22 VII 2026 Środa Święto św. Marii Magdaleny Pnp 8, 6-7 | 2 Kor 5, 14-17 | Ps 63 | J 20, 1. 11-18

wersja krótsza

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do miłości, która jest mocniejsza niż śmierć. Święta Maria Magdalena pokazuje serce, które szuka Jezusa, tęskni za Nim, płacze po Jego stracie, ale nie odchodzi od miejsca bólu. I właśnie tam, przy grobie, spotyka Zmartwychwstałego.

Pieśń nad Pieśniami mówi: „Jak śmierć potężna jest miłość.”

Po ludzku śmierć wydaje się potężna. Zabiera, rozdziela, zostawia pustkę. Ale w Chrystusie miłość jest potężniejsza niż śmierć. Grób nie zatrzymał Jezusa. Kamień nie zamknął Jego miłości. Ciemność Wielkiego Piątku nie była ostatnim słowem.

To daje nadzieję także mnie. Bo są we mnie miejsca, które czasem wydają się martwe: nadzieja, gorliwość, modlitwa, relacje, pragnienie dobra. Dzisiejsze Słowo mówi: miłość Chrystusa może wejść także tam. Może podnieść to, co obumarło.

Święty Paweł mówi: „Miłość Chrystusa przynagla nas.”

Nie lęk, nie przymus, nie sama powinność, ale miłość Chrystusa ma mnie prowadzić. Jeśli naprawdę wierzę, że Jezus umarł i zmartwychwstał za mnie, nie mogę żyć byle jak. Spotkanie z Chrystusem czyni człowieka nowym stworzeniem. Nie od razu doskonałym, ale nowym: z nowym pragnieniem, spojrzeniem, nadzieją i sercem.

Psalm woła: „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza.”

To jest modlitwa Marii Magdaleny. Ona naprawdę szukała Pana. Nie zadowoliła się wspomnieniem. Nie mogła zostać obojętna. Jej miłość była spragniona obecności Jezusa.

Ewangelia pokazuje ją przy grobie. Płacze, bo kocha. Jezus pyta: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”

To pytanie Jezus zadaje także mnie. Przy jakim grobie stoję? Czego nie potrafię oddać? Jaki smutek zasłania mi obecność Pana?

Maria nie rozpoznaje Jezusa od razu. Widzi Go, ale myśli, że to ogrodnik. Tak bywa i ze mną. Jezus jest blisko, ale łzy, lęk albo przywiązanie do bólu sprawiają, że Go nie widzę. Wszystko zmienia się, gdy On mówi: „Mario!”

Jezus woła ją po imieniu. To jest najpiękniejszy moment. Zmartwychwstały zna moje imię. Zna moje łzy, moją historię, moje szukanie i moje pragnienia. Nie jestem dla Niego anonimowy.

Po spotkaniu Maria zostaje posłana. Ma powiedzieć uczniom, że widziała Pana. To bardzo ważne. Kto spotkał Zmartwychwstałego, nie może zatrzymać Go tylko dla siebie.

W tygodniu św. Krzysztofa to wezwanie brzmi szczególnie mocno. Święty Krzysztof według tradycji niesie Chrystusa. Maria Magdalena po spotkaniu przy grobie także niesie Chrystusa — niesie Jego zwycięstwo, Jego słowo, Jego nadzieję. Ja także mam nieść Chrystusa: w domu, parafii, pracy, podróży, na drodze, za kierownicą, w cierpliwości i pokoju.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym szukał Jezusa jak Maria Magdalena, pozwolił Mu wołać mnie po imieniu i nie zatrzymywał się przy grobach strat, ale niósł innym nadzieję zmartwychwstania.

Modlitwa:
Panie Jezu Zmartwychwstały, przychodź do mnie tam, gdzie płaczę i gdzie nie widzę już nadziei. Wołaj mnie po imieniu, abym rozpoznał Twoją obecność. Przez wstawiennictwo św. Marii Magdaleny naucz mnie szukać Ciebie z miłością i głosić innym, że Ty żyjesz. Amen.

wersja dłuższa

 

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do samego serca wiary: do miłości, która jest mocniejsza niż śmierć. Nie chodzi dziś o miłość powierzchowną, chwilową, łatwą. Chodzi o miłość, która szuka, tęskni, płacze, nie poddaje się, idzie aż do grobu i tam spotyka Zmartwychwstałego.

