Krótsza wersja
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do domu w Betanii. Do domu przyjaciół Jezusa. Do miejsca, gdzie Chrystus był przyjmowany nie tylko jako Nauczyciel, ale jako Ktoś bliski. Marta, Maria i Łazarz pokazują różne oblicza przyjaźni z Jezusem: służbę, słuchanie, wiarę pośród bólu i doświadczenie życia mocniejszego niż śmierć.
Pierwsze czytanie prowadzi mnie do samego centrum chrześcijaństwa: „Bóg jest miłością.” To zdanie jest znane, ale wcale nie jest łatwe do przyjęcia całym sercem. Można wiele mówić o miłości Boga, a jednak żyć tak, jakby Bóg był daleki, surowy albo tylko wymagający.
Święty Jan mówi: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga.” Wiara nie kończy się na słowach i deklaracjach. Musi stać się miłością. Jeśli Bóg trwa we mnie, moje życie powinno stawać się bardziej cierpliwe, przebaczające i otwarte na człowieka. Nie mogę mówić, że kocham Boga, a jednocześnie ranić ludzi. Nie mogę trwać przy Eucharystii, a nie uczyć się miłości w domu.
Najmocniejsze jest to, że Bóg pierwszy mnie umiłował: „Nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował.”
Moja wiara nie zaczyna się od mojego wysiłku. Zaczyna się od Jego miłości. To Bóg pierwszy wyszedł ku mnie, pierwszy mnie szukał, przebaczał i otworzył swoje Serce. Miłość chrześcijańska jest odpowiedzią na miłość, którą już otrzymałem.
Psalm zaprasza: „Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.”
Marta, Maria i Łazarz mogli powiedzieć właśnie to. W ich domu Jezus był przyjmowany, przy ich stole odpoczywał, w ich bólu płakał, przy ich grobie objawił moc życia. To pokazuje, że Bóg chce wejść w zwyczajność mojego domu i serca: tam, gdzie pracuję, martwię się, służę, odpoczywam, płaczę i wierzę.
W pierwszej Ewangelii Marta wychodzi na spotkanie Jezusa po śmierci Łazarza i mówi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.”
To zdanie jest pełne bólu i bardzo ludzkie. Ile razy w sercu rodzi się podobna modlitwa: Panie, gdybyś zadziałał wcześniej, inaczej, tak jak prosiłem. Marta nie ukrywa bólu, ale nie odchodzi od Jezusa. Z bólem wychodzi Mu naprzeciw. Wiara nie polega na tym, że nie mam pytań. Wiara polega na tym, że z pytaniami idę do Jezusa.
Jezus mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.” Nie tylko: dam zmartwychwstanie. Ale: Ja jestem zmartwychwstaniem. Życie jest w Nim. Potem pyta Martę: „Wierzysz w to?” To pytanie kieruje także do mnie. Czy wierzę, gdy stoję przy grobie? Czy wierzę, gdy coś we mnie obumiera? Marta odpowiada: „Tak, Panie. Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży.” To wyznanie rodzi się nie w triumfie, ale w żałobie. Uczy mnie, że najgłębsza wiara może dojrzewać właśnie w bólu.
Druga Ewangelia ukazuje Martę zatroskaną i Marię siedzącą u stóp Jezusa. Marta służy, ale traci pokój. Jezus mówi: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego.” Jezus nie odrzuca służby Marty. Dotyka jej serca. Można służyć, ale zagubić to, co najważniejsze. Można być zajętym dla Boga, ale nie mieć czasu być z Bogiem. Maria uczy, że zanim pójdę służyć, mam słuchać. Potrzebuję Marty — jej służby i konkretu. Potrzebuję Marii — jej ciszy i zasłuchania. Potrzebuję Łazarza — świadomości, że Jezus potrafi wyprowadzić człowieka z grobu.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym uwierzył, że Bóg pierwszy mnie umiłował, przyjmował Jezusa do domu serca, z bólem wychodził Mu naprzeciw, nie gubił słuchania pośród obowiązków i łączył służbę Marty, zasłuchanie Marii i nadzieję Łazarza.
Modlitwa:
Panie Jezu, dziękuję Ci za dom w Betanii i za świętych Martę, Marię i Łazarza. Naucz mnie miłości, która rodzi się z Twojej miłości. Daj mi serce Marty gotowe służyć, serce Marii zasłuchane w Twoje słowo i wiarę Łazarza, który doświadcza Twojej mocy życia. Amen.
