. Amen.

5 VIII 2026 V Środa po XVIII Niedzieli Zwykłej Jr 31, 1-7 | Jr 31 | Mt 15, 21-28

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie od obietnicy odbudowy do wytrwałej wiary kobiety kananejskiej. Pokazuje Boga, który nie rezygnuje ze swojego ludu, nawet gdy ten był rozproszony, poraniony i upokorzony. Pokazuje też serce człowieka, które nie zniechęca się milczeniem, próbą i pozorną odmową, ale woła dalej: „Panie, dopomóż mi.”

Pierwsze czytanie z proroka Jeremiasza jest pełne nadziei. Po wielu słowach trudnych, po zapowiedziach kary, po obrazach ran i niewierności, Bóg mówi: „Ukochałem cię odwieczną miłością.” To jedno z najpiękniejszych zdań Pisma Świętego. Bóg nie mówi: ukochałem cię na chwilę. Nie mówi: kochałem cię, dopóki byłeś wierny. Nie mówi: kochałem cię, kiedy wszystko było w porządku. Mówi: odwieczną miłością. To znaczy, że Boża miłość jest wcześniejsza niż moje zasługi, mocniejsza niż moje upadki i wierniejsza niż moje zmienne serce. Bóg widzi grzech, ale nie przestaje kochać. Widzi rany, ale chce je leczyć. Widzi rozproszenie, ale zapowiada powrót. Dalej Pan mówi: „Dlatego zachowałem dla ciebie łaskawość.”

To Słowo jest wielkim pocieszeniem. Gdy człowiek myśli, że wszystko już stracone, Bóg zachowuje łaskawość. Gdy człowiek widzi tylko ruiny, Bóg widzi możliwość odbudowy. Gdy człowiek nosi w sobie wstyd, zmęczenie i poczucie przegranej, Bóg mówi: Ja cię jeszcze odbuduję.

„Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana.” To nie jest tylko obietnica dla Izraela. To jest także Słowo dla mojego serca. Bóg może odbudować we mnie modlitwę. Może odbudować nadzieję. Może odbudować zaufanie. Może odbudować pokój. Może odbudować relacje. Może odbudować to, co zostało osłabione przez grzech, lęk, zranienia i zmęczenie. Ale odbudowa wymaga zaufania. Trzeba pozwolić Bogu prowadzić się z powrotem. Trzeba zgodzić się wyjść z rozproszenia. Trzeba uwierzyć, że moje życie nie kończy się na tym, co zniszczone.

Psalm, zaczerpnięty również z Jeremiasza, odpowiada pięknym obrazem: „Pan nas obroni, tak jak pasterz owce.” Bóg jest Pasterzem, który gromadzi. Nie jest obojętny na zagubionych. Nie zostawia rozproszonych samym sobie. Szuka, broni, prowadzi i karmi. To bardzo potrzebne Słowo. Bo człowiek potrafi się rozproszyć wewnętrznie. Jedna część serca chce Boga, druga trzyma się lęku. Jedna chce przebaczyć, druga pamięta urazę. Jedna chce zaufać, druga próbuje wszystko kontrolować. Jedna chce modlitwy, druga ucieka w pośpiech. Bóg przychodzi jako Pasterz, który chce zebrać moje rozproszone serce.

Psalm mówi też o radości: „Wtedy dziewica rozweseli się w tańcu, a młodzieńcy i starcy cieszyć się będą.” Tam, gdzie Bóg odbudowuje, wraca radość. Nie zawsze od razu. Nie zawsze bez łez. Ale wraca radość głębsza niż emocja — radość człowieka, który wie, że nie został porzucony.

