Wtorek – 11 sierpnia Wspomnienie św. Klary, dziewicy Ez 2, 8 – 3, 4 | Ps 119 (118) | Mt 18, 1-5. 10. 12-14

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do serca, które ma stać się małe, proste i gotowe przyjąć Boga. Prorok Ezechiel ma spożyć księgę Słowa Bożego. Uczniowie pytają Jezusa o wielkość, a On stawia pośród nich dziecko. Potem mówi o jednej zabłąkanej owcy, której Ojciec nie chce stracić.

To Słowo uczy mnie, że w oczach Boga wielki jest nie ten, kto zajmuje pierwsze miejsce, ale ten, kto pozwala się karmić Słowem, ufa jak dziecko i nie gardzi nikim małym ani zagubionym.

Pierwsze czytanie ukazuje proroka Ezechiela. Bóg mówi do niego: „Otwórz usta i zjedz, co ci podam.” To bardzo mocny obraz. Prorok nie ma tylko przeczytać księgi. Nie ma tylko zapamiętać słów. Ma je spożyć. Ma przyjąć Słowo Boże tak głęboko, aby stało się częścią jego wnętrza, myślenia, pragnień i misji. To pytanie dotyczy także mnie.
Czy Słowo Boże jest tylko czymś, co słyszę? Czy jest tylko tekstem odczytanym w liturgii?
Czy naprawdę pozwalam, aby weszło we mnie, karmiło mnie, oczyszczało i przemieniało?

Ezechiel mówi, że księga była w jego ustach słodka jak miód. A przecież zawierała także słowa trudne. To pokazuje, że Słowo Boże nie zawsze jest łatwe, ale zawsze jest dobre. Może mnie napominać, może odsłaniać grzech, może prowadzić przez prawdę bolesną, ale jeśli przyjmuję je z wiarą, staje się pokarmem życia.

Psalm odpowiada: „Nad miód są słodsze Twoje przykazania.”
Człowiek, który kocha Boga, zaczyna rozumieć, że Jego przykazania nie są więzieniem. Są światłem. Są ochroną. Są drogą, która prowadzi do życia. Świat często mówi, że przykazania ograniczają wolność. Psalmista mówi coś przeciwnego: one są słodsze niż miód, bo chronią serce przed zagubieniem.

Pytam dziś siebie: czy naprawdę smakuję Słowo Boże? Czy wracam do niego jak do pokarmu? Czy szukam w nim światła dla decyzji, pocieszenia w trudnościach i siły w pokusach? Czy raczej słyszę je szybko i pozwalam, aby zostało na zewnątrz?

Aklamacja przypomina słowa Jezusa: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca.”

To prowadzi mnie prosto do Ewangelii. Uczniowie pytają Jezusa: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?”

To pytanie odsłania bardzo ludzkie pragnienie znaczenia. Kto jest najważniejszy? Kto będzie zauważony? Kto ma pierwsze miejsce? Kto ma większą pozycję? Jezus odpowiada inaczej, niż spodziewali się uczniowie. Stawia pośrodku dziecko i mówi: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.”

Jezus nie wzywa mnie do naiwności ani niedojrzałości. Wzywa mnie do pokory, prostoty i zaufania. Dziecko wie, że potrzebuje pomocy. Nie udaje samowystarczalnego. Wyciąga ręce. Pozwala się prowadzić. A ja tak często chcę być wielki po swojemu.
Chcę kontrolować.
Chcę mieć rację.
Chcę być doceniony.
Chcę, żeby inni widzieli moją pracę, wysiłek i poświęcenie.

Jezus mówi: droga do królestwa prowadzi przez uniżenie. Przez serce małe przed Bogiem. Przez zgodę na to, że bez Ojca nie umiem żyć. Potem Jezus mówi: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych.”

To bardzo ważne Słowo. W oczach Boga nikt nie jest nieważny. Dziecko, człowiek słaby, prosty, chory, ubogi, zagubiony, pomijany, niezauważony — każdy ma wielką godność przed Ojcem.

Nie wolno gardzić nikim. Nie wolno mierzyć wartości człowieka pozycją, zdrowiem, pieniędzmi, użytecznością, wykształceniem czy tym, ile może mi dać. Jezus przypomina, że aniołowie tych małych wpatrują się zawsze w oblicze Ojca. A potem przychodzi przypowieść o zabłąkanej owcy. Pasterz zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć i idzie szukać jednej. Dla ludzi jedna owca może wydawać się małą stratą. Zostało przecież dziewięćdziesiąt dziewięć. Ale dla Boga nikt nie jest tylko liczbą. Nikt nie jest „jednym z wielu”. Każdy zagubiony jest kochany po imieniu.

Jezus mówi: „Nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych.” To zdanie daje ogromną nadzieję. Bóg nie chce mojej zguby. Nie chce zguby żadnego człowieka. Szuka zagubionych, wychodzi za oddalonymi, cierpliwie prowadzi i przyprowadza do domu.

Dzisiejsze wspomnienie św. Klary pięknie wpisuje się w to Słowo. Klara przyjęła Ewangelię nie jako ozdobę życia, ale jako pokarm. Pozwoliła, aby Słowo przemieniło jej serce. Wybrała prostotę, ubóstwo, modlitwę i całkowite zaufanie Chrystusowi.

Święta Klara uczy mnie, że prawdziwa wielkość nie polega na tym, aby być podziwianym, ale aby należeć do Boga. Jej życie było ciche, ukryte i pokorne, a jednak pełne światła. Stała się wielka, bo stała się mała przed Panem.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie tylko słuchał Słowa Bożego, ale je spożywał. Abym kochał przykazania jako drogę życia. Abym przestał pytać, kto jest największy, a zaczął pytać, czy moje serce jest proste, pokorne i ufne. Abym nie gardził żadnym małym. Abym wierzył, że Bóg szuka każdej zabłąkanej owcy — także mnie, kiedy oddalam się od Niego.

Bo Słowo Boże jest pokarmem. Pokora dziecka jest bramą do królestwa. A miłość Ojca nie zgadza się na zgubę żadnego ze swoich małych.