Dłuższa wersja
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do domu w Betanii. Do domu przyjaciół Jezusa. Do miejsca, gdzie Chrystus był przyjmowany nie tylko jako Nauczyciel, ale jako Ktoś bliski. Marta, Maria i Łazarz pokazują mi różne oblicza przyjaźni z Jezusem: służbę, słuchanie, wiarę pośród bólu i doświadczenie życia mocniejszego niż śmierć.
Pierwsze czytanie z Listu św. Jana prowadzi mnie do samego centrum chrześcijaństwa: „Bóg jest miłością.” To zdanie jest bardzo znane, ale wcale nie jest łatwe do przyjęcia całym sercem. Bo można wiele mówić o miłości Boga, a jednak żyć tak, jakby Bóg był daleki, surowy, obojętny albo tylko wymagający.
Święty Jan mówi jasno: „Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga.” To znaczy, że prawdziwa wiara nie kończy się na słowach, modlitwach i deklaracjach. Ona musi stać się miłością. Jeśli Bóg trwa we mnie, moje życie powinno stawać się bardziej cierpliwe, bardziej przebaczające, bardziej otwarte na drugiego człowieka. To jest bardzo konkretne. Nie mogę mówić, że kocham Boga, a jednocześnie nieustannie ranić ludzi. Nie mogę trwać przy Eucharystii, a nie uczyć się miłości w domu. Nie mogę słuchać Słowa Bożego, a potem zamykać serca na człowieka obok. Święty Jan nie mówi o miłości sentymentalnej. Mówi o miłości, która ma źródło w Bogu. Takiej miłości, która jest cierpliwa, wierna, ofiarna, przebaczająca i prawdziwa.
Najmocniejsze jest jednak to, że Bóg pierwszy mnie umiłował. „Nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował.” To zdanie daje mi pokój. Moja wiara nie zaczyna się od mojego wysiłku.
Zaczyna się od Jego miłości. To Bóg pierwszy wyszedł ku mnie. To On pierwszy mnie szukał. To On pierwszy przebaczał. To On pierwszy otworzył swoje Serce. To On dał swojego Syna. Dlatego miłość chrześcijańska nie jest tylko moralnym obowiązkiem. Jest odpowiedzią na miłość, którą już otrzymałem.
Psalm zaprasza mnie do uwielbienia: „Po wieczne czasy będę chwalił Pana.” I dalej: „Wszyscy zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry.” To jest modlitwa człowieka, który doświadczył dobroci Boga i chce się nią dzielić. Marta, Maria i Łazarz mogli powiedzieć właśnie to: zobaczcie, jak Pan jest dobry. W ich domu Jezus był przyjmowany. Przy ich stole Jezus odpoczywał. W ich bólu Jezus płakał. Przy ich grobie Jezus objawił moc życia. To pokazuje mi, że Bóg chce wejść w zwyczajność mojego domu i mojego serca. Nie tylko w uroczyste chwile. Nie tylko w świątynię. Nie tylko w modlitwy odmawiane poprawnie. On chce być obecny tam, gdzie pracuję, odpoczywam, martwię się, służę, płaczę i wierzę.
Aklamacja mówi: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.” To światło bardzo potrzebne jest zarówno Marcie, jak i Marii.
Potrzebne jest Marcie w jej trosce i zabieganiu.
Potrzebne jest Marii w jej zasłuchaniu.
Potrzebne jest obu siostrom przy grobie Łazarza.
Potrzebne jest także mnie. Bo bez światła Chrystusa mogę łatwo zagubić właściwą miarę.
Mogę służyć, ale w nerwowości.
Mogę pracować, ale bez pokoju.
Mogę troszczyć się o wiele spraw, ale stracić z oczu Jezusa.
Mogę płakać przy grobie swoich strat i nie widzieć, że Pan jest blisko.
Pierwsza Ewangelia prowadzi mnie do Betanii po śmierci Łazarza.
Marta wychodzi na spotkanie Jezusa i mówi: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.” To zdanie jest pełne bólu. I bardzo ludzkie. Ile razy w sercu rodzi się podobna modlitwa: Panie, gdybyś był wcześniej. Panie, gdybyś zadziałał inaczej. Panie, gdybyś wysłuchał tak, jak prosiłem. Panie, dlaczego dopuściłeś tę stratę? Marta nie ukrywa swojego bólu przed Jezusem. Ale nie odchodzi od Niego. Właśnie z bólem wychodzi Mu naprzeciw. To bardzo ważne. Wiara nie polega na tym, że nie mam pytań. Wiara polega na tym, że z pytaniami idę do Jezusa.