Aklamacja mówi: „Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój.” To zdanie przygotowuje mnie na spotkanie z Jezusem w Ewangelii. On jest Bogiem, który nawiedza swój lud. Ale dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że Jego miłosierdzie przekracza granice, które ludzie chcieliby postawić.  Do Jezusa przychodzi kobieta kananejska. Nie należy do Izraela. Jest obca. A jednak przychodzi z bólem matki i woła: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha.” To jest modlitwa człowieka, który cierpi nie tylko za siebie. Ona cierpi za swoje dziecko. Nosi w sercu ból matki bezradnej wobec cierpienia córki. I właśnie ten ból prowadzi ją do Jezusa. Jak wiele takich modlitw jest w sercach rodziców. Panie, ratuj moje dziecko. Panie, uwolnij je od zła. Panie, dotknij jego serca. Panie, sprowadź je z drogi, która niszczy. Panie, pomóż, bo ja już nie umiem. Kobieta woła, a Jezus początkowo nie odpowiada ani słowa. To milczenie jest bardzo trudne. Każdy, kto modlił się długo i nie widział odpowiedzi, zna ciężar takiej ciszy. Można wtedy pomyśleć: Bóg mnie nie słyszy. Bóg mnie odrzucił. Moja modlitwa nie ma sensu. Ale kobieta się nie wycofuje. Uczniowie chcą ją odprawić, bo krzyczy za nimi. Ona jednak idzie dalej. Upada przed Jezusem i mówi: „Panie, dopomóż mi.”

To jedna z najprostszych i najpiękniejszych modlitw. Nie ma w niej wielu słów. Jest cała prawda serca. Panie, dopomóż mi. Kiedy nie wiem, co zrobić. Kiedy dziecko cierpi. Kiedy rodzina się rozpada. Kiedy wiara słabnie. Kiedy modlitwa wydaje się bez odpowiedzi. Kiedy jestem bezradny. Panie, dopomóż mi. Jezus odpowiada słowami trudnymi o chlebie dzieci i szczeniętach. Nie jest to odrzucenie kobiety, ale próba, w której objawia się głębia jej wiary. Ona nie obraża się. Nie odchodzi. Nie domaga się praw. Odpowiada z wielką pokorą i zaufaniem: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów.”

To niezwykła wiara. Ona wierzy, że nawet okruch łaski Jezusa wystarczy. Nie potrzebuje wielkich słów. Nie potrzebuje zaszczytnego miejsca. Nie potrzebuje uznania uczniów. Wystarczy jej okruch ze stołu Pana. I Jezus mówi: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz.” To zdanie odsłania serce całej Ewangelii. Jezus nie odrzuca człowieka, który przychodzi z wiarą. Czasem prowadzi przez próbę, przez ciszę, przez oczyszczenie motywacji, ale nie gardzi pokornym wołaniem.

Kobieta kananejska uczy mnie trzech rzeczy.
-Najpierw wytrwałości. Nie przestaje wołać, choć Jezus milczy, a uczniowie chcą ją odprawić.
-Potem pokory. Nie stawia siebie w centrum, ale uznaje, że wszystko jest łaską.
-I wreszcie ufności. Wierzy, że najmniejszy dar Jezusa ma moc ocalić.

Dzisiejsze Słowo pięknie łączy się w jedną drogę. Jeremiasz mówi o Bogu, który odbudowuje swój lud odwieczną miłością. Psalm mówi o Pasterzu, który gromadzi rozproszone owce. Ewangelia pokazuje kobietę, która przynosi do Jezusa swój ból i nie odchodzi, dopóki nie otrzyma łaski.

To Słowo zaprasza mnie, abym uwierzył, że Bóg nie rezygnuje z tego, co poranione. Abym pozwolił Mu odbudowywać moje serce. Abym przynosił Mu cierpienie moje i tych, których kocham. Abym nie zniechęcał się milczeniem Boga. Abym umiał modlić się prosto: „Panie, dopomóż mi.”  Bo Bóg kocha odwieczną miłością. Gromadzi jak Pasterz. Odbudowuje jak Ten, który zna ruiny mojego serca. I daje łaskę nawet temu, kto czuje się niegodny, jeśli tylko przychodzi z pokorną i wytrwałą wiarą.

Modlitwa

Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją odwieczną miłość, która nie rezygnuje ze mnie nawet wtedy, gdy jestem poraniony i rozproszony. Odbuduj we mnie to, co osłabło przez grzech, lęk i zmęczenie. Gromadź moje serce jak Dobry Pasterz swoje owce. Naucz mnie wiary kobiety kananejskiej: wytrwałej, pokornej i ufnej. Kiedy nie widzę odpowiedzi i nie mam już wielu słów, pozwól mi wołać z głębi serca: Panie, dopomóż mi. Amen.