Modlitwa

Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje Słowo, które jest słodsze niż miód i daje życie mojej duszy. Naucz mnie nie tylko słuchać Ewangelii, ale przyjmować ją głęboko, aby przemieniała moje myśli, pragnienia i decyzje. Daj mi serce dziecka: proste, ufne, pokorne i wolne od pychy. Ucz mnie szacunku wobec małych, słabych, zagubionych i pomijanych. Przez wstawiennictwo św. Klary prowadź mnie drogą prostoty, ubóstwa ducha i całkowitego zaufania Tobie. Amen.

Poniedziałek – 10 sierpnia Święto św. Wawrzyńca, diakona i męczennika 2 Kor 9, 6-10 | Ps 112 (111) | J 12, 24-26

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do tajemnicy daru. Pokazuje, że człowiek naprawdę żyje nie wtedy, gdy wszystko zatrzymuje dla siebie, ale wtedy, gdy potrafi dawać. Święty Wawrzyniec, diakon i męczennik, przypomina mi, że największym bogactwem Kościoła nie są rzeczy, pieniądze ani zabezpieczenia, ale człowiek: ubogi, chory, samotny, cierpiący, opuszczony, potrzebujący miłości i nadziei.

Święty Paweł mówi: „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera; kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie.”

To zdanie nie dotyczy tylko pieniędzy. Dotyczy całego życia. Mogę skąpo siać dobro: mało serca, mało czasu, mało cierpliwości, mało przebaczenia, mało modlitwy, mało obecności przy drugim człowieku. Mogę żyć tak, aby tylko się nie zmęczyć, nie stracić, nie poświęcić za dużo.

Ale wtedy serce staje się coraz ciaśniejsze. Człowiek, który ciągle tylko zatrzymuje, powoli traci radość. Zaczyna bardziej bronić siebie niż kochać. Bardziej kalkulować niż ufać. Bardziej pytać: co z tego będę miał, niż: komu mogę pomóc?

A św. Paweł mówi dalej: „Radosnego dawcę miłuje Bóg.”

To bardzo piękne i wymagające zdanie. Bóg nie chce daru wymuszonego, smutnego, danego z pretensją albo tylko dla pokazania się ludziom. Chce serca wolnego. Chce daru, który rodzi się z miłości. Radosny dawca to nie ktoś, kto nigdy nie odczuwa ciężaru ofiary. To ktoś, kto wie, dlaczego daje. Wie, że wszystko, co ma, sam najpierw otrzymał od Boga.

Nie jestem właścicielem wszystkiego. Jestem zarządcą darów Boga: czasu, zdrowia, talentów, wiary, powołania, relacji, pieniędzy, słowa, możliwości czynienia dobra.

Psalm odpowiada: „Miłosiernemu Pan Bóg błogosławi.”

Człowiek miłosierny jest wewnętrznie wolny. Nie trzyma wszystkiego kurczowo w garści. Nie boi się dzielić, bo ufa, że Bóg jest jego prawdziwym zabezpieczeniem. Psalm mówi: „Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze.”

To bardzo pasuje do św. Wawrzyńca. Według tradycji, gdy zażądano od niego wydania skarbów Kościoła, wskazał ubogich i potrzebujących jako prawdziwy skarb Kościoła. To była odpowiedź człowieka, który zrozumiał Ewangelię. Kościół jest najpiękniejszy nie wtedy, gdy gromadzi dla siebie, ale wtedy, gdy służy Chrystusowi obecnemu w najmniejszych.

Aklamacja przypomina: „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.” Droga za Jezusem prowadzi przez miłość, służbę i ofiarę. To światło nie zawsze oznacza łatwość. Oznacza sens. Kto idzie za Chrystusem, zaczyna rozumieć, że życie oddane z miłości nie jest przegrane.

W Ewangelii Jezus mówi: „Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.”

To jest serce dzisiejszego Słowa. Ziarno, które chce zachować siebie, zostaje samo. Dopiero wtedy, gdy wpada w ziemię i obumiera, rodzi życie. Tak jest z Jezusem. On jest ziarnem wrzuconym w ziemię świata. Przez krzyż, śmierć i zmartwychwstanie przynosi plon zbawienia.

Ale Jezus mówi to także do mnie. Moje życie przynosi owoc nie wtedy, gdy chronię tylko siebie, lecz wtedy, gdy potrafię obumierać dla miłości: dla egoizmu, pychy, wygody, urazy, zamknięcia na drugiego człowieka i ciągłego stawiania siebie w centrum.

To obumieranie dzieje się bardzo konkretnie: kiedy przebaczam, choć boli; kiedy służę, choć jestem zmęczony; kiedy daję czas komuś, kto mnie potrzebuje; kiedy nie odpowiadam złem na zło; kiedy dzielę się z ubogim; kiedy rezygnuję z siebie, aby ktoś inny mógł doświadczyć dobra.

Świat często mówi: zachowaj siebie, broń siebie, walcz o siebie, gromadź i zabezpieczaj. Jezus mówi inaczej: kto kocha swoje życie tylko dla siebie, traci je. Kto oddaje je z miłości, odnajduje życie prawdziwe.

Jezus dodaje: „Kto chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną.” Służba Jezusowi nie jest tylko wykonywaniem religijnych obowiązków. Jest pójściem za Nim drogą ziarna. Nie mogę służyć Jezusowi, a jednocześnie uciekać od krzyża miłości. Nie mogę mówić, że idę za Nim, jeśli zawsze wybieram siebie.

Na końcu słyszę obietnicę: „Jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.” To znaczy, że żaden dar złożony z miłości nie ginie. Żadna ofiara nie jest zapomniana. Żadne ciche dobro nie jest nieważne. Ojciec widzi to, czego ludzie nie widzą: ukrytą służbę, zmęczenie, cierpliwość, łzy, wierność i miłość.

Święty Wawrzyniec uczy mnie, że chrześcijaństwo bez służby ubogim traci serce. Uczy mnie odwagi wiary, która nie boi się oddać życia. Uczy też radości, która nie pochodzi z wygody, ale z przynależności do Chrystusa.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym zapytał, czy jestem radosnym dawcą. Czy moje życie jest ziarnem, które chce przynieść owoc, czy ziarnem, które boi się obumrzeć. Czy widzę w ubogich, chorych, samotnych i potrzebujących prawdziwy skarb Kościoła. Czy służę Jezusowi tylko słowem, czy także konkretną miłością.

