- Bóg zapłać za posprzątanie i ofiary 100 zł rodzina Zuń i po 50 zł Marian Brodowski, Andrzej Dudziński, Bożena Lemiecha. Proszę, aby kolejne dwie rodziny przygotowały kościół na następną niedzielę. Bóg zapłać Ani Ciszek za uzupełnienie dekoracji, de facto wymianę dekoracji kwiatowej.
- Bóg zapłać za ofiary kopertowa po 200 zł bezimienna, Maria i Henryk Tokarz, Marianna Czerniak. Po 100 zł Janina Tylus, Stanisława Kot
- Zbiórka do puszek na „Caritas Dzieciom przez cały maj.
- Bóg zapłać zarządowi Osp i naszym Marcinom z OSP za gotowość pojechania strażackim busem po relikwie św. JP II.
- W maju nabożeństwa majowe po Mszy o 18.00 połączone z koronką za zmarłych w czyśćcu.
- Liturgiczne wspomnienia i wydarzenia tygodnia .
-poniedziałek wspomnienie św. Floriana. Msza w intencji Druhów OSP o 18.00 i nabożeństwo majowe
-środa pierwsza środa – Msza zbiorowa o 18.00. Po niej wystawienie, nabożeństwo i majówka.
–czwartek- pierwszy czwartek modlimy się o powołania i za powołanych do kapłaństwa w czasie nabożeństwa majowego.
–piątek uroczystość św. Stanisława bp. m. Dwie Msze rano w kościele o 7.00 i 7.30. O 17.00 rozpoczniemy poświęcenie Pól w Górach. Zakończymy Mszą na posesji rodziny Pietraszek. Proszę przygotować ołtarze.
- Rozpocząłem Gregoriankę za mojego tatę. Przepraszam wszystkich, którym musiałem w maju przesunąć intencje, bym mógł zachować ciągłość 30 Mszy odprawianych za tatę. Z góry dziękuję wszystkim tym, którzy zdecydują się na poszczególnych Mszach dołączyć do mnie, by Bogu ofiarować łaski związane z uczestnictwem w Eucharystii za mojego tatę.
- W tym roku mija 80 lat od rozpoczęcia pasterskiej posługi w naszej archidiecezji przez bł. Stefana Kardynała Wyszyńskiego oraz 70 lat od zawierzenia Kościoła w Polsce podczas Jasnogórskich Ślubów Narodu. Gorąco zapraszamy osoby indywidualne, rodziny oraz zorganizowane grupy do uczestnictwa w spotkaniu “Majówka z Prymasem”. Będzie to okazja do poznania osoby bł. Prymasa Tysiąclecia, miejsc z Nim związanych oraz jego nauczania. Wydarzenie odbędzie się w sobotę 16 maja na terenie Nasutowa, Dąbrówki i Kozłówki, czyli w miejscach, w których ks. Stefan Wyszyński przebywał podczas wojny. Program jest bardzo bogaty: wędrówki z przewodnikiem, zawody sportowe, ćwiczenia wojskowe i survivalowe, występy artystyczne, zwiedzanie pałacu w Kozłówce. Więcej informacji znajdziemy na stronie: majowkazprymasem.pl. Centralnym punktem spotkania będzie Msza święta o godzinie 17.00 w przypałacowym parku w Kozłowce. Serdecznie zapraszamy do zainteresowania się tą propozycją.