Wtorek – 4 VIII Wspomnienie św. Jana Marii Vianneya, prezbitera — patrona proboszczów Jr 30, 1-2. 12-15. 18-22 | Ps 102 (101) | Mt 15, 1-2. 10-14

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do bardzo szczególnej modlitwy. Jest to dzień św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów. Dzień, w którym Kościół przypomina, że kapłan nie jest właścicielem parafii, ale sługą Boga i ludzi. Dzień, w którym proboszcz szczególnie potrzebuje modlitwy swoich parafian, a parafianie potrzebują serca pasterza, który nie zasłania sobą Chrystusa, ale do Niego prowadzi.

Dlatego dzisiejsza Msza święta w intencji proboszcza i parafian, którym posługuje, nie jest tylko grzecznym gestem. Jest modlitwą o świętość więzi pasterza i wspólnoty. O to, aby proboszcz nie przestał być uczniem Jezusa. I o to, aby parafianie nie byli tylko odbiorcami posługi, ale żywą wspólnotą wiary, za którą kapłan odpowiada przed Bogiem.

Pierwsze czytanie z proroka Jeremiasza jest mocne i bolesne. Bóg mówi do swojego ludu: „Klęska twoja jest nieuleczalna, rana twoja bolesna.” To Słowo nie pozwala uciec od prawdy. Grzech rani. Niewierność rani. Oddalenie od Boga rani. I są takie rany w człowieku, w rodzinie, w parafii, w Kościele, których nie da się przykryć pobożnym słowem ani zewnętrznym spokojem.

Bóg mówi przez Jeremiasza: „Nie ma nikogo, kto by się podjął twojej sprawy.” To zdanie brzmi dramatycznie. Człowiek może dojść do takiego miejsca, w którym wszystkie ludzkie zabezpieczenia zawodzą. Nie pomaga pycha. Nie pomaga udawanie. Nie pomaga opinia innych. Nie pomaga zrzucanie winy. Rana pozostaje raną. Ale właśnie tam, gdzie człowiek przestaje się ratować sam, zaczyna się przestrzeń dla Boga. Bo po słowach o ranie i karze przychodzi obietnica odnowy: „Odmienię los namiotów Jakuba i zlituję się nad jego siedzibami.”

Bóg nie kończy na diagnozie grzechu. On zapowiada odbudowę. Miasto ma być odbudowane, pałac stanie na swoim miejscu, znowu popłynie dziękczynienie i głos radości. To bardzo ważne także dla życia parafii. Parafia nie jest wspólnotą ludzi bez ran. Nie jest miejscem, gdzie wszyscy są doskonali. Jest miejscem, gdzie Bóg chce leczyć rany, odnawiać więzi, podnosić grzeszników, przywracać nadzieję i budować swój lud.

Proboszcz też nie jest człowiekiem bez ran i słabości. Jest glinianym naczyniem, które niesie skarb. Potrzebuje modlitwy, aby nie zwątpił, nie zgorzkniał, nie stał się urzędnikiem świętych spraw, ale pozostał pasterzem według Serca Jezusa. I parafianie także potrzebują modlitwy proboszcza. Potrzebują kapłana, który nie tylko organizuje, ogłasza i zarządza, ale przede wszystkim zanosi ich do Boga: ich cierpienia, rodziny, zmarłych, dzieci, młodzież, chorych, poranionych, pogubionych, tych blisko Kościoła i tych daleko.