Bo życie zatrzymane tylko dla siebie zostaje samo. Życie oddane Bogu i ludziom przynosi plon. A radosnego dawcę miłuje Bóg.

Modlitwa

Panie Jezu, dziękuję Ci za świętego Wawrzyńca, który pokazał, że prawdziwym skarbem Kościoła są ubodzy i potrzebujący. Naucz mnie dawać hojnie, bez lęku i bez wyrachowania. Uwolnij mnie od egoizmu, skąpstwa serca i przywiązania do własnej wygody. Spraw, abym był jak ziarno, które obumiera dla miłości i przynosi owoc. Daj mi serce radosnego dawcy, który ufa, że wszystko, co oddane Tobie, nie ginie. Amen.

XIX Niedziela Zwykła — 9 sierpnia

XIX Niedziela Zwykła — 9 sierpnia

1 Krl 19, 9a. 11-13a | Ps 85 (84) | Rz 9, 1-5 | Mt 14, 22-33

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do Boga, który przychodzi inaczej, niż się spodziewam. Eliasz szuka Go pośród wielkich znaków, a odnajduje w szmerze łagodnego powiewu. Uczniowie widzą Jezusa przychodzącego po jeziorze, ale w pierwszej chwili biorą Go za zjawę. Piotr idzie po wodzie, dopóki patrzy na Pana, a zaczyna tonąć, gdy bardziej skupia się na wietrze niż na Jezusie.

To Słowo pyta mnie bardzo konkretnie: gdzie szukam Boga? Czy umiem Go rozpoznać w ciszy? Czy wierzę, że On przychodzi także pośród burzy? I czy w chwilach lęku potrafię wołać: „Panie, ratuj mnie!”

Pierwsze czytanie ukazuje proroka Eliasza na górze Horeb. Eliasz jest człowiekiem zmęczonym walką, samotnością i ciężarem swojej misji. Chce spotkać Boga. Pan każe mu stanąć na górze. Najpierw przychodzi gwałtowny wicher, potem trzęsienie ziemi, potem ogień. To są znaki potęgi. Człowiek mógłby się spodziewać, że właśnie tam objawi się Pan. A jednak Pismo mówi: Pan nie był w wichrze, Pan nie był w trzęsieniu ziemi, Pan nie był w ogniu. Potem przychodzi „szmer łagodnego powiewu.” I tam Eliasz rozpoznaje Boga.

To bardzo ważna lekcja duchowa. Bóg nie zawsze przychodzi w tym, co wielkie, głośne i spektakularne. Czasem przychodzi bardzo cicho: w delikatnym poruszeniu sumienia, w jednym zdaniu Słowa Bożego, w ciszy adoracji, w spokojnym natchnieniu, w łagodnym upomnieniu, w obecności kogoś, kto nie krzyczy, ale jest blisko.

A ja często szukam Boga w znakach mocnych. Chciałbym jasnej odpowiedzi, natychmiastowego rozwiązania, wielkiego potwierdzenia. Tymczasem Pan przychodzi jak łagodny powiew i mówi: ucisz się, słuchaj, nie uciekaj w hałas.

Psalm odpowiada tęsknotą: „Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie.” To modlitwa człowieka, który wie, że sam siebie nie zbawi. Potrzebuję łaski Boga. Potrzebuję pokoju, który pochodzi od Niego. Psalm mówi: „Będę słuchał tego, co Pan Bóg mówi.”

To zdanie łączy się z Eliaszem. Bóg przychodzi w ciszy, ale ja muszę chcieć słuchać. Bez słuchania nie rozpoznam łagodnego powiewu. Bez zatrzymania przeoczę Pana, który nie przychodzi z hałasem, ale z pokojem.

Psalm pokazuje też piękne spotkanie: „Łaska i wierność spotkają się z sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój.”
Tam, gdzie człowiek słucha Boga, zaczyna rodzić się pokój. Nie pokój udawany, który przykrywa prawdę, ale pokój zbudowany na łasce, wierności i sprawiedliwości.

Drugie czytanie ukazuje ból św. Pawła. Apostoł cierpi z powodu swoich braci, Izraelitów. Ma w sercu wielki smutek, bo naród, który otrzymał tak wiele — przybrane synostwo, chwałę, przymierza, Prawo, kult, obietnice i patriarchów — nie rozpoznał w pełni Chrystusa. To czytanie uczy mnie bólu duchowego za innych. Paweł nie mówi o Izraelu z pogardą. Nie osądza z zimnym sercem. On cierpi, bo kocha. Nosi swój lud przed Bogiem.

To bardzo ważne. Kiedy widzę ludzi oddalonych od wiary, nie mogę patrzeć na nich z wyższością. Mam cierpieć z miłością. Mam modlić się za nich. Mam nosić ich w sercu. Dotyczy to rodziny, parafii, młodych, dzieci, ludzi ochrzczonych, którzy żyją daleko od Chrystusa.

Święty Paweł przypomina, że największym darem Izraela jest Chrystus: „Ten, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki.”

Wszystko prowadzi do Niego. Cała historia zbawienia, wszystkie obietnice i tęsknoty znajdują spełnienie w Jezusie. Dlatego największym bólem jest nie rozpoznać Tego, który przyszedł jako Zbawiciel.

W tym dniu Kościół wspomina także św. Teresę Benedyktę od Krzyża — Edytę Stein. Jej życie pięknie wpisuje się w dzisiejsze Słowo. Była kobietą szukającą prawdy. Szukała głęboko, uczciwie, z całym umysłem i sercem. A kiedy odnalazła Chrystusa, poszła za Nim aż po krzyż. Jej droga przypomina, że Bóg prowadzi człowieka nieraz przez ciszę, pytania, wewnętrzne zmagania i krzyż, ale zawsze ku prawdzie.

Aklamacja mówi: „Pokładam nadzieję w Panu, ufam Jego słowu.” To jest klucz do Ewangelii. Uczeń Jezusa nie zawsze rozumie burzę, ale ma ufać słowu Pana. Nie zawsze widzi brzeg, ale ma pokładać nadzieję w Tym, który przychodzi pośród fal.