W pierwszym czytaniu z Pieśni nad Pieśniami słyszę słowa niezwykle mocne: „Jak śmierć potężna jest miłość.”
To zdanie bardzo mnie zatrzymuje. Bo człowiek często doświadcza, jak potężna wydaje się śmierć. Śmierć rozdziela. Zabiera. Zostawia pustkę. Odbiera ludzkie siły. Stawia człowieka wobec tajemnicy, przed którą sam jest bezradny. A jednak Słowo Boże mówi, że miłość jest potężna jak śmierć.

A w świetle Ewangelii wiem jeszcze więcej: miłość Chrystusa jest potężniejsza niż śmierć. Grób nie zatrzymał Jezusa. Kamień nie zamknął Jego miłości. Ciemność Wielkiego Piątku nie była ostatnim słowem. To daje mi ogromną nadzieję. Bo są w moim życiu takie miejsca, które czasem wydają się martwe. Martwa nadzieja. Martwa gorliwość. Martwe relacje. Martwa modlitwa. Martwe pragnienie dobra.

A dzisiejsze Słowo mówi mi: miłość Boga może wejść także tam. Może dotknąć tego, co obumarło. Może rozpalić to, co wygasło. Może podnieść serce, które już straciło siły. Pieśń nad Pieśniami mówi też: „Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości.” Jak bardzo potrzebuję tego zdania.

Bo są takie „wody wielkie”, które próbują zgasić miłość w człowieku. Wody zranień. Wody rozczarowania. Wody zmęczenia. Wody grzechu. Wody samotności. Wody lęku. Wody codziennych obowiązków, które czasem przygniatają serce. Ale miłość Boga nie gaśnie. Moja miłość może słabnąć, ale Jego miłość pozostaje wierna. Moje serce może się męczyć, ale Jego Serce nie przestaje kochać. Drugie czytanie z Listu do Koryntian prowadzi mnie jeszcze głębiej.

Święty Paweł mówi: „Miłość Chrystusa przynagla nas.” To zdanie jest jak ogień. Nie lęk. Nie przymus. Nie sama powinność. Nie opinia ludzi. Ale miłość Chrystusa ma mnie przynaglać. To znaczy: poruszać od środka, prowadzić, mobilizować, nie pozwalać żyć byle jak. Jeśli naprawdę odkryłem, że Chrystus umarł za mnie i zmartwychwstał, nie mogę żyć tak, jakby to nic nie zmieniało. Paweł mówi: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem.”

To jest bardzo mocne. Wiara nie jest tylko dodatkiem do dawnego życia. Nie jest pobożną dekoracją. Nie jest chwilowym wzruszeniem. Spotkanie z Chrystusem czyni człowieka nowym. Nie od razu doskonałym. Ale nowym. Z nowym spojrzeniem. Z nowym sercem. Z nowym pragnieniem. Z nową nadzieją. Święta Maria Magdalena jest świadkiem tej przemiany. Doświadczyła miłości Jezusa, która ją ocaliła, oczyściła i poprowadziła. A potem ta miłość przynaglała ją, aby szukać Pana, trwać przy Nim, a w końcu stać się pierwszą zwiastunką zmartwychwstania.

Psalm jest modlitwą serca spragnionego Boga: „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza.” To bardzo pasuje do Marii Magdaleny. Ona szukała Jezusa. Szukała Go o poranku. Szukała Go we łzach. Szukała Go przy grobie. Nie mogła się pogodzić z tym, że Go zabrano.

I pytam dziś siebie: Czy ja naprawdę szukam Jezusa? Czy moja dusza Go pragnie? Czy może przyzwyczaiłem się do Jego obecności tak bardzo, że przestałem za Nim tęsknić?
Psalm mówi: „Do Ciebie lgnie moja dusza.” To jest obraz wiary bardzo osobistej. Nie tylko poprawnej. Nie tylko obowiązkowej. Wiary, która lgnie do Boga, bo wie, że bez Niego usycha. Jak ziemia spragniona wody, tak moje serce potrzebuje Boga. Mogę próbować napełniać je wieloma rzeczami, ale jeśli nie ma Boga, pozostaje głód.