- W tym tygodniu rocznicę śmierci obchodzą kapłani: Gduliński Franciszek, ks. Szponar Adam, ks. Ostrzyżek Kazimierz, ks. Walas Józef, ks. Kwiatosz Edward, ks. Luniak Marian, ks. Mazurek Bolesław, ks. Mareś Karol, ks. Łojewski Feliks, ks. Róg Stanisław, ks. Krakowiak Kazimierz, ks. Wlazły Jan. Nasi parafianie: Widomski Wacław, Pudło Józef, Pietraszek Halina, Sar Ryszard, Michałek Czesław, Szuba Mirosław, Kudrel Marianna, Koszałka Anna, Fila Joanna, Sobota Piotr, Boguń Feliksa, Rusinek Marianna, Daśko Józef, Igras Józef, Kurczak Genowefa, Sagan Jan, Widomska Alicja. Wieczny odpoczynek…
- W ubiegłym tygodniu do wspólnoty Kościoła włączyliśmy poprzez sakrament chrztu dwóch chłopców, potencjalnie moich następców, w 63 Światowy Dzień Modlitw o Powołania. Byli to Marcel Kudrelek i Jakub Henryk Sak. Ucieszyłaby się zarówno Archidiecezja Lubelska jak i Warszawska. Polećmy ich Bożej opiece. Prośmy by w pełni odkryli swoje powołanie czy w kapłaństwie czy w małżeństwie i współpracując z łaskami Ducha Świętego w pełni je zrealizowali w swoim życiu.. Pod Twoją obronę..
Kilka refleksji nad Słowem dnia jutrzejszego
Poniedziałek – Dz 14, 5–18 | Ps 115 (113B) | J 14, 21–26
Dzisiejsze czytania bardzo mnie zatrzymują przy jednym pytaniu: komu tak naprawdę oddaję chwałę za to, co dzieje się w moim życiu?
W pierwszym czytaniu widzę Pawła i Barnabę, którzy czynią dobro, uzdrawiają, działają z mocą – a ludzie od razu chcą zrobić z nich bogów. To trochę skrajna sytuacja, ale kiedy się nad tym zastanawiam… bardzo ludzka. Łatwo przypisać dobro człowiekowi, zachwycić się nim i zatrzymać się na nim. A oni się temu sprzeciwiają.
Z całych sił próbują przekierować uwagę na Boga. I tu czuję, że to dotyka mnie osobiście. Bo może nikt mnie nie stawia na piedestale, ale mam w sobie pragnienie uznania. Chcę być zauważony, doceniony. I łatwo zapominam, że to, co dobre w moim życiu, nie jest tylko „moje”. Jest darem.
Psalm przypomina bardzo jasno: „Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę.” To zdanie jest proste, ale wymagające. Bo oznacza zgodę na to, że nie ja jestem w centrum. A Ewangelia prowadzi mnie jeszcze głębiej. Jezus mówi o miłości, która wyraża się w zachowywaniu Jego słów. Nie jako obowiązek, ale jako odpowiedź na relację.
I daje obietnicę: Duch Święty będzie uczył, przypominał, prowadził.
To mnie bardzo uspokaja. Bo widzę, że nie muszę wszystkiego rozumieć od razu. Nie muszę mieć wszystkiego poukładanego. Nie jestem sam w tej drodze. Jest Ktoś, kto mnie prowadzi – nawet wtedy, gdy tego nie czuję.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, żeby:
- nie zatrzymywać dobra na sobie,
- oddawać Bogu to, co i tak od Niego pochodzi,
- i uczyć się słuchać Ducha Świętego w codzienności.
Na koniec zostaje mi prosta modlitwa:
„Panie, ucz mnie nie szukać chwały dla siebie. Pomóż mi widzieć Ciebie w tym, co robię. I daj mi wrażliwość na Twojego Ducha, który mnie prowadzi każdego dnia.”
Wtorek – Dz 14, 19–28 | Ps 145 (144) | J 14, 27–31a
Dzisiejsze czytania prowadzą mnie przez bardzo ludzką drogę – od zranienia
i trudności aż do pokoju, który nie zależy od okoliczności. W pierwszym czytaniu widzę Pawła, który doświadcza odrzucenia, a nawet przemocy. Zostaje ukamienowany, wyciągnięty za miasto, uznany za martwego. A jednak… wstaje i wraca do działania. Nie zatrzymuje się na bólu. Idzie dalej, umacnia innych, wraca do wspólnot, które wcześniej odwiedził. To mnie konfrontuje z moją własną postawą. Jak często ja się zatrzymuję przez coś znacznie mniejszego? Jedno niepowodzenie, jedno słowo, jedna trudność – i już tracę zapał, już się wycofuję. Paweł pokazuje zupełnie inną perspektywę: że droga wiary nie jest wolna od cierpienia, ale to cierpienie nie musi być końcem. Psalm dodaje do tego światło: „Niech wierni Twoi głoszą Twe królestwo.” Czyli nawet po trudzie, nawet po zranieniu – życie nie kończy się na mnie. Jest coś większego, co warto dalej przekazywać. A potem przychodzi Ewangelia i słowa Jezusa: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam.”