Ewangelia prowadzi mnie na jezioro. Po rozmnożeniu chleba Jezus przynagla uczniów, aby wsiedli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg. Sam wychodzi na górę, aby się modlić. To bardzo piękny obraz. Jezus karmi tłumy, posyła uczniów, a potem trwa sam na modlitwie z Ojcem. Uczy mnie, że posługa bez modlitwy szybko staje się wyczerpaniem. Nawet największe dobro potrzebuje źródła. Trzeba umieć wejść na górę ciszy, jak Eliasz, aby słuchać Boga.

Tymczasem łódź uczniów jest daleko od brzegu, miotana falami, bo wiatr jest przeciwny. To obraz Kościoła, parafii, rodziny i mojego serca. Czasem jestem na drodze, na którą posłał mnie Jezus, a jednak przychodzi przeciwny wiatr. Posłuszeństwo Bogu nie oznacza życia bez burz. Uczniowie są przerażeni, gdy widzą Jezusa kroczącego po jeziorze. Krzyczą ze strachu, bo myślą, że to zjawa. Lęk zniekształca spojrzenie. Człowiek przestraszony może nie rozpoznać Jezusa, nawet gdy On jest blisko.

I wtedy Pan mówi: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” To zdanie jest sercem tej Ewangelii. Jezus nie tłumaczy najpierw burzy. Nie odpowiada na wszystkie pytania. Nie wyjaśnia uczniom, dlaczego dopuścił wiatr. Najpierw objawia swoją obecność: Ja jestem.

To wystarczy, aby serce mogło zacząć oddychać. Nie bój się, bo Ja jestem. Nie bój się nocy, bo Ja jestem. Nie bój się fal, bo Ja jestem. Nie bój się tego, co cię przerasta, bo Ja jestem. Piotr odpowiada odważnie: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie.” Jezus mówi „Przyjdź.”

Piotr wychodzi z łodzi. To niezwykły moment wiary. Dopóki patrzy na Jezusa, idzie po wodzie. Gdy jednak zauważa silny wiatr, zaczyna tonąć. To jest bardzo moje doświadczenie.

Kiedy patrzę na Jezusa, mogę iść nawet po tym, co po ludzku niemożliwe. Kiedy zaczynam patrzeć tylko na problemy, lęki, opinie ludzi, swoje słabości i przeciwny wiatr, zaczynam tonąć. Nie dlatego, że Jezus odszedł. Dlatego, że moje spojrzenie oderwało się od Niego.

Piotr woła: „Panie, ratuj mnie!” To jedna z najkrótszych i najpiękniejszych modlitw Ewangelii. Nie ma w niej wielu słów. Jest prawda człowieka, który tonie. I Jezus natychmiast wyciąga rękę. To daje mi ogromną nadzieję. Gdy moja wiara słabnie, gdy zaczynam tonąć, gdy nie mam już siły udawać, że sobie radzę, mogę wołać: Panie, ratuj mnie. A ręka Jezusa jest szybsza niż moja rozpacz.

Potem Jezus mówi: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” To nie jest upokorzenie Piotra. To pytanie, które leczy. Jezus pomaga mu zobaczyć, że problem nie zaczął się od fal, ale od zwątpienia. Burza była na zewnątrz, ale tonięcie zaczęło się w sercu. Kiedy Jezus wchodzi do łodzi, wiatr się ucisza. Uczniowie oddają Mu pokłon i wyznają: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym.”

Burza staje się miejscem głębszego poznania Jezusa. To, co ich przeraziło, prowadzi ich do wyznania wiary. Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym szukał Boga nie tylko w wielkich znakach, ale także w ciszy łagodnego powiewu. Abym słuchał tego, co Pan mówi. Abym nosił w sercu tych, którzy są daleko od Chrystusa, nie z osądem, ale z bólem i modlitwą. Abym w burzy nie patrzył tylko na fale, ale na Jezusa. Abym nie bał się wołać: „Panie, ratuj mnie!”

Bo Bóg przychodzi cicho jak powiew.

Przychodzi także pośród fal. I zawsze mówi do serca ucznia: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!”

Modlitwa

Panie Jezu, dziękuję Ci, że przychodzisz do mnie zarówno w ciszy łagodnego powiewu, jak i pośród burzy. Naucz mnie słuchać Twojego głosu, gdy świat jest pełen hałasu. Ucisz moje serce, abym nie przeoczył Twojej obecności. Proszę Cię za tych, którzy są daleko od Ciebie — za rodziny, parafian, młodych i wszystkich, którzy nie rozpoznali jeszcze Twojej miłości. Kiedy przychodzi przeciwny wiatr, daj mi patrzeć na Ciebie, a nie tylko na fale. A gdy zacznę tonąć, naucz mnie wołać z ufnością: Panie, ratuj mnie. Przez wstawiennictwo św. Teresy Benedykty od Krzyża ucz mnie szukać prawdy i trwać przy Tobie także pod krzyżem. Amen.

Sobota – 8 sierpnia Wspomnienie św. Dominika, prezbitera Ha 1, 12 – 2, 4 | Ps 9 | Mt 17, 14-20

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do wiary, która dojrzewa w trudnościach. Nie jest to wiara łatwa, spokojna i zawsze pełna odpowiedzi. To wiara człowieka, który widzi zło, cierpienie, bezradność, a jednak nie odchodzi od Boga. To wiara, która pyta, płacze, szuka, woła — ale trwa.

Prorok Habakuk staje przed Bogiem z bardzo trudnym pytaniem. Widzi niesprawiedliwość, przemoc i zło. Widzi, że człowiek prawy bywa uciskany, a przewrotny zdaje się zwyciężać. Nie rozumie, dlaczego Bóg dopuszcza takie rzeczy.

To bardzo ludzkie.

Ile razy także we mnie rodzi się podobne pytanie: Panie, dlaczego tyle zła? Dlaczego cierpią niewinni? Dlaczego człowiek słabszy bywa raniony przez silniejszego? Dlaczego modlitwa nie od razu przynosi odpowiedź? Dlaczego ci, którzy szukają dobra, nieraz muszą przechodzić przez ciemność?

Habakuk nie udaje, że wszystko jest proste. Ale jego pytanie nie jest odejściem od Boga. On pyta, bo wierzy. Staje przed Panem, bo wie, że tylko u Niego może szukać sensu.

