Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie na górę. Jezus zabiera Piotra, Jakuba i Jana osobno, wysoko. Nie wszystko w życiu wiary dzieje się w tłumie. Są chwile, kiedy Pan prowadzi człowieka głębiej, dalej, wyżej — nie po to, aby uciekł od codzienności, ale aby zobaczył, kim naprawdę jest Chrystus.
Przemienienie Pańskie jest jak odsłonięcie tajemnicy. Przez chwilę uczniowie widzą coś z chwały Jezusa. Tego samego Jezusa, którego znali z codzienności: zmęczonego drogą, rozmawiającego z ludźmi, uzdrawiającego, nauczającego. Na górze widzą, że On nie jest tylko Nauczycielem. Nie jest tylko prorokiem. Jest Synem umiłowanym. Jest Panem chwały.
Pierwsze czytanie z Księgi Daniela otwiera przede mną wizję Boga zasiadającego na tronie: „Szata Jego była biała jak śnieg.” To obraz majestatu, czystości, świętości i wieczności Boga. Wszystko, co ludzkie, przemija. Królestwa powstają i upadają. Ludzkie potęgi robią wielkie wrażenie, ale nie są wieczne. A Bóg trwa. Jest Panem historii. Sądzi sprawiedliwie. Jego tron nie chwieje się od ludzkiego zamętu. Potem prorok widzi kogoś podobnego do Syna Człowieczego, który przychodzi na obłokach nieba. Otrzymuje panowanie, chwałę i władzę królewską, a Jego panowanie nie przeminie.
To proroctwo prowadzi mnie do Jezusa. On jest Synem Człowieczym. On jest Królem, którego panowanie nie jest z tego świata, ale obejmuje wszystko. Jego chwała nie polega na przemocy, sile politycznej czy ludzkim triumfie. Jego chwała objawi się także na krzyżu, bo tam miłość okaże się mocniejsza niż grzech i śmierć.
Psalm odpowiada: „Pan Bóg króluje ponad całą ziemią.” To zdanie jest bardzo potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy świat wydaje się chaotyczny. Gdy człowiek widzi lęk, choroby, wojny, niepokój, grzech, podziały, cierpienie rodzin, słabość Kościoła, własne zmęczenie. Psalm przypomina: Pan króluje. Nie wszystko rozumiem, nie wszystko potrafię wyjaśnić, ale Bóg nie utracił władzy nad światem.
Drugi List św. Piotra jest świadectwem człowieka, który był na górze przemienienia. Piotr nie mówi o teorii. Mówi: „Byliśmy naocznymi świadkami Jego wielkości.” To bardzo mocne. Piotr słyszał głos Ojca. Widział chwałę Jezusa. Ale później przeżył też własną słabość, lęk, zaparcie się Pana, łzy i nawrócenie. Przemienienie nie uchroniło go przed próbą. Ale dało mu światło, do którego mógł wracać. To pokazuje mi, że Bóg daje człowiekowi chwile światła nie po to, aby zawsze żyło się łatwo, ale aby nie zgasnąć w ciemności. Są momenty łaski, pokoju, modlitwy, głębokiego poruszenia serca. Są chwile, kiedy człowiek mocniej czuje obecność Boga. Trzeba je zachować w sercu, bo przychodzą też doliny, krzyż, zmęczenie i noc wiary. Święty Piotr mówi jeszcze: „Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeśli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu.” Słowo Boże jest lampą. Nie zawsze rozprasza od razu całą ciemność, ale daje światło na następny krok.