Marta słyszy od Pana: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.” Jezus nie mówi tylko: Ja dam zmartwychwstanie. Mówi: Ja jestem zmartwychwstaniem. To znaczy, że życie nie jest tylko obietnicą na daleką przyszłość. Życie jest w Nim. Kto jest z Jezusem, nawet w ciemności śmierci nie jest bez nadziei.
Potem Jezus pyta Martę: „Wierzysz w to?” To pytanie kieruje także do mnie. Czy wierzę, że On jest życiem? Czy wierzę, gdy wszystko układa się dobrze? Czy wierzę także wtedy, gdy stoję przy grobie? Czy wierzę, kiedy coś we mnie obumiera? Czy wierzę, kiedy nie rozumiem Bożego działania? Marta odpowiada: „Tak, Panie. Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży.” To jest piękne wyznanie wiary. Nie wypowiedziane w spokojnych okolicznościach, ale w żałobie. Nie w chwili triumfu, ale przy grobie brata. To uczy mnie, że najgłębsze wyznania wiary rodzą się czasem właśnie w bólu.
Druga Ewangelia pokazuje inną scenę z Betanii. Marta krząta się około rozmaitych posług, a Maria siedzi u stóp Jezusa i słucha Jego słowa. Marta jest zmęczona i mówi: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu?” Jak bardzo rozumiem Martę. Bo można służyć i być zmęczonym. Można robić dobre rzeczy, a jednak wewnętrznie narastać w pretensji. Można pracować dla innych, ale jednocześnie tracić pokój. Można być blisko Jezusa zewnętrznie, a sercem być rozproszonym.
Jezus odpowiada: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego.” To nie jest odrzucenie służby Marty. Jezus nie mówi, że posługa jest nieważna. On dotyka jej serca. Pokazuje, że można służyć, ale zagubić to, co najważniejsze. Można być zajętym dla Boga, ale nie mieć czasu być z Bogiem. Można troszczyć się o wiele spraw, a zapomnieć o jednej koniecznej: o słuchaniu Jezusa. Maria siedząca u stóp Pana pokazuje mi postawę ucznia. Zanim pójdę służyć, mam słuchać. Zanim zacznę działać, mam trwać przy Jezusie. Zanim będę mówił innym, mam pozwolić, aby On mówił do mnie.
Wspomnienie Marty, Marii i Łazarza uczy mnie równowagi. Potrzebuję Marty — jej służby, gościnności, konkretu i odpowiedzialności. Potrzebuję Marii — jej zasłuchania, ciszy, adoracji i wyboru najlepszej cząstki. Potrzebuję Łazarza — świadomości, że Jezus jest Panem życia, że potrafi wyprowadzić człowieka z grobu, że przyjaźń z Nim jest mocniejsza niż śmierć.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie:
- abym uwierzył, że Bóg pierwszy mnie umiłował,
- abym pozwolił Jego miłości przemieniać moje relacje,
- abym przyjmował Jezusa do domu mojego serca jak przyjaciela,
- abym z bólem i pytaniami wychodził Mu naprzeciw jak Marta,
- abym umiał wyznać wiarę także w trudnych chwilach,
- abym nie zagubił słuchania Jezusa pośród wielu obowiązków,
- i abym łączył w swoim życiu służbę Marty, zasłuchanie Marii i nadzieję Łazarza.
Bo prawdziwa przyjaźń z Jezusem przemienia cały dom. Uczy kochać. Uczy słuchać. Uczy służyć. I uczy wierzyć, że On jest zmartwychwstaniem i życiem.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za dom w Betanii i za świętych Martę, Marię i Łazarza. Dziękuję, że chcesz być blisko mojego codziennego życia: mojej pracy, trosk, modlitwy, łez i nadziei. Naucz mnie miłości, która rodzi się z Twojej miłości. Daj mi serce Marty gotowe służyć, serce Marii zasłuchane w Twoje słowo i wiarę Łazarza, który doświadcza Twojej mocy życia. Spraw, abym w każdej sytuacji mógł wyznać: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, zmartwychwstanie i życie. Amen.