Najpiękniejsza obietnica pierwszego czytania brzmi: „Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem.” To jest cel każdej parafii. Nie tylko dobrze funkcjonować. Nie tylko mieć nabożeństwa, remonty, wydarzenia i porządek. Ale być ludem Boga. Być wspólnotą, która należy do Pana. Być miejscem, gdzie człowiek może usłyszeć: Bóg jest twoim Bogiem, a ty nie jesteś sam. Psalm odpowiada: „Pan się objawi w chwale na Syjonie.” Bóg objawia swoją chwałę nie tylko w wielkich wydarzeniach. Objawia ją tam, gdzie odbudowuje to, co zniszczone. Tam, gdzie wysłuchuje modlitwy opuszczonych. Tam, gdzie patrzy z wysokości na ziemię, aby usłyszeć jęki uwięzionych i uwolnić skazanych na śmierć. To jest bardzo kapłańskie Słowo.

Kapłan ma być człowiekiem, który słyszy jęk uwięzionych: uwięzionych w grzechu, lęku, uzależnieniach, samotności, rozpaczy, nieprzebaczeniu. Ma pomagać im zobaczyć, że Bóg patrzy, słyszy i przychodzi z miłosierdziem.

Ale proboszcz sam też musi pozwolić Bogu słyszeć własny jęk. Nie może udawać przed Panem mocniejszego, niż jest. Musi przychodzić do Boga z własnym zmęczeniem, grzechem, bezradnością, pytaniami i prosić: Panie, odbuduj najpierw mnie, abym nie budował parafii tylko własnymi siłami.

Aklamacja prowadzi mnie do wyznania: „Nauczycielu, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela.” To zdanie przypomina, kto naprawdę jest centrum. Nie proboszcz. Nie ludzkie zwyczaje. Nie opinie. Nie układy. Nie przyzwyczajenia.

Centrum jest Chrystus — Syn Boży i Król. Kapłan jest sługą Jego królestwa. Parafia jest Jego wspólnotą. Liturgia jest Jego dziełem. Sakramenty są Jego łaską. Słowo jest Jego prawdą. Ewangelia dotyka bardzo poważnego niebezpieczeństwa: zaślepienia. Faryzeusze pytają Jezusa, dlaczego uczniowie nie zachowują tradycji starszych. Jezus odpowiada, że nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale to, co wychodzi z ust, bo pochodzi z serca. To Słowo bardzo mocno dotyka życia religijnego. Można pilnować zewnętrznych zwyczajów, a zaniedbać serce. Można być bardzo przywiązanym do form, a nie mieć miłości. Można bronić tradycji, a ranić człowieka językiem. Można troszczyć się o szczegóły, a przeoczyć miłosierdzie. Można być blisko ołtarza, a sercem daleko od Boga.

Jezus mówi o ślepych przewodnikach: „Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną.” To zdanie w dniu proboszcza brzmi szczególnie poważnie. Pasterz nie może być ślepym przewodnikiem. Nie może prowadzić ludzi własną pychą, nerwem, ambicją, urazą czy zmęczeniem. Musi pozwalać, aby Jezus otwierał mu oczy. Oczy na Boga, na ludzi, na prawdę o sobie, na rany parafii, na tych, którzy są pomijani, na tych, którzy milczą, na tych, którzy potrzebują nie tylko słowa, ale serca.

Ale to zdanie dotyczy nie tylko kapłana. Każdy chrześcijanin może stać się dla kogoś przewodnikiem albo zgorszeniem. Rodzic dla dziecka. Małżonek dla współmałżonka. Sąsiad dla sąsiada. Człowiek wierzący dla tego, kto patrzy na Kościół z daleka. Dlatego dzisiaj modlimy się nie tylko za proboszcza, ale i za parafian, którym posługuje. Aby pasterz i wspólnota razem pozwolili się prowadzić Chrystusowi. Aby nie było między nimi gry pozorów, ale droga ku świętości. Aby słowo napomnienia nie było odbierane jak atak, ale jak troska. Aby słowo wdzięczności nie było tylko uprzejmością, ale znakiem wspólnej odpowiedzialności za Kościół.

Święty Jan Maria Vianney pokazuje, że proboszcz może po ludzku nie mieć wielkich talentów, ale jeśli ma serce całkowicie oddane Bogu, staje się narzędziem łaski. Jego siłą nie była błyskotliwość, lecz świętość. Nie zbudował parafii przez same plany, ale przez modlitwę, pokutę, konfesjonał, Eucharystię i miłość do powierzonych mu ludzi. To jest bardzo wymagające światło.