I to jest moment, który najbardziej mnie zatrzymuje. Bo Jezus nie mówi o pokoju jako braku problemów. Mówi o pokoju, który istnieje pomimo nich. To nie jest spokój wynikający z idealnych warunków, tylko dar, który przychodzi z relacji z Nim.
Zaczynam rozumieć, że mogę:
- przeżywać trudności, ale nie być przez nie zniszczony,
- doświadczać niepokoju, ale nie pozwolić mu rządzić moim sercem,
- iść dalej, nawet jeśli nie wszystko układa się po mojej myśli.
Ten pokój Jezusa nie jest automatyczny – trzeba go przyjąć. Zaufać, że On naprawdę jest obecny, nawet wtedy, gdy sytuacja mówi coś zupełnie innego.
Na dziś zostaje mi taka myśl: pokój nie polega na tym, że wszystko jest dobrze, ale że wiem, komu mogę zaufać, gdy dobrze nie jest.
I modlitwa:
„Jezu, Ty znasz moje niepokoje i miejsca, w których się zatrzymuję.
Daj mi siłę, żeby iść dalej mimo trudności. I naucz mnie przyjmować Twój pokój – nie taki, jaki daje świat, ale ten, który naprawdę przemienia serce.”
Środa – 1 Kor 15, 1–8a | Ps 19 (18) | J 14, 6–14
Dzisiejsze czytania dotykają mnie bardzo konkretnie w jednym miejscu: czy ja naprawdę znam Jezusa, czy tylko o Nim wiem? Święty Paweł w pierwszym czytaniu przypomina coś absolutnie fundamentalnego – że Chrystus umarł, zmartwychwstał i ukazał się wielu ludziom. To nie jest jakaś idea czy teoria. To wydarzenie, które ktoś zobaczył, przeżył, przekazał dalej. I Paweł mówi: „to wam przekazałem”. Czyli wiara nie jest czymś wymyślonym przeze mnie. Ja ją otrzymałem. Ktoś przede mną uwierzył, ktoś przekazał, ktoś dał świadectwo. Psalm dodaje do tego obraz: „Po całej ziemi ich głos się rozchodzi.” Czyli ta prawda o Jezusie nie jest zamknięta – ona idzie dalej, dociera też do mnie. A potem Ewangelia… i bardzo mocne słowa Jezusa do Filipa: „Tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś?” To zdanie brzmi jak wyrzut, ale też jak zaproszenie do czegoś głębszego. Bo nagle widzę siebie w Filipie. Mogę być blisko – słuchać, modlić się, chodzić do kościoła – a jednak nie znać naprawdę. Nie rozumieć serca Jezusa. Nie widzieć
w Nim Ojca. Jezus mówi: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca.”
I to mnie zatrzymuje. Bo to znaczy, że wszystko, czego szukam w Bogu – miłość, cierpliwość, bliskość, przebaczenie – już zostało pokazane w Jezusie. Nie muszę sobie Boga wyobrażać. Mogę Go poznawać patrząc na Chrystusa. Ale to poznanie nie dzieje się „automatycznie”. Sam czas nie wystarczy. Można być „długo” i wciąż nie rozumieć.
Dla mnie to jest zaproszenie, żeby:
- nie zatrzymywać się na powierzchni wiary,
- nie zadowalać się samą wiedzą,
- ale naprawdę szukać relacji.
Bo można znać modlitwy… i nie znać Boga. Można słyszeć Ewangelię… i nie spotkać Jezusa. Na dziś zostaje mi jedno szczere pytanie: czy ja chcę Go naprawdę poznać, czy tylko „mieć ogarniętą wiarę”?
I modlitwa:
„Jezu, czasem jestem blisko, a jednak Cię nie rozumiem. Pokaż mi Ojca przez Twoje życie, słowa i obecność. Daj mi łaskę prawdziwego poznania – nie tylko rozumem, ale sercem.”
