Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie od obietnicy odbudowy do wytrwałej wiary kobiety kananejskiej. Pokazuje Boga, który nie rezygnuje ze swojego ludu, nawet gdy ten był rozproszony, poraniony i upokorzony. Pokazuje też serce człowieka, które nie zniechęca się milczeniem, próbą i pozorną odmową, ale woła dalej: „Panie, dopomóż mi.”
Pierwsze czytanie z proroka Jeremiasza jest pełne nadziei. Po wielu słowach trudnych, po zapowiedziach kary, po obrazach ran i niewierności, Bóg mówi: „Ukochałem cię odwieczną miłością.” To jedno z najpiękniejszych zdań Pisma Świętego. Bóg nie mówi: ukochałem cię na chwilę. Nie mówi: kochałem cię, dopóki byłeś wierny. Nie mówi: kochałem cię, kiedy wszystko było w porządku. Mówi: odwieczną miłością. To znaczy, że Boża miłość jest wcześniejsza niż moje zasługi, mocniejsza niż moje upadki i wierniejsza niż moje zmienne serce. Bóg widzi grzech, ale nie przestaje kochać. Widzi rany, ale chce je leczyć. Widzi rozproszenie, ale zapowiada powrót. Dalej Pan mówi: „Dlatego zachowałem dla ciebie łaskawość.”
To Słowo jest wielkim pocieszeniem. Gdy człowiek myśli, że wszystko już stracone, Bóg zachowuje łaskawość. Gdy człowiek widzi tylko ruiny, Bóg widzi możliwość odbudowy. Gdy człowiek nosi w sobie wstyd, zmęczenie i poczucie przegranej, Bóg mówi: Ja cię jeszcze odbuduję.
„Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana.” To nie jest tylko obietnica dla Izraela. To jest także Słowo dla mojego serca. Bóg może odbudować we mnie modlitwę. Może odbudować nadzieję. Może odbudować zaufanie. Może odbudować pokój. Może odbudować relacje. Może odbudować to, co zostało osłabione przez grzech, lęk, zranienia i zmęczenie. Ale odbudowa wymaga zaufania. Trzeba pozwolić Bogu prowadzić się z powrotem. Trzeba zgodzić się wyjść z rozproszenia. Trzeba uwierzyć, że moje życie nie kończy się na tym, co zniszczone.
Psalm, zaczerpnięty również z Jeremiasza, odpowiada pięknym obrazem: „Pan nas obroni, tak jak pasterz owce.” Bóg jest Pasterzem, który gromadzi. Nie jest obojętny na zagubionych. Nie zostawia rozproszonych samym sobie. Szuka, broni, prowadzi i karmi. To bardzo potrzebne Słowo. Bo człowiek potrafi się rozproszyć wewnętrznie. Jedna część serca chce Boga, druga trzyma się lęku. Jedna chce przebaczyć, druga pamięta urazę. Jedna chce zaufać, druga próbuje wszystko kontrolować. Jedna chce modlitwy, druga ucieka w pośpiech. Bóg przychodzi jako Pasterz, który chce zebrać moje rozproszone serce.
Psalm mówi też o radości: „Wtedy dziewica rozweseli się w tańcu, a młodzieńcy i starcy cieszyć się będą.” Tam, gdzie Bóg odbudowuje, wraca radość. Nie zawsze od razu. Nie zawsze bez łez. Ale wraca radość głębsza niż emocja — radość człowieka, który wie, że nie został porzucony.