Bóg odpowiada mu słowem, które wymaga cierpliwości: „Jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie.”

To zdanie uczy mnie, że Bóg nie zawsze działa według mojego czasu. Czasem odpowiedź się opóźnia. Czasem trzeba czekać. Czasem trzeba przejść przez noc, zanim przyjdzie światło. Ale opóźnienie nie oznacza nieobecności Boga.

Najważniejsze zdanie pierwszego czytania brzmi: „Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności.”
Nie dzięki temu, że wszystko rozumie.
Nie dzięki temu, że wszystko mu się udaje.
Nie dzięki temu, że nigdy się nie boi.
Ale dzięki wierności.

To znaczy: trwam przy Bogu, choć nie znam wszystkich odpowiedzi. Modlę się, choć jestem zmęczony. Wybieram dobro, choć łatwiej byłoby iść na skróty. Nie rezygnuję z prawdy, choć kłamstwo wydaje się wygodniejsze. Nie puszczam ręki Boga, choć droga jest trudna.

Psalm odpowiada: „Pan nie opuszcza tych, co Go szukają.” 

To jest wielkie pocieszenie. Bóg nie obiecuje, że szukający Go nie będą mieli prób. Ale obiecuje, że ich nie opuści. On jest schronieniem dla uciśnionego, obroną w czasie utrapienia, Tym, który pamięta o krzywdzie i słyszy wołanie ubogich.

Potrzebuję tego słowa, kiedy przychodzi zniechęcenie. Kiedy modlitwa wydaje się bezowocna. Kiedy człowiek szuka Boga, a nadal doświadcza ciemności. Psalm mówi: szukaj dalej. Pan nie opuszcza tych, którzy Go szukają.

Aklamacja przypomina, że Chrystus przez Ewangelię rozświetlił życie i nieśmiertelność. To On jest odpowiedzią Boga na najgłębszy lęk człowieka. Nie zawsze od razu usuwa cierpienie, ale wchodzi w nie z mocą większą niż śmierć.

Ewangelia pokazuje ojca, który przychodzi do Jezusa z cierpiącym synem. Mówi: „Panie, zlituj się nad moim synem.”

To modlitwa bardzo prosta i bardzo głęboka. Ojciec nie przychodzi z teorią. Przychodzi z bólem. Przynosi Jezusowi dziecko, którego cierpienie go przerasta. Przynosi własną bezradność.

Jak wielu rodziców mogłoby modlić się tymi słowami:
Panie, zlituj się nad moim dzieckiem.
Zlituj się nad jego wiarą.
Nad jego zagubieniem.
Nad jego cierpieniem.
Nad jego zniewoleniem.
Nad tym, czego ja sam nie potrafię już naprawić.

Uczniowie nie potrafili pomóc. To także bolesny moment. Są blisko Jezusa, widzieli Jego cuda, słyszeli Jego naukę, a jednak okazują się bezradni. Jezus wskazuje przyczynę: „Z powodu małej wiary waszej.”

To słowo nie jest po to, aby ich poniżyć. Jest po to, aby ich obudzić. Można być blisko spraw Bożych, a jednocześnie za mało ufać Bogu. Można mówić o Jezusie, a w trudnej chwili bardziej polegać na sobie niż na Jego mocy.

Jezus mówi: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej górze: Przesuń się stąd tam, a przesunie się.”

Wiara jak ziarnko gorczycy nie musi robić wielkiego wrażenia. Nie musi być głośna. Nie musi być spektakularna. Ale musi być żywa. Małe ziarno ma w sobie życie. Tak samo wiara: nawet mała, jeśli jest prawdziwa, otwiera człowieka na moc Boga.

To daje mi nadzieję. Jezus nie mówi: gdybyście mieli wiarę ogromną jak góra. Mówi: jak ziarnko gorczycy. Nie chodzi więc o pozory wielkości, ale o zaufanie. O serce, które przestaje opierać się na sobie i zaczyna naprawdę liczyć na Boga.

Dzisiejsze wspomnienie św. Dominika pięknie wpisuje się w to Słowo. Był człowiekiem głębokiej wiary, modlitwy i głoszenia prawdy. Wiedział, że błędu nie zwycięża się pychą ani gniewem, lecz światłem Ewangelii, cierpliwością, ubóstwem i świętością życia.

Święty Dominik uczy mnie, że wiara nie może zostać zamknięta tylko w sercu. Ma stawać się światłem dla innych. Ma prowadzić do modlitwy za błądzących, do troski o tych, którzy cierpią, do głoszenia prawdy z miłością.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie bał się mówić Bogu o trudnych pytaniach, ale trwał przy Nim wiernie. Abym nie zniechęcał się, gdy odpowiedź się opóźnia. Abym szukał Pana, który nie opuszcza swoich. Abym przynosił Jezusowi cierpienie tych, których kocham. Abym nie ufał własnej sile, ale prosił o wiarę żywą, choćby małą jak ziarnko gorczycy.

Bo sprawiedliwy żyje nie dlatego, że wszystko ma pod kontrolą.
Żyje dzięki wierności.
Dzięki temu, że nawet w ciemności nie puszcza ręki Boga.
Dzięki temu, że wobec cierpienia nie zamyka się w bezradności, ale woła: Panie, zlituj się. Panie, ratuj. Panie, przymnóż mi wiary.

Modlitwa

Panie Jezu, przychodzę dziś do Ciebie z pytaniami, których nie umiem rozwiązać, i z bezradnością, której sam nie potrafię udźwignąć. Naucz mnie wierności proroka Habakuka. Daj mi serce, które szuka Ciebie i wierzy, że Ty nie opuszczasz swoich. Przynoszę Ci cierpienie rodzin, dzieci, ludzi zagubionych i wszystkich, którzy potrzebują Twojego zmiłowania. Ulecz moją małą wiarę. Spraw, aby była żywa jak ziarnko gorczycy. Przez wstawiennictwo św. Dominika ucz mnie głosić prawdę z miłością, modlitwą i pokorą. Amen.

