Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do tajemnicy odrzucenia. Pokazuje proroka Jeremiasza, który mówi prawdę w imieniu Boga i zostaje uznany za winnego śmierci. Pokazuje Jezusa, który przychodzi do swojego rodzinnego miasta, a jednak zostaje zlekceważony przez tych, którzy wydawałoby się, powinni znać Go najlepiej.
To Słowo jest bardzo wymagające, bo pyta mnie, czy naprawdę chcę słuchać Boga, także wtedy, gdy Jego słowo nie jest wygodne.
Pierwsze czytanie ukazuje Jeremiasza posłanego do świątyni. Bóg mówi mu, aby stanął na dziedzińcu domu Pańskiego i głosił wszystko, co Pan mu rozkaże.
To ważne. Jeremiasz nie ma mówić tego, co sam uważa za stosowne. Nie ma mówić tego, co spodoba się ludziom. Nie ma wybierać tylko łagodnych słów. Ma powiedzieć wszystko, co Bóg mu polecił. I właśnie to jest trud proroka.
Prawdziwy prorok nie jest człowiekiem własnych opinii, ale sługą Słowa. Nie mówi po to, by zdobyć popularność. Nie mówi po to, by się przypodobać. Nie mówi po to, by ludzie bili mu brawo. Mówi, bo Bóg posyła. Jeremiasz wzywa lud do nawrócenia. Zapowiada, że jeśli nie będą słuchać Pana i nie będą postępować według Jego Prawa, świątynia może podzielić los Szilo.
To musiało zaboleć. Dla ludzi świątynia była znakiem bezpieczeństwa. Mogli myśleć: skoro mamy świątynię, nic nam nie grozi. Skoro jest kult, ofiary, obrzędy, Bóg musi być po naszej stronie. A Jeremiasz mówi: zewnętrzne znaki nie wystarczą, jeśli serce jest niewierne. To bardzo mocno dotyka także mnie. Bo mogę łatwo oprzeć się na zewnętrznej religijności. Na tym, że jestem w kościele. Na tym, że znam modlitwy. Na tym, że uczestniczę w liturgii. Na tym, że należę do wspólnoty wierzących.
Ale Bóg pyta głębiej: czy moje serce jest nawrócone? Czy moje życie jest zgodne ze Słowem? Czy słucham Pana naprawdę, czy tylko zachowuję religijne przyzwyczajenia?
Reakcja ludzi na słowo Jeremiasza jest bardzo gwałtowna: „Musisz umrzeć!” To przerażające. Zamiast przyjąć wezwanie do nawrócenia, chcą uciszyć proroka. Zamiast zapytać, czy Bóg rzeczywiście mówi przez niego, oskarżają go. Zamiast zmienić życie, chcą usunąć tego, kto przypomina prawdę.
To jest mechanizm, który może działać także we mnie. Kiedy Słowo Boże dotyka czegoś trudnego, mogę próbować je uciszyć. Mogę powiedzieć: to mnie nie dotyczy. Mogę się obrazić. Mogę szukać usprawiedliwień. Mogę bardziej skupić się na tym, kto mówi, niż na tym, co Bóg chce mi powiedzieć. Mogę odrzucić napomnienie tylko dlatego, że jest niewygodne. Jeremiasz uczy mnie odwagi mówienia prawdy, ale jeszcze bardziej uczy mnie pokory słuchania prawdy.
Psalm jest modlitwą człowieka odrzuconego i niesprawiedliwie prześladowanego: „W Twojej dobroci wysłuchaj mnie, Panie.” Psalmista mówi o tych, którzy nienawidzą go bez powodu. Mówi o zniewagach, o cierpieniu dla sprawy Boga, o gorliwości o dom Pański. To bardzo pasuje do Jeremiasza. Ale jeszcze bardziej prowadzi mnie ku Jezusowi. On także został odrzucony. On także cierpiał niewinnie. On także znosił zniewagi. On także przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli. Psalm uczy mnie, że w chwilach niezrozumienia mam szukać schronienia w Bogu. Nie w zemście. Nie w użalaniu się nad sobą. Nie w goryczy. Ale w modlitwie.
„Wysłuchaj mnie, Panie.” To prosta modlitwa człowieka, który wie, że Bóg widzi prawdę głębiej niż ludzkie osądy.
Aklamacja przypomina: „Słowo Pana trwa na wieki.” To zdanie jest bardzo ważne w kontekście dzisiejszych czytań. Ludzie mogą odrzucić proroka. Mogą lekceważyć Jezusa. Mogą zamknąć uszy na prawdę. Ale Słowo Pana trwa. Nie traci mocy dlatego, że człowiek go nie słucha. Nie przestaje być prawdą dlatego, że jest niewygodne. Nie starzeje się. Nie zależy od nastrojów świata. Słowo Pana trwa na wieki.
Pytam siebie: czy ja buduję życie na tym Słowie, czy raczej na tym, co zmienne, wygodne i chwilowe?
