Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do wiary, która dojrzewa w trudnościach. Nie jest to wiara łatwa, spokojna i zawsze pełna odpowiedzi. To wiara człowieka, który widzi zło, cierpienie, bezradność, a jednak nie odchodzi od Boga. To wiara, która pyta, płacze, szuka, woła — ale trwa.
Prorok Habakuk staje przed Bogiem z bardzo trudnym pytaniem. Widzi niesprawiedliwość, przemoc i zło. Widzi, że człowiek prawy bywa uciskany, a przewrotny zdaje się zwyciężać. Nie rozumie, dlaczego Bóg dopuszcza takie rzeczy.
To bardzo ludzkie.
Ile razy także we mnie rodzi się podobne pytanie: Panie, dlaczego tyle zła? Dlaczego cierpią niewinni? Dlaczego człowiek słabszy bywa raniony przez silniejszego? Dlaczego modlitwa nie od razu przynosi odpowiedź? Dlaczego ci, którzy szukają dobra, nieraz muszą przechodzić przez ciemność?
Habakuk nie udaje, że wszystko jest proste. Ale jego pytanie nie jest odejściem od Boga. On pyta, bo wierzy. Staje przed Panem, bo wie, że tylko u Niego może szukać sensu.
Bóg odpowiada mu słowem, które wymaga cierpliwości: „Jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie.”
To zdanie uczy mnie, że Bóg nie zawsze działa według mojego czasu. Czasem odpowiedź się opóźnia. Czasem trzeba czekać. Czasem trzeba przejść przez noc, zanim przyjdzie światło. Ale opóźnienie nie oznacza nieobecności Boga.
Najważniejsze zdanie pierwszego czytania brzmi: „Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.”
Nie dzięki temu, że wszystko rozumie.
Nie dzięki temu, że wszystko mu się udaje.
Nie dzięki temu, że nigdy się nie boi.
Ale dzięki wierności.
To znaczy: trwam przy Bogu, choć nie znam wszystkich odpowiedzi. Modlę się, choć jestem zmęczony. Wybieram dobro, choć łatwiej byłoby iść na skróty. Nie rezygnuję z prawdy, choć kłamstwo wydaje się wygodniejsze. Nie puszczam ręki Boga, choć droga jest trudna.
Psalm odpowiada: „Pan nie opuszcza tych, co Go szukają.”
To jest wielkie pocieszenie. Bóg nie obiecuje, że szukający Go nie będą mieli prób. Ale obiecuje, że ich nie opuści. On jest schronieniem dla uciśnionego, obroną w czasie utrapienia, Tym, który pamięta o krzywdzie i słyszy wołanie ubogich.
Potrzebuję tego słowa, kiedy przychodzi zniechęcenie. Kiedy modlitwa wydaje się bezowocna. Kiedy człowiek szuka Boga, a nadal doświadcza ciemności. Psalm mówi: szukaj dalej. Pan nie opuszcza tych, którzy Go szukają.
Aklamacja przypomina, że Chrystus przez Ewangelię rozświetlił życie i nieśmiertelność. To On jest odpowiedzią Boga na najgłębszy lęk człowieka. Nie zawsze od razu usuwa cierpienie, ale wchodzi w nie z mocą większą niż śmierć.
Ewangelia pokazuje ojca, który przychodzi do Jezusa z cierpiącym synem. Mówi: „Panie, zlituj się nad moim synem.”
To modlitwa bardzo prosta i bardzo głęboka. Ojciec nie przychodzi z teorią. Przychodzi z bólem. Przynosi Jezusowi dziecko, którego cierpienie go przerasta. Przynosi własną bezradność.
Jak wielu rodziców mogłoby modlić się tymi słowami:
Panie, zlituj się nad moim dzieckiem.
Zlituj się nad jego wiarą.
Nad jego zagubieniem.
Nad jego cierpieniem.
Nad jego zniewoleniem.
Nad tym, czego ja sam nie potrafię już naprawić.
Uczniowie nie potrafili pomóc. To także bolesny moment. Są blisko Jezusa, widzieli Jego cuda, słyszeli Jego naukę, a jednak okazują się bezradni. Jezus wskazuje przyczynę: „Z powodu małej wiary waszej.”
To słowo nie jest po to, aby ich poniżyć. Jest po to, aby ich obudzić. Można być blisko spraw Bożych, a jednocześnie za mało ufać Bogu. Można mówić o Jezusie, a w trudnej chwili bardziej polegać na sobie niż na Jego mocy.
Jezus mówi: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej górze: Przesuń się stąd tam, a przesunie się.”
Wiara jak ziarnko gorczycy nie musi robić wielkiego wrażenia. Nie musi być głośna. Nie musi być spektakularna. Ale musi być żywa. Małe ziarno ma w sobie życie. Tak samo wiara: nawet mała, jeśli jest prawdziwa, otwiera człowieka na moc Boga.
To daje mi nadzieję. Jezus nie mówi: gdybyście mieli wiarę ogromną jak góra. Mówi: jak ziarnko gorczycy. Nie chodzi więc o pozory wielkości, ale o zaufanie. O serce, które przestaje opierać się na sobie i zaczyna naprawdę liczyć na Boga.
Dzisiejsze wspomnienie św. Dominika pięknie wpisuje się w to Słowo. Był człowiekiem głębokiej wiary, modlitwy i głoszenia prawdy. Wiedział, że błędu nie zwycięża się pychą ani gniewem, lecz światłem Ewangelii, cierpliwością, ubóstwem i świętością życia.
Święty Dominik uczy mnie, że wiara nie może zostać zamknięta tylko w sercu. Ma stawać się światłem dla innych. Ma prowadzić do modlitwy za błądzących, do troski o tych, którzy cierpią, do głoszenia prawdy z miłością.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie bał się mówić Bogu o trudnych pytaniach, ale trwał przy Nim wiernie. Abym nie zniechęcał się, gdy odpowiedź się opóźnia. Abym szukał Pana, który nie opuszcza swoich. Abym przynosił Jezusowi cierpienie tych, których kocham. Abym nie ufał własnej sile, ale prosił o wiarę żywą, choćby małą jak ziarnko gorczycy.
Bo sprawiedliwy żyje nie dlatego, że wszystko ma pod kontrolą.
Żyje dzięki wierności.
Dzięki temu, że nawet w ciemności nie puszcza ręki Boga.
Dzięki temu, że wobec cierpienia nie zamyka się w bezradności, ale woła: Panie, zlituj się. Panie, ratuj. Panie, przymnóż mi wiary.
Modlitwa
Panie Jezu, przychodzę dziś do Ciebie z pytaniami, których nie umiem rozwiązać, i z bezradnością, której sam nie potrafię udźwignąć. Naucz mnie wierności proroka Habakuka. Daj mi serce, które szuka Ciebie i wierzy, że Ty nie opuszczasz swoich. Przynoszę Ci cierpienie rodzin, dzieci, ludzi zagubionych i wszystkich, którzy potrzebują Twojego zmiłowania. Ulecz moją małą wiarę. Spraw, aby była żywa jak ziarnko gorczycy. Przez wstawiennictwo św. Dominika ucz mnie głosić prawdę z miłością, modlitwą i pokorą. Amen.