W wierze nie zawsze widzę całą drogę. Czasem wystarczy światło na dziś. Wystarczy jedno zdanie Ewangelii, które podtrzymuje. Jedna obietnica. Jedno wezwanie. Jedno słowo: „Nie bójcie się.” Ewangelia prowadzi mnie na górę Tabor. Jezus bierze ze sobą Piotra, Jakuba i Jana. To ci sami uczniowie, którzy później będą blisko Niego w Ogrodzie Oliwnym. Najpierw zobaczą chwałę, potem zobaczą trwogę konania. Najpierw światło Taboru, potem ciemność Getsemani. Jezus przygotowuje ich serca, aby nie zgorszyli się krzyżem. Na górze: „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.” To jest chwila odsłonięcia prawdy. Jezus nie staje się kimś innym. Uczniowie zaczynają widzieć, kim On naprawdę jest. Jego codzienna pokora kryła Boską chwałę. Ten, który chodził po drogach Galilei, jest Panem światłości. Ten, który będzie opluty, ubiczowany i ukrzyżowany, jest Synem umiłowanym Ojca. Obok Jezusa pojawiają się Mojżesz i Eliasz. Prawo i Prorocy wskazują na Niego. Cała historia zbawienia prowadzi do Chrystusa. Wszystkie obietnice, zapowiedzi, tęsknoty i proroctwa znajdują w Nim wypełnienie. Piotr mówi: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy.” To bardzo ludzkie zdanie. Kiedy człowiek doświadcza bliskości Boga, chciałby zatrzymać tę chwilę. Chciałby zostać na górze, w świetle, w pokoju, daleko od trudów codzienności. Piotr chce postawić namioty. Ale Jezus nie pozwoli uczniom zostać na górze. Zejdą na dół. Wrócą do ludzi, do drogi, do zapowiedzi męki, do krzyża. To ważna lekcja. Modlitwa nie jest ucieczką od życia. Eucharystia nie jest zatrzymaniem się w pięknym przeżyciu. Adoracja nie jest schowaniem się przed światem. Góra Tabor jest po to, aby umocnić serce na drogę w dół — do obowiązków, posługi, cierpienia, ludzi, którym trzeba służyć.
Najważniejszy moment Ewangelii to głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie.” Ojciec nie mówi najpierw: patrzcie na światło. Nie mówi: zatrzymajcie przeżycie. Mówi: Jego słuchajcie. To jest centrum dzisiejszego święta. Prawdziwe spotkanie z chwałą Jezusa prowadzi do posłuszeństwa Jego Słowu. Nie wystarczy zachwycić się światłem. Trzeba słuchać Syna. Słuchać, gdy mówi o miłości nieprzyjaciół. Słuchać, gdy wzywa do przebaczenia. Słuchać, gdy zaprasza do krzyża. Słuchać, gdy koryguje moje serce. Słuchać, gdy mówi: chodź za Mną. Uczniowie upadają na twarz i bardzo się boją. Wtedy Jezus podchodzi, dotyka ich i mówi: „Wstańcie, nie lękajcie się.”
Jak bardzo potrzebuję tego dotyku Jezusa. Bo Boża chwała może mnie zachwycić, ale także odsłonić moją małość. Kiedy widzę świętość Boga, widzę też swoją kruchość. A Jezus nie zostawia mnie w lęku. Podchodzi. Dotyka. Podnosi. Mówi: wstań, nie bój się. To jest bardzo czuły gest Pana. Jezus nie tylko objawia chwałę. On podnosi przestraszonego ucznia. Nie chce, abym żył sparaliżowany lękiem. Chce, abym po doświadczeniu Jego obecności wrócił do życia mocniejszy, spokojniejszy i bardziej wierny. Gdy uczniowie podnoszą oczy, widzą już tylko samego Jezusa. To piękny obraz do zapamiętania. W życiu duchowym ostatecznie chodzi o to, aby widzieć Jezusa. Nie własne emocje. Nie tylko przeżycia. Nie lęk. Nie ludzi. Nie sukces. Nie porażkę. Jezusa.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym pozwolił Jezusowi wyprowadzić się na górę modlitwy, abym szukał światła Jego obecności, ale nie uciekał od codziennej drogi. Abym słuchał umiłowanego Syna, trwał przy Słowie jak przy lampie w ciemnym miejscu i pozwalał Jezusowi podnosić mnie z lęku. Bo Tabor jest darem na czas drogi. Światło jest dane nie po to, aby zapomnieć o krzyżu, ale aby przejść przez krzyż z nadzieją. A głos Ojca przypomina mi najprostszy program życia: Jego słuchajcie.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za światło Przemienienia. Dziękuję, że odsłaniasz swoją chwałę nie po to, abym uciekał od życia, ale abym miał siłę zejść z góry do codzienności. Naucz mnie słuchać Ciebie jako umiłowanego Syna Ojca. Bądź lampą w moich ciemnościach, światłem w moich decyzjach i nadzieją w moich lękach. Dotknij mnie, gdy upadam na twarz ze strachu, i powiedz mojemu sercu: „Wstań, nie lękaj się”. Spraw, abym w każdej chwili widział przede wszystkim Ciebie. Amen.