Czwartek – Dz 15, 7–21 | Ps 96 (95) | J 15, 9–11
Dzisiejsze czytania pokazują mi, że wiara to nie tylko relacja „ja i Bóg”, ale też wspólnota, która razem szuka prawdy. W pierwszym czytaniu widzę Apostołów, którzy się… spierają. Pojawia się napięcie, różne zdania, konkretne problemy. To nie jest idealna, spokojna scena – to realne życie Kościoła. A jednak w tym wszystkim dzieje się coś ważnego: oni słuchają siebie nawzajem i próbują rozeznawać, co jest naprawdę od Boga. Piotr przypomina, że to Bóg działa w sercach ludzi, nie tylko w tych „wybranych”. Jakub podejmuje decyzję, która nie zamyka, ale otwiera. I nagle widzę, że Duch Święty działa nie tylko w ciszy modlitwy, ale też w rozmowie,
w szukaniu, nawet w napięciach. To daje mi dużo światła. Bo czasem myślę, że jeśli coś jest trudne albo niejednoznaczne, to znaczy, że coś jest „nie tak”. A może właśnie wtedy najbardziej potrzeba słuchania i zaufania, że Bóg prowadzi także przez takie momenty. Psalm mówi: „Pośród narodów głoście chwałę Pana.” Czyli wiara nie jest zamknięta. Ona ma wychodzić dalej, ma być dla wszystkich. A Ewangelia prowadzi mnie do samego serca: „Trwajcie w miłości mojej.” To zdanie jest proste, ale im dłużej nad nim myślę, tym bardziej widzę, że to nie jest oczywiste. Bo „trwać” to znaczy zostać, nie uciekać, nie zmieniać kierunku przy pierwszej trudności.
Jezus mówi też, że mamy zachowywać Jego przykazania – ale nie jako ciężar. Jako drogę do życia w miłości. I dodaje coś pięknego: „Aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.” Czyli to wszystko – przykazania, trwanie, wierność – nie jest po to, żeby mnie ograniczyć. To jest droga do prawdziwej radości.
I znowu muszę się zatrzymać: czy ja tak patrzę na wiarę? Czy widzę w niej przestrzeń życia i radości, czy raczej obowiązek?
Dzisiejsze słowo zaprasza mnie do prostoty:
- słuchać, kiedy nie wszystko jest jasne,
- ufać, że Bóg działa także w trudnościach,
- i przede wszystkim – trwać w Jego miłości, nawet jeśli nie zawsze to czuję.
Na koniec modlitwa:
„Jezu, ucz mnie trwać przy Tobie, nie tylko wtedy, gdy jest łatwo. Pokaż mi, że Twoje przykazania prowadzą do radości, a nie ciężaru. I daj mi serce otwarte – na Ciebie i na innych, przez których też mówisz.”
Piątek – Uroczystość św Stanisława Dz 20, 17–18a. 28–32. 36 | Ps 100 (99) | Rz 8, 31b–39 | J 10, 11–16
Dzisiejsze czytania w wyjątkowy sposób łączą się z tym, co przeżywamy w tradycji poświęcenia pól. To moment bardzo konkretny – wychodzimy poza kościół, patrzymy na ziemię, na plony, na codzienną pracę człowieka. I nagle Słowo Boże zaczyna dotykać życia jeszcze bardziej realnie.
Obraz pasterza i owiec z Ewangelii nabiera tu nowego znaczenia. Jezus mówi: „Ja jestem dobrym pasterzem.”
A my stoimy pośród pól, które są znakiem życia, wzrostu, ale też zależności od Boga. Bo choć człowiek sieje i pracuje, to nie on daje wzrost. To uczy pokory.