Dla proboszcza: aby nie szukał siebie, ale Chrystusa.

Dla parafian: aby nie patrzyli na kapłana tylko jak na usługodawcę religijnego, ale modlili się za niego i razem z nim budowali wspólnotę.

Dla wszystkich: aby parafia nie była tylko miejscem załatwiania spraw religijnych, ale domem Boga, w którym rany są leczone, grzesznicy wzywani do nawrócenia, a ubodzy i zagubieni odnajdują drogę.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie: abym uznał, że grzech naprawdę rani, ale Bóg może odbudować to, co zniszczone, abym modlił się za parafię jako wspólnotę ludzi potrzebujących uzdrowienia, abym prosił, aby proboszcz był pasterzem według Serca Jezusa, abym nie zatrzymał się na zewnętrznej religijności, ale pozwolił Bogu oczyścić serce, abym nie był ślepym przewodnikiem dla innych, abym modlił się za tych, którym posługuję, i z wdzięcznością przyjmował ich modlitwę, abym razem z całą wspólnotą mógł usłyszeć: „Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem.”

Bo parafia żyje nie wtedy, gdy wszystko jest tylko dobrze zorganizowane. Parafia żyje wtedy, gdy Chrystus jest jej Panem. Gdy proboszcz i parafianie razem pozwalają się Jemu prowadzić. Gdy rany nie są ukrywane, ale oddawane Bogu. Gdy słowo prawdy nie zaślepia pychą, lecz prowadzi do uzdrowienia. I gdy wszyscy uczą się, że największą chwałą parafii nie jest to, co zbudowała zewnętrznie, ale to, czy naprawdę należy do Boga.

Modlitwa

Panie Jezu, Dobry Pasterzu, dziękuję Ci za dar Kościoła, parafii i kapłaństwa. W dniu św. Jana Marii Vianneya proszę Cię za proboszcza i za wszystkich parafian, którym posługuje. Ulecz rany, które nosimy w sercach. Odbuduj to, co osłabło przez grzech, obojętność, pychę i zmęczenie. Spraw, aby proboszcz nie zasłaniał Ciebie, ale prowadził do Ciebie. Daj mu serce pokorne, cierpliwe, czyste i wierne. Daj parafianom ducha modlitwy, odpowiedzialności i miłości do Kościoła. Otwórz nasze oczy, abyśmy nie byli ślepymi przewodnikami, ale uczniami prowadzonymi Twoim światłem. Niech nasza parafia będzie naprawdę Twoim ludem, a Ty bądź naszym Bogiem. Amen.

2 VIII 2026 XVIII Niedziela Zwykła Iz 55, 1-3 | Ps 145 (144) | Rz 8, 35. 37-39 | Mt 14, 13-21

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do Boga, który karmi człowieka. Nie tylko jego ciało, ale przede wszystkim duszę. Bóg widzi nasze głody: pragnienie pokoju, sensu, miłości, przebaczenia, bezpieczeństwa, nadziei. Widzi także, jak często próbujemy nasycić serce tym, co nie daje życia.

Prorok Izajasz woła: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody.” To nie jest surowy nakaz, ale pełne czułości zaproszenie Boga. On nie mówi: przyjdźcie dopiero wtedy, gdy będziecie doskonali. Nie mówi: przyjdźcie, gdy będziecie mieli czym zapłacić. Mówi do spragnionych, ubogich, głodnych, utrudzonych: przyjdźcie. Bóg pyta jednak bardzo konkretnie: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci?”

To pytanie zatrzymuje mnie przy moim życiu. Na co zużywam siły? Co naprawdę karmi moje serce? Czy nie pracuję czasem bardzo dużo dla rzeczy, które ostatecznie nie dają pokoju? Można mieć wiele spraw, planów, obowiązków, osiągnięć, a pozostać duchowo głodnym.  Bóg wskazuje drogę: „Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie.” Dusza żyje, kiedy słucha Boga. Dlatego potrzebuję Jego Słowa, modlitwy, ciszy, Eucharystii i powrotu do źródła. Bez tego nawet dobre działania mogą stać się puste i męczące.

