Mdr 12, 13. 16-19 | Ps 86 (85) | Rz 8, 26-27 | Mt 13, 24-43
Rozpoczynający się tydzień św. Krzysztofa
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do kontemplacji Boga, który jest mocny, ale nie używa swojej mocy przeciw człowiekowi. Jest sprawiedliwy, ale Jego sprawiedliwość nie jest zimna. Jest Panem wszystkiego, a jednak okazuje cierpliwość, łagodność i miłosierdzie.
Pierwsze czytanie z Księgi Mądrości mówi: „Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga.”
To zdanie bardzo mnie zatrzymuje. Bo po ludzku bywa inaczej. Człowiek, kiedy ma władzę, możliwości, przewagę albo rację, często chce to natychmiast pokazać. Chce wygrać, postawić na swoim, udowodnić swoją siłę.
A Bóg jest inny. Jego potęga nie niszczy człowieka. Jego moc nie upokarza. Jego sprawiedliwość nie jest zemstą. Bóg jest tak wielki, że może być cierpliwy. Tak mocny, że nie musi krzyczeć. Tak sprawiedliwy, że nie przestaje być miłosierny.
Księga Mądrości mówi dalej, że Bóg sądzi łagodnie i rządzi nami z wielką oględnością. To bardzo pocieszające, ale też wymagające. Bo jeśli Bóg tak postępuje ze mną, to ja także powinienem uczyć się takiego spojrzenia na innych.
Czy jestem cierpliwy wobec słabości drugiego człowieka? Czy potrafię dać komuś czas? Czy nie przekreślam zbyt szybko? Czy nie osądzam człowieka tylko po jednym błędzie, jednym słowie, jednym upadku?
Bóg dzisiaj uczy mnie, że prawdziwa siła nie polega na tym, by natychmiast ukarać. Prawdziwa siła polega na tym, by umieć kochać cierpliwie i prowadzić człowieka ku nawróceniu.
Psalm odpowiada pięknym wyznaniem: „Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy.” To jest modlitwa serca, które wie, do Kogo należy. Bóg jest dobry.
Nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się po mojej myśli.
Nie tylko wtedy, gdy od razu widzę owoce modlitwy.
Nie tylko wtedy, gdy czuję pokój.
Bóg jest dobry zawsze.
Psalmista mówi także: „Tyś wielki i działasz cuda.” Jak bardzo potrzebuję tej wiary. Bo czasem patrzę bardziej na trudności niż na dobroć Boga. Bardziej na chwasty niż na zboże. Bardziej na to, co nieudane, niż na to, co Pan cierpliwie wciąż uprawia w moim sercu.
A Psalm przypomina mi: Bóg jest łaskawy, cierpliwy, pełen miłosierdzia. On nie rezygnuje ze mnie, nawet jeśli we mnie samym rośnie jeszcze wiele chwastów.
Drugie czytanie z Listu do Rzymian dotyka bardzo głęboko mojego wnętrza.
Święty Paweł mówi: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości.” To jedno zdanie jest ogromnym pocieszeniem. Bo ja naprawdę jestem słaby.
Nie zawsze umiem się modlić. Nie zawsze wiem, o co prosić. Nie zawsze rozumiem siebie. Nie zawsze potrafię nazwać to, co dzieje się w sercu.
Są takie chwile, kiedy modlitwa staje się tylko westchnieniem.
Są takie dni, kiedy człowiek klęka przed Bogiem i nie ma słów.
Są takie ciężary, które trudno wypowiedzieć.
A wtedy Duch Święty przychodzi z pomocą. Nie zostawia mnie samego z moją nieporadnością. Modli się we mnie. Podnosi mnie od środka. Uczy wołać do Boga nawet wtedy, gdy moje usta milczą. To bardzo ważne także wobec dzisiejszej Ewangelii. Bo jeśli widzę w sobie chwasty, jeśli widzę słabość, nie muszę wpadać w rozpacz. Mam prosić Ducha Świętego, aby pomagał mi rozpoznawać, co jest z Boga, a co nie jest z Boga.
Aklamacja przypomina: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.” Bóg objawia swoje tajemnice sercu prostemu. Nie sercu pysznemu. Nie sercu przekonanemu o własnej bezbłędności. Nie sercu, które wszystko chce od razu osądzić. Ale sercu pokornemu, które pozwala Bogu być Bogiem.
Ewangelia prowadzi mnie do przypowieści o chwaście wśród zboża. Jezus mówi o człowieku, który posiał dobre ziarno na swojej roli. Ale w nocy przyszedł nieprzyjaciel i nasiał chwastu między pszenicę. To bardzo prawdziwy obraz życia.
Bóg sieje dobro. W moim sercu. W rodzinie. W parafii. W świecie. Ale zły także próbuje siać swoje ziarno. Sieje niezgodę. Podejrzliwość. Pychę. Zniechęcenie. Obojętność. Grzech.