W pierwszym czytaniu Paweł przypomina, że to Duch Święty ustanawia pasterzy, którzy mają troszczyć się o wspólnotę. Tak jak ktoś czuwa nad polem, nad plonem, tak ktoś czuwa nad ludźmi. I zaczynam widzieć, że troska Boga obejmuje wszystko – i moje serce, i moją codzienność, i to, z czego żyję. Pierwsze czytanie pokazuje jeszcze jedną ważną rzecz – że Bóg posługuje się ludźmi. Paweł mówi
o odpowiedzialności za innych, o czuwaniu, o trosce. I widzę, że każdy z nas w jakimś stopniu jest zaproszony do tego, żeby być dla kogoś wsparciem. Ale zanim będę dla innych, najpierw sam muszę zaufać Temu, który prowadzi mnie. Psalm mówi: „My ludem Pana i Jego owcami.” Czyli jestem kimś, kto potrzebuje prowadzenia, troski, bezpieczeństwa.
I choć często chcę mieć wszystko pod kontrolą – życie pokazuje, że tak się nie da.
A więc jesteśmy zależni od Boga tak samo, jak ziemia zależy od deszczu i słońca. Możemy się starać, planować, pracować. Człowiek może pracować, siać, planować… ale nie da wzrostu. Potrzeba czegoś więcej. Potrzeba Boga. To uczy mnie pokory Przecież ostatecznie wszystko jest darem.-
Poświęcenie pól przypomina mi, że:
- nie wszystko ode mnie zależy,
- nie wszystko mogę kontrolować,
- ale mogę powierzyć Bogu to, co dla mnie ważne.
I wtedy drugie czytanie nabiera ogromnej mocy: „Nic nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga.” Nawet jeśli przyjdzie susza w moim życiu. Nawet jeśli coś się nie uda, jeśli stracę poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli plony – dosłownie czy w przenośni – nie będą takie, jak się spodziewałem. Miłość Boga nie zależy od „urodzaju” mojego życia. To daje ogromny pokój.
Dzisiejszy dzień jest więc dla mnie zaproszeniem, żeby:
- spojrzeć na swoją codzienność jak na dar, nie tylko obowiązek,
- oddać Bogu swoją pracę, wysiłek i niepewność,
- i zaufać, że On jest Dobrym Pasterzem – nie tylko w kościele, ale też w mojej zwykłej, codziennej rzeczywistości.
Na koniec modlitwa:
„Jezu, Dobry Pasterzu, dziękuję Ci za wszystko, co wzrasta w moim życiu – nawet jeśli tego nie widzę od razu. Powierzam Ci moją pracę, moje plany i to, co niepewne. Ucz mnie ufać, że Ty troszczysz się o mnie tak, jak o ziemię, która wydaje plon.”
Sobota – Dz 16, 1–10 | Ps 100 (99) | J 15, 18–21
Dzisiejsze czytania pokazują mi bardzo konkretnie, że wiara to droga – czasem nieoczywista, czasem trudna, ale zawsze prowadzona przez Boga. W pierwszym czytaniu widzę Pawła, który nie działa sam. Zabiera ze sobą Tymoteusza. To jest dla mnie ważne – wiara nie jest samotną wędrówką. Potrzebujemy siebie nawzajem, wsparcia, relacji. Ale jeszcze bardziej zatrzymuje mnie coś innego: Duch Święty prowadzi ich w bardzo konkretny sposób… a czasem wręcz zamyka przed nimi drogę. Nie pozwala iść tam, gdzie planowali. I dopiero przez sen Pawła pokazuje nowy kierunek.
To jest dla mnie trudne do przyjęcia. Bo ja często myślę, że jeśli coś się nie układa, to znaczy, że coś robię źle. A może czasem to po prostu Bóg mówi: „nie tędy”. Może nie każda zamknięta droga jest porażką. Może nie każde „nie” jest stratą.
Psalm przypomina: „Niech cała ziemia śpiewa swemu Panu.” Czyli nawet wtedy, gdy nie wszystko rozumiem, mogę zaufać i oddać Bogu chwałę. Bo On widzi więcej.
A Ewangelia wprowadza mnie w jeszcze trudniejszą przestrzeń. Jezus mówi wprost: „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził.” To nie są łatwe słowa. Bo każdy z nas chce być akceptowany, lubiany, zrozumiany. A Jezus jasno mówi: jeśli naprawdę będziesz szedł za Mną, nie zawsze spotkasz się
z aprobatą. I dodaje: „Nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem.” To zdanie jest jednocześnie trudne i piękne. Trudne – bo oznacza, że czasem będę „inny”, że nie wszędzie będę pasował. Ale piękne – bo przypomina, że jestem wybrany. Nie przypadkowy. Nie anonimowy. Wybrany przez Jezusa.