7 VIII 2026, Piątek po Święcie Przemienienia Pańskiego Na 2, 1. 3; 3, 1-3. 6-7 | Pwt 32 | Mt 16, 24-28

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie od obrazu sądu nad miastem krwawym do bardzo osobistego wezwania Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” To nie jest łatwe Słowo. Ono nie pozwala zatrzymać się na religijności wygodnej, lekkiej, bez kosztu. Jezus mówi bardzo jasno, że droga ucznia nie prowadzi przez egoizm, pychę i szukanie siebie, ale przez wyrzeczenie, krzyż i naśladowanie Pana.

Pierwsze czytanie z proroka Nahuma jest mocne i surowe: „Biada miastu krwawemu!” Prorok mówi o mieście pełnym przemocy, kłamstwa, łupu i zniszczenia. To obraz świata, który buduje swoją wielkość na krzywdzie innych. Miasta, które może wyglądać potężnie, bogato i bezpiecznie, ale w środku jest chore, bo nie ma w nim sprawiedliwości.

To Słowo nie jest tylko o dawnym mieście. Ono pyta także o moje serce. Czy nie ma we mnie miejsc, gdzie rządzi przemoc słowa? Czy nie ma we mnie pychy, która chce zwyciężyć za wszelką cenę? Czy nie ma we mnie kłamstwa, którym usprawiedliwiam siebie? Czy nie ma we mnie pragnienia, aby postawić na swoim, nawet jeśli ktoś zostanie zraniony? Miasto krwawe może być obrazem człowieka, który żyje bez Boga. Zewnętrznie może funkcjonować, działać, planować, osiągać cele, ale wewnętrznie niszczy siebie i innych. Każdy grzech ma swoje owoce. Czasem ukryte przez dłuższy czas, ale wcześniej czy później wychodzą na jaw.

Psalm odpowiada bardzo mocnym zdaniem Boga: „Ja, Pan, zabijam i Ja sam ożywiam.” To zdanie może brzmieć surowo, ale przypomina mi, że Bóg jest Panem życia, historii i sądu. Człowiek nie jest ostatnim sędzią. Przemoc, pycha i niesprawiedliwość nie będą trwały wiecznie. Bóg widzi. Bóg pamięta. Bóg ujmie się za swoim ludem. Ale ten sam Bóg, który osądza zło, jest także Tym, który ożywia. On nie chce śmierci grzesznika. Chce, aby człowiek porzucił drogę zniszczenia i wrócił do życia. Boży sąd nie jest kaprysem. Jest obroną dobra, prawdy i tych, którzy zostali skrzywdzeni.

Aklamacja przypomina: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.” To zdanie przygotowuje serce na Ewangelię. Jezus nie obiecuje swoim uczniom drogi bez cierpienia. Nie mówi: jeśli pójdziesz za Mną, wszystko będzie łatwe. Mówi raczej: jeśli chcesz iść za Mną, musisz wybrać drogę krzyża.

W Ewangelii Jezus mówi: „Jeśli kto chce pójść za Mną…” To bardzo ważne. Jezus nikogo nie zmusza. Zaprasza. Szanuje wolność człowieka. Ale jednocześnie mówi prawdę o warunkach uczniostwa. Najpierw: „Niech się zaprze samego siebie.” To nie znaczy, że mam pogardzać sobą. To znaczy, że nie mogę uczynić siebie centrum świata. Mam zaprzeć się tego „ja”, które chce panować, mieć rację, szukać wygody, unikać wysiłku, usprawiedliwiać grzech i stawiać własną wolę ponad wolą Boga. Zaprzeć się siebie to powiedzieć: Panie, nie moja pycha, ale Twoja prawda. Nie moja wygoda, ale Twoja droga. Nie moje zachcianki, ale Twoja wola. Nie moje królestwo, ale Twoje. Potem Jezus mówi: „Niech weźmie krzyż swój.” Nie cudzy. Swój. Każdy ma krzyż wpisany w swoje powołanie, obowiązki, relacje, cierpienia, ograniczenia, codzienne zmagania. Krzyżem może być choroba, samotność, trudny obowiązek, cierpliwość wobec ludzi, walka z własną słabością, wierność mimo zmęczenia, przebaczenie, którego serce jeszcze nie umie łatwo wypowiedzieć. Jezus nie mówi: wymyśl sobie cierpienie. Mówi: weź ten krzyż, który jest twoją drogą wierności. Nie uciekaj od niego. Nie udawaj, że go nie ma. Nie noś go bez Boga. Weź go i idź za Mną. Bo krzyż niesiony bez Jezusa przygniata. Krzyż niesiony z Jezusem staje się drogą zbawienia.

Jezus dodaje: „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” To jest paradoks Ewangelii. Człowiek, który kurczowo broni tylko siebie, swojej wygody, swojej racji i swojego bezpieczeństwa, ostatecznie traci życie głębsze. A ten, kto potrafi oddać siebie z miłości do Chrystusa, odnajduje prawdziwe życie. Ile razy boję się stracić coś dla Boga. Czas. Siły. Uznanie. Własne plany. Święty spokój. A Jezus mówi: nie bój się oddać życia w Moje ręce. Nie stracisz tego, co naprawdę ważne. Odnajdziesz życie, którego sam sobie nie potrafisz dać.

Potem pada pytanie bardzo mocne: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” To zdanie powinno wracać do mnie jak rachunek sumienia. Co mi po sukcesie, jeśli stracę duszę? Co mi po opinii ludzi, jeśli oddalę się od Boga? Co mi po pieniądzach, jeśli serce stanie się puste? Co mi po wygranej kłótni, jeśli zniszczę miłość? Co mi po wygodzie, jeśli przestanę być wierny? Człowiek może zdobyć wiele, a przegrać siebie. Może wygrać w oczach świata, a ponieść szkodę na duszy. Może mieć wszystko, a nie mieć pokoju. Może ocalić własny komfort, a stracić zdolność kochania.