I czasem człowiek patrzy na życie i pyta: skąd tyle chwastu? Skąd tyle zła? Skąd tyle napięć, ran, podziałów, słabości? Słudzy z przypowieści chcą natychmiast wyrwać chwast. To bardzo ludzkie. Chcielibyśmy szybko oddzielić dobrych od złych. Szybko uporządkować świat. Szybko osądzić, kto jest pszenicą, a kto chwastem.
Ale gospodarz mówi: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa.” To zdanie uczy mnie cierpliwości Boga. Nie obojętności na zło. Nie zgody na grzech. Ale cierpliwości, która daje czas na nawrócenie. Bóg widzi więcej niż ja. Ja widzę fragment. Bóg widzi całe serce. Ja mogę pomylić chwast ze zbożem. Bóg zna prawdę. Ja mogę kogoś przekreślić zbyt szybko. Bóg jeszcze daje mu czas.
Ta Ewangelia każe mi popatrzeć także na siebie. Bo przecież w moim sercu nie ma tylko czystego zboża. Są dobre pragnienia, modlitwa, wiara, miłość, ale są też chwasty: egoizm, niecierpliwość, osąd, lenistwo, pycha, przywiązania. I Bóg mnie nie przekreśla. On cierpliwie uprawia moje serce. Daje Słowo. Daje sakramenty. Daje napomnienia. Daje czas. Daje łaskę.
Ale ta cierpliwość Boga nie może stać się dla mnie usprawiedliwieniem lenistwa duchowego. To, że Bóg jest cierpliwy, nie znaczy, że mam odkładać nawrócenie. Przeciwnie — Jego cierpliwość jest zaproszeniem, abym dziś zaczął wybierać dobro.
Dzisiejsza niedziela rozpoczyna także tydzień św. Krzysztofa. To piękna okazja, aby modlić się za kierowców, podróżujących, pielgrzymów i wszystkich, którzy codziennie są w drodze. Święty Krzysztof przypomina mi, że droga nie jest tylko przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Droga jest także obrazem życia. Każdy człowiek jest pielgrzymem. Każdy dokądś zmierza. Każdy dzień przybliża mnie albo do Boga, albo oddala od Niego.
Dlatego w tygodniu św. Krzysztofa warto zapytać nie tylko o bezpieczeństwo na drogach, ale także o odpowiedzialność serca. Jakim jestem człowiekiem w drodze? Czy prowadzę z cierpliwością? Czy szanuję życie swoje i innych? Czy nie siadam za kierownicę z pychą, pośpiechem, złością, lekceważeniem przepisów? Czy pamiętam, że samochód może służyć dobru, ale w rękach człowieka nieodpowiedzialnego może stać się narzędziem krzywdy?
Kierowca nie prowadzi tylko pojazdu. On niesie odpowiedzialność za życie.
Za swoich bliskich. Za pieszych. Za innych kierowców. Za tych, których może nawet nie zna.
W świetle dzisiejszej Ewangelii można powiedzieć, że także na drogach objawia się to, co rośnie w sercu człowieka. Cierpliwość albo agresja. Pokora albo pycha. Szacunek albo lekceważenie. Odpowiedzialność albo egoizm.
Dlatego proszę dziś, aby św. Krzysztof uczył mnie bezpiecznej i mądrej drogi, ale także głębszego niesienia Chrystusa innym. Bo według tradycji jego imię oznacza tego, który niesie Chrystusa.
To jest moje powołanie. Mam nieść Chrystusa w domu. W parafii. W pracy. W podróży. Na drodze. W rozmowie. W sposobie reagowania. W cierpliwości wobec innych. W odpowiedzialności za słabszych.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie:
• abym uczył się od Boga cierpliwej dobroci,
• abym nie osądzał zbyt szybko drugiego człowieka,
• abym rozpoznawał chwasty we własnym sercu i pozwalał Bogu je usuwać,
• abym prosił Ducha Świętego o pomoc w mojej słabości,
• abym w tygodniu św. Krzysztofa modlił się za kierowców, podróżujących i pielgrzymów,
• abym sam był odpowiedzialny na drogach,
• i abym swoim życiem naprawdę niósł Chrystusa innym.
Bo Bóg jest dobry i łaskawy. Jest cierpliwy wobec mojego serca. Ale chce, abym Jego cierpliwość przyjął jako wezwanie do nawrócenia, odpowiedzialności i miłości.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją dobroć, cierpliwość i miłosierdzie. Ty widzisz pszenicę i chwasty w moim sercu. Nie pozwól mi osądzać innych z pychą, ale naucz mnie zaczynać nawrócenie od siebie. Duchu Święty, przyjdź z pomocą mojej słabości, ucz mnie modlitwy i prowadź do prawdy. Przez wstawiennictwo św. Krzysztofa proszę Cię za wszystkich kierowców, podróżujących i pielgrzymów. Strzeż nas na drogach, ucz odpowiedzialności, cierpliwości i szacunku dla życia. Spraw, abym w każdej drodze i w całym życiu niósł Chrystusa innym. Amen