Dla mnie to jest dziś zaproszenie:
- żeby nie bać się, gdy droga się zmienia,
- żeby nie zniechęcać się, gdy coś nie wychodzi,
- i żeby nie szukać za wszelką cenę akceptacji świata.
Bo jeśli naprawdę należę do Jezusa, to On mnie prowadzi – nawet jeśli czasem tego nie rozumiem.
Na koniec modlitwa:
„Jezu, ucz mnie iść za Tobą, nawet gdy droga nie jest jasna. Pomóż mi przyjmować zamknięte drzwi jako Twoje prowadzenie, a nie porażkę. I daj mi odwagę być Twoim – nawet wtedy, gdy to nie jest łatwe.”
Niedziela – Dz 8, 5–8. 14–17 | Ps 66 (65) | 1 P 3, 15–18 | J 14, 15–21
Dzisiejsze czytania prowadzą mnie do bardzo ważnej prawdy: wiara to nie tylko coś, w co wierzę – to życie, które przyjmuje Ducha Świętego i pozwala Mu działać.
W pierwszym czytaniu widzę ludzi, którzy przyjmują Słowo Boże, ale to jeszcze nie wszystko. Apostołowie przychodzą, modlą się nad nimi, nakładają ręce – i wtedy otrzymują Ducha Świętego. To pokazuje mi, że wiara nie kończy się na „zrozumieniu” czy „przyjęciu czegoś do głowy”. Jest coś więcej – żywa obecność Boga we mnie.
I od razu pojawia się pytanie: czy ja naprawdę żyję świadomością, że Duch Święty jest we mnie? Czy to coś realnego, czy raczej odległa idea? Czy znajdę czas w 3 sobotę by Mu podziękować i prosić o jeszcze pełniejsze napełnienie??? Psalm mówi: „Niech cała ziemia chwali swego Pana.” Czyli odpowiedzią na działanie Boga jest radość, wdzięczność, świadectwo. Nie da się zatrzymać tego tylko dla siebie. Drugie czytanie kieruje mnie w stronę konkretu życia: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony tej nadziei, która w was jest.” To mnie mocno dotyka. Bo nie chodzi o wielkie przemówienia czy idealne odpowiedzi. Chodzi o to, czy w moim życiu widać nadzieję. Czy ktoś, patrząc na mnie, może zapytać: „skąd ty to masz?” I czy ja potrafię odpowiedzieć – spokojnie, z łagodnością, bez agresji, że umiałem przyjąć dar Boga…
Ewangelia spina wszystko razem. Jezus mówi: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.” Czyli miłość do Boga nie jest tylko uczuciem. Ona ma swój kształt w codzienności – w decyzjach, wyborach, relacjach. I najpiękniejsza obietnica: „Ja będę prosił Ojca, a da wam innego Pocieszyciela – Ducha Prawdy.”
To znaczy, że nie jestem sam w tej drodze. Nie jestem zdany tylko na swoje siły. Jest Ktoś, kto mnie prowadzi, przypomina, umacnia. I jeszcze jedno zdanie, które bardzo we mnie zostaje: „Nie zostawię was sierotami.”
To jest coś, co trafia prosto w serce. Bo każdy z nas ma w sobie jakieś doświadczenie samotności, zagubienia, braku. A Jezus mówi jasno: nie jesteś sam.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie do tego, żeby:
- bardziej zaufać obecności Ducha Świętego w moim życiu,
- żyć w sposób, który pokazuje nadzieję,
- i kochać Boga nie tylko słowami, ale konkretnym życiem.
Na koniec modlitwa:
–„Jezu, dziękuję Ci, że nie zostawiasz mnie samego. Daj mi wrażliwość na Ducha Świętego, który jest we mnie. Ucz mnie żyć tak, żeby inni mogli zobaczyć nadzieję, którą od Ciebie otrzymuję.” popraw poniedziałek do tego stylu,
G