Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do Boga, który karmi człowieka. Nie tylko jego ciało, ale przede wszystkim duszę. Bóg widzi nasze głody: pragnienie pokoju, sensu, miłości, przebaczenia, bezpieczeństwa, nadziei. Widzi także, jak często próbujemy nasycić serce tym, co nie daje życia.
Prorok Izajasz woła: „Wszyscy spragnieni, przyjdźcie do wody.” To nie jest surowy nakaz, ale pełne czułości zaproszenie Boga. On nie mówi: przyjdźcie dopiero wtedy, gdy będziecie doskonali. Nie mówi: przyjdźcie, gdy będziecie mieli czym zapłacić. Mówi do spragnionych, ubogich, głodnych, utrudzonych: przyjdźcie. Bóg pyta jednak bardzo konkretnie: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci?”
To pytanie zatrzymuje mnie przy moim życiu. Na co zużywam siły? Co naprawdę karmi moje serce? Czy nie pracuję czasem bardzo dużo dla rzeczy, które ostatecznie nie dają pokoju? Można mieć wiele spraw, planów, obowiązków, osiągnięć, a pozostać duchowo głodnym. Bóg wskazuje drogę: „Nakłońcie wasze ucho i przyjdźcie do Mnie, posłuchajcie Mnie, a dusza wasza żyć będzie.” Dusza żyje, kiedy słucha Boga. Dlatego potrzebuję Jego Słowa, modlitwy, ciszy, Eucharystii i powrotu do źródła. Bez tego nawet dobre działania mogą stać się puste i męczące.
Psalm odpowiada: „Otwierasz rękę, karmisz nas do syta.” Bóg nie jest skąpy. Otwiera rękę i daje życie, łaskę, przebaczenie, pokój i nadzieję. Problemem często nie jest to, że Bóg nie daje, ale że moje ręce są zajęte czymś innym: lękiem, urazą, planami, przywiązaniem, kontrolą. Trzeba mieć wolne serce, aby przyjąć dar.
Święty Paweł w drugim czytaniu prowadzi mnie jeszcze głębiej: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” I odpowiada z wielką pewnością, że nic nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga. Ani utrapienie, ani ucisk, ani głód, ani niebezpieczeństwo, ani śmierć. To nie znaczy, że życie wierzącego jest wolne od trudności. To znaczy, że żadna trudność nie musi mnie oderwać od Chrystusa, jeśli trwam przy Nim. To bardzo łączy się z Eucharystią. Jezus nie tylko mówi, że mnie kocha. On daje mi samego siebie jako pokarm. Karmi mnie sobą, abym nie zgasł w drodze, nie załamał się w trudnościach i nie zwątpił, że jestem kochany.
Aklamacja przypomina: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.”
W Ewangelii Jezus widzi tłum. Lituje się nad ludźmi, uzdrawia chorych, a potem troszczy się o ich głód. Uczniowie widzą problem po ludzku: miejsce jest puste, pora spóźniona, ludzi jest zbyt wielu. Proponują rozwiązanie najprostsze: „Każ więc rozejść się tłumom.” Ale Jezus mówi: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść.” To zdanie jest bardzo wymagające. Jezus nie pozwala uczniom uciec od odpowiedzialności. Nie każe im jednak działać własną mocą. Każe im przynieść to, co mają. Uczniowie odpowiadają: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb.” Jak często to jest także moja modlitwa: Panie, mam za mało. Za mało siły, wiary, cierpliwości, czasu, mądrości, serca. A Jezus nie odrzuca tej małości. Mówi: „Przynieście Mi je tutaj.”
To jest serce tej Ewangelii. Cud zaczyna się wtedy, gdy człowiek przynosi Jezusowi to niewiele, co ma. Pięć chlebów i dwie ryby w rękach uczniów to za mało. W rękach Jezusa stają się pokarmem dla tłumów. Jezus bierze chleby, spogląda w niebo, błogosławi, łamie i daje uczniom. To bardzo eucharystyczny obraz. Tak dzieje się na ołtarzu. Jezus bierze chleb, błogosławi, łamie i daje. Ale podobnie może czynić z moim życiem. Bierze to, co Mu oddaję, błogosławi, czasem łamie moją pychę i samowystarczalność, aby uczynić mnie darem dla innych. Na końcu wszyscy jedzą do syta, a zostaje jeszcze dwanaście koszów ułomków. Tam, gdzie po ludzku było za mało, w rękach Jezusa stało się więcej niż potrzeba.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym zapytał, czym naprawdę karmię swoje serce; abym wracał do Boga jako źródła życia; abym ufał, że nic nie odłączy mnie od miłości Chrystusa; i abym nie zatrzymywał się na swojej małości, ale przynosił ją Jezusowi. Bo Bóg nie oczekuje ode mnie tego, czego nie mam. Prosi, abym oddał Mu to, co mam. A w Jego rękach nawet niewiele może stać się pokarmem dla wielu.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci, że widzisz mój głód i głód ludzi wokół mnie. Dziękuję, że nie odsyłasz mnie pustego, ale karmisz swoim Słowem, miłosierdziem i Eucharystią. Naucz mnie nie szukać pokarmu tam, gdzie dusza nie może się nasycić. Przyjmij moje małe siły, słabą wiarę, niewielkie możliwości i codzienny trud. Pobłogosław to, co mam, i uczyń z tego dar dla innych. Spraw, abym nigdy nie zwątpił, że nic nie zdoła odłączyć mnie od Twojej miłości. Amen