Ewangelia pokazuje Jezusa w Nazarecie. Przychodzi do swojego rodzinnego miasta i naucza w synagodze. Ludzie są zdumieni Jego mądrością i cudami, ale szybko przechodzą od zdumienia do lekceważenia.
Pytają: „Czyż nie jest On synem cieśli?” To zdanie odsłania wielkie niebezpieczeństwo duchowe: przyzwyczajenie. Mieszkańcy Nazaretu znali Jezusa z codzienności. Widzieli Go dorastającego. Znali Jego rodzinę. Wiedzieli, skąd pochodzi. I właśnie ta pozorna znajomość zamknęła ich na tajemnicę. Nie potrafili zobaczyć w Nim więcej. Nie potrafili przyjąć, że Bóg może przyjść tak blisko, tak zwyczajnie, tak pokornie.
To słowo jest bardzo mocne. Bo ja także mogę przyzwyczaić się do Jezusa. Do Ewangelii. Do Mszy Świętej. Do Komunii. Do modlitwy. Do sakramentów. Do świętych słów. Mogę tak często być blisko rzeczy Bożych, że przestanę się nimi zachwycać.
Mogę znać Jezusa zewnętrznie, a nie przyjąć Go sercem. Mogę mówić: przecież ja to już znam. A wtedy łaska może przechodzić obok mnie, bo moje serce staje się zamknięte.
Jezus mówi: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony.” To zdanie pokazuje ból Jezusa.
Najtrudniej zostać odrzuconym przez swoich. Przez tych, którzy są blisko. Przez tych, którzy powinni rozumieć. Ale jednocześnie Ewangelia pokazuje, że Jezus nie zmusza nikogo do wiary. Nie narzuca swojej mocy. Nie urządza widowiska, aby przekonać opornych. Święty Mateusz mówi, że niewiele cudów tam zdziałał z powodu ich niedowiarstwa. To bardzo poważne. Niewiara zamyka człowieka na działanie Boga. Nie dlatego, że Bóg jest słaby. Ale dlatego, że szanuje wolność człowieka. Jeśli serce jest zamknięte, nawet największa bliskość Jezusa nie przyniesie owocu.
Dzisiejsze wspomnienie św. Ignacego z Loyoli pięknie wpisuje się w to Słowo. Ignacy doświadczył, że Bóg potrafi przemieniać życie człowieka bardzo głęboko. Z rycerza szukającego własnej chwały stał się człowiekiem szukającym większej chwały Boga. Jego droga pokazuje, że prawdziwe nawrócenie zaczyna się wtedy, gdy człowiek pozwala Bogu prześwietlić swoje pragnienia.
Święty Ignacy uczy mnie rozeznawania. Pyta mnie dziś: Co naprawdę porusza moje serce? Czy szukam woli Boga, czy własnej chwały? Czy chcę słyszeć prawdę, czy tylko to, co potwierdza moje plany? Czy umiem przyjąć Słowo, które mnie koryguje? Czy potrafię zobaczyć Boga w tym, co zwyczajne? Bo zarówno Jeremiasz, jak i Jezus zostali odrzuceni przez ludzi, którzy nie chcieli pozwolić, aby Bóg naruszył ich schematy.
A św. Ignacy pokazuje drogę odwrotną: pozwolić Bogu wejść w moje pragnienia, decyzje i plany, aż całe życie stanie się szukaniem Jego większej chwały.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie: abym nie uciszał Bożego napomnienia tylko dlatego, że jest trudne, abym nie opierał wiary jedynie na zewnętrznych znakach religijności, abym w chwilach odrzucenia i niezrozumienia szukał schronienia w Bogu, abym pamiętał, że Słowo Pana trwa na wieki, abym nie lekceważył Jezusa przez przyzwyczajenie, abym prosił o żywą wiarę, która otwiera serce na Jego działanie, i abym za przykładem św. Ignacego rozeznawał swoje pragnienia i szukał we wszystkim większej chwały Boga.
Bo można być bardzo blisko świątyni i nie słuchać Boga. Można mieszkać w Nazarecie i nie rozpoznać Mesjasza. Można znać Ewangelię i nie pozwolić jej przemienić życia. Dlatego proszę dziś o serce pokorne, które nie tylko słyszy Słowo, ale naprawdę je przyjmuje.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje Słowo, które trwa na wieki i nie traci mocy, nawet gdy człowiek je odrzuca. Przebacz mi chwile, w których nie chciałem słuchać prawdy, uciszałem napomnienie albo lekceważyłem Twoją obecność przez przyzwyczajenie. Daj mi serce otwarte, pokorne i wierzące. Ucz mnie rozpoznawać Ciebie także w tym, co zwyczajne. Przez wstawiennictwo św. Ignacego z Loyoli pomagaj mi rozeznawać moje pragnienia i szukać we wszystkim większej chwały Boga. Amen.