Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do tajemnicy daru. Pokazuje, że człowiek naprawdę żyje nie wtedy, gdy wszystko zatrzymuje dla siebie, ale wtedy, gdy potrafi dawać. Święty Wawrzyniec, diakon i męczennik, przypomina mi, że największym bogactwem Kościoła nie są rzeczy, pieniądze ani zabezpieczenia, ale człowiek: ubogi, chory, samotny, cierpiący, opuszczony, potrzebujący miłości i nadziei.
Święty Paweł mówi: „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera; kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie.”
To zdanie nie dotyczy tylko pieniędzy. Dotyczy całego życia. Mogę skąpo siać dobro: mało serca, mało czasu, mało cierpliwości, mało przebaczenia, mało modlitwy, mało obecności przy drugim człowieku. Mogę żyć tak, aby tylko się nie zmęczyć, nie stracić, nie poświęcić za dużo.
Ale wtedy serce staje się coraz ciaśniejsze. Człowiek, który ciągle tylko zatrzymuje, powoli traci radość. Zaczyna bardziej bronić siebie niż kochać. Bardziej kalkulować niż ufać. Bardziej pytać: co z tego będę miał, niż: komu mogę pomóc?
A św. Paweł mówi dalej: „Radosnego dawcę miłuje Bóg.”
To bardzo piękne i wymagające zdanie. Bóg nie chce daru wymuszonego, smutnego, danego z pretensją albo tylko dla pokazania się ludziom. Chce serca wolnego. Chce daru, który rodzi się z miłości. Radosny dawca to nie ktoś, kto nigdy nie odczuwa ciężaru ofiary. To ktoś, kto wie, dlaczego daje. Wie, że wszystko, co ma, sam najpierw otrzymał od Boga.
Nie jestem właścicielem wszystkiego. Jestem zarządcą darów Boga: czasu, zdrowia, talentów, wiary, powołania, relacji, pieniędzy, słowa, możliwości czynienia dobra.
Psalm odpowiada: „Miłosiernemu Pan Bóg błogosławi.”
Człowiek miłosierny jest wewnętrznie wolny. Nie trzyma wszystkiego kurczowo w garści. Nie boi się dzielić, bo ufa, że Bóg jest jego prawdziwym zabezpieczeniem. Psalm mówi: „Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze.”
To bardzo pasuje do św. Wawrzyńca. Według tradycji, gdy zażądano od niego wydania skarbów Kościoła, wskazał ubogich i potrzebujących jako prawdziwy skarb Kościoła. To była odpowiedź człowieka, który zrozumiał Ewangelię. Kościół jest najpiękniejszy nie wtedy, gdy gromadzi dla siebie, ale wtedy, gdy służy Chrystusowi obecnemu w najmniejszych.
Aklamacja przypomina: „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.” Droga za Jezusem prowadzi przez miłość, służbę i ofiarę. To światło nie zawsze oznacza łatwość. Oznacza sens. Kto idzie za Chrystusem, zaczyna rozumieć, że życie oddane z miłości nie jest przegrane.
W Ewangelii Jezus mówi: „Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.”
To jest serce dzisiejszego Słowa. Ziarno, które chce zachować siebie, zostaje samo. Dopiero wtedy, gdy wpada w ziemię i obumiera, rodzi życie. Tak jest z Jezusem. On jest ziarnem wrzuconym w ziemię świata. Przez krzyż, śmierć i zmartwychwstanie przynosi plon zbawienia.
Ale Jezus mówi to także do mnie. Moje życie przynosi owoc nie wtedy, gdy chronię tylko siebie, lecz wtedy, gdy potrafię obumierać dla miłości: dla egoizmu, pychy, wygody, urazy, zamknięcia na drugiego człowieka i ciągłego stawiania siebie w centrum.
To obumieranie dzieje się bardzo konkretnie: kiedy przebaczam, choć boli; kiedy służę, choć jestem zmęczony; kiedy daję czas komuś, kto mnie potrzebuje; kiedy nie odpowiadam złem na zło; kiedy dzielę się z ubogim; kiedy rezygnuję z siebie, aby ktoś inny mógł doświadczyć dobra.
Świat często mówi: zachowaj siebie, broń siebie, walcz o siebie, gromadź i zabezpieczaj. Jezus mówi inaczej: kto kocha swoje życie tylko dla siebie, traci je. Kto oddaje je z miłości, odnajduje życie prawdziwe.
Jezus dodaje: „Kto chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną.” Służba Jezusowi nie jest tylko wykonywaniem religijnych obowiązków. Jest pójściem za Nim drogą ziarna. Nie mogę służyć Jezusowi, a jednocześnie uciekać od krzyża miłości. Nie mogę mówić, że idę za Nim, jeśli zawsze wybieram siebie.
Na końcu słyszę obietnicę: „Jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.” To znaczy, że żaden dar złożony z miłości nie ginie. Żadna ofiara nie jest zapomniana. Żadne ciche dobro nie jest nieważne. Ojciec widzi to, czego ludzie nie widzą: ukrytą służbę, zmęczenie, cierpliwość, łzy, wierność i miłość.
Święty Wawrzyniec uczy mnie, że chrześcijaństwo bez służby ubogim traci serce. Uczy mnie odwagi wiary, która nie boi się oddać życia. Uczy też radości, która nie pochodzi z wygody, ale z przynależności do Chrystusa.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym zapytał, czy jestem radosnym dawcą. Czy moje życie jest ziarnem, które chce przynieść owoc, czy ziarnem, które boi się obumrzeć. Czy widzę w ubogich, chorych, samotnych i potrzebujących prawdziwy skarb Kościoła. Czy służę Jezusowi tylko słowem, czy także konkretną miłością.
Bo życie zatrzymane tylko dla siebie zostaje samo. Życie oddane Bogu i ludziom przynosi plon. A radosnego dawcę miłuje Bóg.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za świętego Wawrzyńca, który pokazał, że prawdziwym skarbem Kościoła są ubodzy i potrzebujący. Naucz mnie dawać hojnie, bez lęku i bez wyrachowania. Uwolnij mnie od egoizmu, skąpstwa serca i przywiązania do własnej wygody. Spraw, abym był jak ziarno, które obumiera dla miłości i przynosi owoc. Daj mi serce radosnego dawcy, który ufa, że wszystko, co oddane Tobie, nie ginie. Amen.