Ewangelia prowadzi mnie do poranka zmartwychwstania. Maria Magdalena przychodzi do grobu, gdy jest jeszcze ciemno. Widzi kamień odsunięty. Potem stoi przy grobie i płacze. To bardzo ludzkie. Maria płacze, bo kocha. Płacze, bo straciła Tego, który nadał sens jej życiu. Płacze, bo nie rozumie jeszcze, że śmierć została pokonana. I wtedy pada pytanie: „Niewiasto, czemu płaczesz?”

To pytanie Jezus zadaje dziś także mnie. Czemu płaczesz? Co nosisz w sercu? Jaki ból cię zatrzymuje? Jakiej straty nie potrafisz oddać Bogu? Jakiego grobu pilnujesz, jakby tam miało być ostatnie słowo? Maria odpowiada, szukając ciała Jezusa. Nie rozpoznaje Go od razu. Widzi Go, ale myśli, że to ogrodnik. To także jest bliskie mojemu życiu. Czasem Jezus jest bliżej, niż myślę, a ja Go nie rozpoznaję. Jest w Słowie. Jest w Eucharystii. Jest w drugim człowieku. Jest w wydarzeniach, które trudno zrozumieć. Jest w ciszy modlitwy. Jest nawet przy grobie moich strat. Ale moje łzy, lęk albo przywiązanie do własnego bólu mogą sprawić, że Go nie widzę. Wszystko zmienia się, gdy Jezus mówi jedno słowo:

„Mario!”
Wzywa ją po imieniu. To najpiękniejszy moment tej Ewangelii. Zmartwychwstały nie przemawia najpierw wielkim kazaniem. Nie tłumaczy wszystkiego. Nie zaczyna od nauki. Woła ją po imieniu. I ona rozpoznaje Pana. To mówi mi bardzo wiele o modlitwie. Jezus zna moje imię. Nie jestem dla Niego jednym z wielu. Nie jestem anonimowy. Nie jestem przypadkiem. On zna moją historię, moje łzy, moje szukanie, moje upadki i moje pragnienia.
I gdy woła mnie po imieniu, moje serce zaczyna wracać do życia. Maria odpowiada: „Rabbuni.” To znaczy: Nauczycielu. Od tej chwili jej płacz zaczyna przemieniać się w misję. Jezus mówi: „Udaj się do moich braci i powiedz im…” To bardzo ważne.

Kto spotkał Zmartwychwstałego, nie może zatrzymać Go tylko dla siebie. Maria Magdalena zostaje posłana. Miłość, która szukała Jezusa przy grobie, staje się miłością, która niesie Dobrą Nowinę innym. I tutaj pięknie łączy się to z trwającym tygodniem św. Krzysztofa.

Święty Krzysztof według tradycji niesie Chrystusa. Maria Magdalena po spotkaniu ze Zmartwychwstałym także niesie Chrystusa — niesie Jego słowo, Jego zwycięstwo, Jego nadzieję.

To jest również moje powołanie. Nieść Chrystusa. Nie tylko w wielkich wydarzeniach. Nie tylko w kościele. Ale w drodze. W podróży. W samochodzie. W codziennych spotkaniach. W rodzinie. W pracy. W parafii. W cierpliwości na drodze. W odpowiedzialności za życie. W dobrym słowie.

W pokoju, który wnoszę między ludzi.

Tydzień św. Krzysztofa przypomina mi, że każda droga może stać się miejscem świadectwa. Gdy prowadzę samochód, gdy podróżuję, gdy idę do drugiego człowieka — mam nieść w sobie Chrystusa. Nie mogę nieść Go agresją. Nie mogę nieść Go pośpiechem, który lekceważy życie. Nie mogę nieść Go brakiem cierpliwości. Mogę Go nieść pokojem, odpowiedzialnością, modlitwą, szacunkiem i miłością.