Psalm odpowiada: „Otwierasz rękę, karmisz nas do syta.” Bóg nie jest skąpy. Otwiera rękę i daje życie, łaskę, przebaczenie, pokój i nadzieję. Problemem często nie jest to, że Bóg nie daje, ale że moje ręce są zajęte czymś innym: lękiem, urazą, planami, przywiązaniem, kontrolą. Trzeba mieć wolne serce, aby przyjąć dar.

Święty Paweł w drugim czytaniu prowadzi mnie jeszcze głębiej: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” I odpowiada z wielką pewnością, że nic nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga. Ani utrapienie, ani ucisk, ani głód, ani niebezpieczeństwo, ani śmierć. To nie znaczy, że życie wierzącego jest wolne od trudności. To znaczy, że żadna trudność nie musi mnie oderwać od Chrystusa, jeśli trwam przy Nim. To bardzo łączy się z Eucharystią. Jezus nie tylko mówi, że mnie kocha. On daje mi samego siebie jako pokarm. Karmi mnie sobą, abym nie zgasł w drodze, nie załamał się w trudnościach i nie zwątpił, że jestem kochany.

Aklamacja przypomina: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.”

W Ewangelii Jezus widzi tłum. Lituje się nad ludźmi, uzdrawia chorych, a potem troszczy się o ich głód. Uczniowie widzą problem po ludzku: miejsce jest puste, pora spóźniona, ludzi jest zbyt wielu. Proponują rozwiązanie najprostsze: „Każ więc rozejść się tłumom.” Ale Jezus mówi: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść.” To zdanie jest bardzo wymagające. Jezus nie pozwala uczniom uciec od odpowiedzialności. Nie każe im jednak działać własną mocą. Każe im przynieść to, co mają. Uczniowie odpowiadają: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb.” Jak często to jest także moja modlitwa: Panie, mam za mało. Za mało siły, wiary, cierpliwości, czasu, mądrości, serca. A Jezus nie odrzuca tej małości. Mówi: „Przynieście Mi je tutaj.”

To jest serce tej Ewangelii. Cud zaczyna się wtedy, gdy człowiek przynosi Jezusowi to niewiele, co ma. Pięć chlebów i dwie ryby w rękach uczniów to za mało. W rękach Jezusa stają się pokarmem dla tłumów. Jezus bierze chleby, spogląda w niebo, błogosławi, łamie i daje uczniom. To bardzo eucharystyczny obraz. Tak dzieje się na ołtarzu. Jezus bierze chleb, błogosławi, łamie i daje. Ale podobnie może czynić z moim życiem. Bierze to, co Mu oddaję, błogosławi, czasem łamie moją pychę i samowystarczalność, aby uczynić mnie darem dla innych. Na końcu wszyscy jedzą do syta, a zostaje jeszcze dwanaście koszów ułomków. Tam, gdzie po ludzku było za mało, w rękach Jezusa stało się więcej niż potrzeba.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym zapytał, czym naprawdę karmię swoje serce; abym wracał do Boga jako źródła życia; abym ufał, że nic nie odłączy mnie od miłości Chrystusa; i abym nie zatrzymywał się na swojej małości, ale przynosił ją Jezusowi. Bo Bóg nie oczekuje ode mnie tego, czego nie mam. Prosi, abym oddał Mu to, co mam. A w Jego rękach nawet niewiele może stać się pokarmem dla wielu.

Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci, że widzisz mój głód i głód ludzi wokół mnie. Dziękuję, że nie odsyłasz mnie pustego, ale karmisz swoim Słowem, miłosierdziem i Eucharystią. Naucz mnie nie szukać pokarmu tam, gdzie dusza nie może się nasycić. Przyjmij moje małe siły, słabą wiarę, niewielkie możliwości i codzienny trud. Pobłogosław to, co mam, i uczyń z tego dar dla innych. Spraw, abym nigdy nie zwątpił, że nic nie zdoła odłączyć mnie od Twojej miłości. Amen