Dzisiejsze Słowo jest więc bardzo trzeźwe. Prorok Nahum pokazuje, że pycha i przemoc prowadzą do upadku. Psalm przypomina, że Bóg jest Panem życia i sądu. Ewangelia pokazuje drogę ocalenia: zaprzeć się siebie, wziąć swój krzyż i iść za Jezusem. To nie jest droga łatwa, ale jest prawdziwa. To nie jest droga efektowna, ale prowadzi do życia. To nie jest droga szukania siebie, ale odnalezienia siebie w Bogu. Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym zobaczył, co we mnie jest jeszcze „miastem krwawym” — miejscem pychy, krzywdy, kłamstwa i walki o siebie. Zaprasza mnie, abym nie bał się sądu Boga, ale pozwolił Mu oczyścić serce. Zaprasza mnie, abym nie uciekał od krzyża codziennej wierności. Abym nie pytał tylko: co zyskam?, ale: czy nie tracę duszy? Bo największą tragedią człowieka nie jest stracić coś zewnętrznego. Największą tragedią jest stracić duszę. A największą mądrością jest tak iść za Jezusem, aby nawet przez krzyż dojść do życia.

Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Słowo, które nie pozwala mi żyć w złudzeniu. Pokaż mi wszystko, co we mnie jest pychą, kłamstwem, przemocą słowa i szukaniem siebie. Naucz mnie zaprzeć się tego, co oddala mnie od Ciebie. Pomóż mi wziąć mój codzienny krzyż nie z goryczą, ale z wiarą. Nie pozwól mi zdobywać świata kosztem duszy. Daj mi serce wierne, które bardziej pragnie Ciebie niż własnej wygody, i prowadź mnie drogą krzyża ku życiu. Amen.

9 VIII. 2026 19 Niedziela Zwykła

  1. Bóg zapłać za posprzątanie w tym tygodniu i kwiaty rodzinom Widomskich i Kołtysiów. Na 15 VIII proszę o przygotowanie koscioła kolejne 3 rodziny.
  2. Bóg zapłać za ofiary: na Kościół bezimienna 300 zł, Kółko Rolnicze 10 000 zł, kopertowa 1x bezimienna
  3. Gdy wrócę z rekolekcji zrobimy spotkanie parafialne, abyście powiedzieli jakie prace mamy sfinansować z Waszych ofiar…
  4. Liturgiczne wspomnienia i wydarzenia tygodnia
    poniedziałek  wspomnienie św. Wawrzyńca
    wtorek  wspomnienie św. Klary
    środa     – Druga  Środa – Różaniec dla mężczyzn
    -czwartek  13 VIII  Nabożeństwo Fatimskie od 19.30
    piątek       wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego. O 18.00 Msza w intencji Rodzin przez wstawiennictwo bł. Rodziny Ulmów
    sobota    Uroczystość Wniebowzięcie NMP. Msze – układ niedzielny. Poświęcenie ziół po każdej Mszy. Na Mszy o 9.00 modlimy się o Dary Ducha Świętego.  Na Mszy o 11.00 Dziękujemy Bogu za tegoroczne plony.
    niedziela  o 11.00 Msza w intencji Ojczyzny przez wstawiennictwo św. Andrzeja Boboli
  5. W tym tygodniu rocznicę śmierci obchodzą kapłani: Paździor Stanisław, ks. Psujek Bogusław, ks. Wolski Edward, ks. Bochyński Mieczysław, ks. Jurczyszyn Andrzej, ks. Grzegorczyk Stanisław, ks. Zając Kazimierz, ks. Boguta Tadeusz, ks. Stanicki Paweł, ks. Uszczuk Bolesław, Nasi parafianie: Kot Stanisław, Widomski Jan, Widomska Sabina, Pyrak Katarzyna, Karabacz Czesław, Kania Julian, Małek Marianna, Kot Zbigniew, Rupeć Julianna, Pietraszek Edward, Kot Józef. W tym tygodniu pochowaliśmy mamę mojego kolegi z roku +Danutę Piłąt.  Polećmy ich wszystkich Miłosiernemu Bogu: Wieczny odpoczynek…

 

 

 

6 VIII 2026 r. Czwartek Święto Przemienienia Pańskiego Dn 7, 9-10. 13-14 || 2 P 1, 16-19 | Mt 17, 1-9

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie na górę. Jezus zabiera Piotra, Jakuba i Jana osobno, wysoko. Nie wszystko w życiu wiary dzieje się w tłumie. Są chwile, kiedy Pan prowadzi człowieka głębiej, dalej, wyżej — nie po to, aby uciekł od codzienności, ale aby zobaczył, kim naprawdę jest Chrystus.

Przemienienie Pańskie jest jak odsłonięcie tajemnicy. Przez chwilę uczniowie widzą coś z chwały Jezusa. Tego samego Jezusa, którego znali z codzienności: zmęczonego drogą, rozmawiającego z ludźmi, uzdrawiającego, nauczającego. Na górze widzą, że On nie jest tylko Nauczycielem. Nie jest tylko prorokiem. Jest Synem umiłowanym. Jest Panem chwały.

Pierwsze czytanie z Księgi Daniela otwiera przede mną wizję Boga zasiadającego na tronie: „Szata Jego była biała jak śnieg.” To obraz majestatu, czystości, świętości i wieczności Boga. Wszystko, co ludzkie, przemija. Królestwa powstają i upadają. Ludzkie potęgi robią wielkie wrażenie, ale nie są wieczne. A Bóg trwa. Jest Panem historii. Sądzi sprawiedliwie. Jego tron nie chwieje się od ludzkiego zamętu. Potem prorok widzi kogoś podobnego do Syna Człowieczego, który przychodzi na obłokach nieba. Otrzymuje panowanie, chwałę i władzę królewską, a Jego panowanie nie przeminie.

To proroctwo prowadzi mnie do Jezusa. On jest Synem Człowieczym. On jest Królem, którego panowanie nie jest z tego świata, ale obejmuje wszystko. Jego chwała nie polega na przemocy, sile politycznej czy ludzkim triumfie. Jego chwała objawi się także na krzyżu, bo tam miłość okaże się mocniejsza niż grzech i śmierć.

Psalm odpowiada: „Pan Bóg króluje ponad całą ziemią.” To zdanie jest bardzo potrzebne. Zwłaszcza wtedy, gdy świat wydaje się chaotyczny. Gdy człowiek widzi lęk, choroby, wojny, niepokój, grzech, podziały, cierpienie rodzin, słabość Kościoła, własne zmęczenie. Psalm przypomina: Pan króluje. Nie wszystko rozumiem, nie wszystko potrafię wyjaśnić, ale Bóg nie utracił władzy nad światem.