Aklamacja mówi: „Wielki prorok powstał między nami i Bóg nawiedził lud swój.” To zdanie przygotowuje mnie na spotkanie z Jezusem w Ewangelii. On jest Bogiem, który nawiedza swój lud. Ale dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że Jego miłosierdzie przekracza granice, które ludzie chcieliby postawić. Do Jezusa przychodzi kobieta kananejska. Nie należy do Izraela. Jest obca. A jednak przychodzi z bólem matki i woła: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha.” To jest modlitwa człowieka, który cierpi nie tylko za siebie. Ona cierpi za swoje dziecko. Nosi w sercu ból matki bezradnej wobec cierpienia córki. I właśnie ten ból prowadzi ją do Jezusa. Jak wiele takich modlitw jest w sercach rodziców. Panie, ratuj moje dziecko. Panie, uwolnij je od zła. Panie, dotknij jego serca. Panie, sprowadź je z drogi, która niszczy. Panie, pomóż, bo ja już nie umiem. Kobieta woła, a Jezus początkowo nie odpowiada ani słowa. To milczenie jest bardzo trudne. Każdy, kto modlił się długo i nie widział odpowiedzi, zna ciężar takiej ciszy. Można wtedy pomyśleć: Bóg mnie nie słyszy. Bóg mnie odrzucił. Moja modlitwa nie ma sensu. Ale kobieta się nie wycofuje. Uczniowie chcą ją odprawić, bo krzyczy za nimi. Ona jednak idzie dalej. Upada przed Jezusem i mówi: „Panie, dopomóż mi.”
To jedna z najprostszych i najpiękniejszych modlitw. Nie ma w niej wielu słów. Jest cała prawda serca. Panie, dopomóż mi. Kiedy nie wiem, co zrobić. Kiedy dziecko cierpi. Kiedy rodzina się rozpada. Kiedy wiara słabnie. Kiedy modlitwa wydaje się bez odpowiedzi. Kiedy jestem bezradny. Panie, dopomóż mi. Jezus odpowiada słowami trudnymi o chlebie dzieci i szczeniętach. Nie jest to odrzucenie kobiety, ale próba, w której objawia się głębia jej wiary. Ona nie obraża się. Nie odchodzi. Nie domaga się praw. Odpowiada z wielką pokorą i zaufaniem: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów.”
To niezwykła wiara. Ona wierzy, że nawet okruch łaski Jezusa wystarczy. Nie potrzebuje wielkich słów. Nie potrzebuje zaszczytnego miejsca. Nie potrzebuje uznania uczniów. Wystarczy jej okruch ze stołu Pana. I Jezus mówi: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz.” To zdanie odsłania serce całej Ewangelii. Jezus nie odrzuca człowieka, który przychodzi z wiarą. Czasem prowadzi przez próbę, przez ciszę, przez oczyszczenie motywacji, ale nie gardzi pokornym wołaniem.
Kobieta kananejska uczy mnie trzech rzeczy.
-Najpierw wytrwałości. Nie przestaje wołać, choć Jezus milczy, a uczniowie chcą ją odprawić.
-Potem pokory. Nie stawia siebie w centrum, ale uznaje, że wszystko jest łaską.
-I wreszcie ufności. Wierzy, że najmniejszy dar Jezusa ma moc ocalić.
Dzisiejsze Słowo pięknie łączy się w jedną drogę. Jeremiasz mówi o Bogu, który odbudowuje swój lud odwieczną miłością. Psalm mówi o Pasterzu, który gromadzi rozproszone owce. Ewangelia pokazuje kobietę, która przynosi do Jezusa swój ból i nie odchodzi, dopóki nie otrzyma łaski.
To Słowo zaprasza mnie, abym uwierzył, że Bóg nie rezygnuje z tego, co poranione. Abym pozwolił Mu odbudowywać moje serce. Abym przynosił Mu cierpienie moje i tych, których kocham. Abym nie zniechęcał się milczeniem Boga. Abym umiał modlić się prosto: „Panie, dopomóż mi.” Bo Bóg kocha odwieczną miłością. Gromadzi jak Pasterz. Odbudowuje jak Ten, który zna ruiny mojego serca. I daje łaskę nawet temu, kto czuje się niegodny, jeśli tylko przychodzi z pokorną i wytrwałą wiarą.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją odwieczną miłość, która nie rezygnuje ze mnie nawet wtedy, gdy jestem poraniony i rozproszony. Odbuduj we mnie to, co osłabło przez grzech, lęk i zmęczenie. Gromadź moje serce jak Dobry Pasterz swoje owce. Naucz mnie wiary kobiety kananejskiej: wytrwałej, pokornej i ufnej. Kiedy nie widzę odpowiedzi i nie mam już wielu słów, pozwól mi wołać z głębi serca: Panie, dopomóż mi. Amen.