Drugi List św. Piotra jest świadectwem człowieka, który był na górze przemienienia. Piotr nie mówi o teorii. Mówi: „Byliśmy naocznymi świadkami Jego wielkości.” To bardzo mocne. Piotr słyszał głos Ojca. Widział chwałę Jezusa. Ale później przeżył też własną słabość, lęk, zaparcie się Pana, łzy i nawrócenie. Przemienienie nie uchroniło go przed próbą. Ale dało mu światło, do którego mógł wracać. To pokazuje mi, że Bóg daje człowiekowi chwile światła nie po to, aby zawsze żyło się łatwo, ale aby nie zgasnąć w ciemności. Są momenty łaski, pokoju, modlitwy, głębokiego poruszenia serca. Są chwile, kiedy człowiek mocniej czuje obecność Boga. Trzeba je zachować w sercu, bo przychodzą też doliny, krzyż, zmęczenie i noc wiary. Święty Piotr mówi jeszcze: „Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeśli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu.” Słowo Boże jest lampą. Nie zawsze rozprasza od razu całą ciemność, ale daje światło na następny krok.

W wierze nie zawsze widzę całą drogę. Czasem wystarczy światło na dziś. Wystarczy jedno zdanie Ewangelii, które podtrzymuje. Jedna obietnica. Jedno wezwanie. Jedno słowo: „Nie bójcie się.” Ewangelia prowadzi mnie na górę Tabor. Jezus bierze ze sobą Piotra, Jakuba i Jana. To ci sami uczniowie, którzy później będą blisko Niego w Ogrodzie Oliwnym. Najpierw zobaczą chwałę, potem zobaczą trwogę konania. Najpierw światło Taboru, potem ciemność Getsemani. Jezus przygotowuje ich serca, aby nie zgorszyli się krzyżem. Na górze: „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.” To jest chwila odsłonięcia prawdy. Jezus nie staje się kimś innym. Uczniowie zaczynają widzieć, kim On naprawdę jest. Jego codzienna pokora kryła Boską chwałę. Ten, który chodził po drogach Galilei, jest Panem światłości. Ten, który będzie opluty, ubiczowany i ukrzyżowany, jest Synem umiłowanym Ojca. Obok Jezusa pojawiają się Mojżesz i Eliasz. Prawo i Prorocy wskazują na Niego. Cała historia zbawienia prowadzi do Chrystusa. Wszystkie obietnice, zapowiedzi, tęsknoty i proroctwa znajdują w Nim wypełnienie. Piotr mówi: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy.” To bardzo ludzkie zdanie. Kiedy człowiek doświadcza bliskości Boga, chciałby zatrzymać tę chwilę. Chciałby zostać na górze, w świetle, w pokoju, daleko od trudów codzienności. Piotr chce postawić namioty. Ale Jezus nie pozwoli uczniom zostać na górze. Zejdą na dół. Wrócą do ludzi, do drogi, do zapowiedzi męki, do krzyża. To ważna lekcja. Modlitwa nie jest ucieczką od życia. Eucharystia nie jest zatrzymaniem się w pięknym przeżyciu. Adoracja nie jest schowaniem się przed światem. Góra Tabor jest po to, aby umocnić serce na drogę w dół — do obowiązków, posługi, cierpienia, ludzi, którym trzeba służyć.

Najważniejszy moment Ewangelii to głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie.” Ojciec nie mówi najpierw: patrzcie na światło. Nie mówi: zatrzymajcie przeżycie. Mówi: Jego słuchajcie.  To jest centrum dzisiejszego święta. Prawdziwe spotkanie z chwałą Jezusa prowadzi do posłuszeństwa Jego Słowu. Nie wystarczy zachwycić się światłem. Trzeba słuchać Syna. Słuchać, gdy mówi o miłości nieprzyjaciół. Słuchać, gdy wzywa do przebaczenia. Słuchać, gdy zaprasza do krzyża. Słuchać, gdy koryguje moje serce. Słuchać, gdy mówi: chodź za Mną. Uczniowie upadają na twarz i bardzo się boją. Wtedy Jezus podchodzi, dotyka ich i mówi: „Wstańcie, nie lękajcie się.”

Jak bardzo potrzebuję tego dotyku Jezusa. Bo Boża chwała może mnie zachwycić, ale także odsłonić moją małość. Kiedy widzę świętość Boga, widzę też swoją kruchość. A Jezus nie zostawia mnie w lęku. Podchodzi. Dotyka. Podnosi. Mówi: wstań, nie bój się. To jest bardzo czuły gest Pana. Jezus nie tylko objawia chwałę. On podnosi przestraszonego ucznia. Nie chce, abym żył sparaliżowany lękiem. Chce, abym po doświadczeniu Jego obecności wrócił do życia mocniejszy, spokojniejszy i bardziej wierny. Gdy uczniowie podnoszą oczy, widzą już tylko samego Jezusa. To piękny obraz do zapamiętania. W życiu duchowym ostatecznie chodzi o to, aby widzieć Jezusa. Nie własne emocje. Nie tylko przeżycia. Nie lęk. Nie ludzi. Nie sukces. Nie porażkę. Jezusa.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym pozwolił Jezusowi wyprowadzić się na górę modlitwy, abym szukał światła Jego obecności, ale nie uciekał od codziennej drogi. Abym słuchał umiłowanego Syna, trwał przy Słowie jak przy lampie w ciemnym miejscu i pozwalał Jezusowi podnosić mnie z lęku. Bo Tabor jest darem na czas drogi. Światło jest dane nie po to, aby zapomnieć o krzyżu, ale aby przejść przez krzyż z nadzieją. A głos Ojca przypomina mi najprostszy program życia: Jego słuchajcie.

Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za światło Przemienienia. Dziękuję, że odsłaniasz swoją chwałę nie po to, abym uciekał od życia, ale abym miał siłę zejść z góry do codzienności. Naucz mnie słuchać Ciebie jako umiłowanego Syna Ojca. Bądź lampą w moich ciemnościach, światłem w moich decyzjach i nadzieją w moich lękach. Dotknij mnie, gdy upadam na twarz ze strachu, i powiedz mojemu sercu: „Wstań, nie lękaj się”. Spraw, abym w każdej chwili widział przede wszystkim Ciebie. Amen.