Maria Magdalena uczy mnie jeszcze jednego: aby nie zatrzymać się przy grobie. Nie mogę całe życie żyć tylko stratą. Nie mogę stale wracać tylko do bólu. Nie mogę szukać żywego Boga pośród umarłych nadziei. Jezus żyje. I jeśli naprawdę Go spotykam, On posyła mnie dalej.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie:

  • abym uwierzył, że miłość Chrystusa jest mocniejsza niż śmierć,
  • abym pozwolił, by ta miłość przynaglała mnie do nowego życia,
  • abym szukał Boga z pragnieniem serca, jak Maria Magdalena,
  • abym usłyszał, że Jezus woła mnie po imieniu,
  • abym nie zatrzymywał się przy grobach moich strat i lęków,
  • abym niósł innym nadzieję zmartwychwstania,
  • i abym w tygodniu św. Krzysztofa pamiętał, że każda droga jest okazją, by nieść Chrystusa odpowiedzialnością, pokojem i miłością.

Bo chrześcijanin nie jest człowiekiem, który tylko wspomina pusty grób. Chrześcijanin jest człowiekiem, który spotkał Żyjącego i idzie powiedzieć innym: „Widziałem Pana.”

Modlitwa
Panie Jezu Zmartwychwstały, dziękuję Ci za miłość mocniejszą niż śmierć. Dziękuję, że przychodzisz także wtedy, gdy stoję przy grobie moich strat, lęków i smutków. Wołaj mnie po imieniu, abym rozpoznał Twoją obecność i pozwolił się podnieść. Przez wstawiennictwo św. Marii Magdaleny rozpal we mnie pragnienie szukania Ciebie i odwagę głoszenia, że Ty żyjesz. Przez wstawiennictwo św. Krzysztofa strzeż wszystkich kierowców, podróżujących i pielgrzymów. Naucz mnie na każdej drodze nieść Ciebie innym przez odpowiedzialność, cierpliwość, pokój i miłość. Amen.

 

21 VII 2026 Wtorek – rozważanie Mi 7, 14-15. 18-20 | Ps 85 (84) | Mt 12, 46-50

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do serca Boga, który nie zatrzymuje się na moim grzechu. Widzi go naprawdę, ale nie po to, żeby mnie nim przygnieść. Bóg objawia się jako Ten, który przebacza, podnosi, prowadzi i na nowo włącza człowieka do swojej rodziny.

Pierwsze czytanie z proroka Micheasza jest wielką pieśnią nadziei. Prorok woła do Boga: „Paś lud Twój laską Twoją.”

To zdanie ukazuje Boga jako Pasterza. Nie jako kogoś dalekiego. Nie jako sędziego, który tylko czeka na błąd. Ale jako Pasterza, który zna swoją owczarnię, troszczy się o nią, prowadzi ją, chroni i karmi.

To bardzo mocno łączy się z tygodniem św. Krzysztofa. Bo każdy człowiek jest w drodze. Każdy dokądś zmierza. Nie tylko kierowca na drodze. Nie tylko pielgrzym w autokarze. Nie tylko podróżny w samochodzie. Całe moje życie jest drogą. I dlatego potrzebuję Pasterza.

Potrzebuję Boga, który mnie prowadzi, bo sam mogę łatwo zabłądzić. Mogę pomylić drogę wygodną z drogą dobrą. Mogę iść za pośpiechem, ambicją, złością, lękiem albo pychą. Mogę prowadzić swoje życie tak, jakby najważniejsze było dotrzeć szybko, a nie dotrzeć bezpiecznie do celu, którym jest zbawienie.

Prorok Micheasz mówi dalej o Bogu słowa pełne zachwytu: „Któryż Bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek?”

To pytanie jest właściwie uwielbieniem. Nie ma Boga takiego jak nasz Pan. Człowiek często pamięta cudze winy długo. Bóg przebacza naprawdę. Człowiek potrafi wypominać. Bóg podnosi. Człowiek nieraz wraca do dawnych ran. Bóg wrzuca grzechy w głębokości morskie.

Ten obraz jest niezwykle mocny: „Wrzucisz w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy.”

Bóg nie trzyma moich grzechów na brzegu, żeby mi je ciągle pokazywać. Nie zostawia ich w zasięgu ręki, abym stale żył poczuciem winy. On wrzuca je w głębokości. Tam, gdzie nie mam już po nie wracać. To bardzo ważne. Bo czasem człowiek po spowiedzi nadal wraca do swoich grzechów tak, jakby Bóg naprawdę ich nie przebaczył. Czasem bardziej wierzę własnemu oskarżeniu niż Bożemu miłosierdziu. Czasem sam siebie trzymam przywiązanym do przeszłości, którą Bóg już chce zatopić w morzu swojego przebaczenia.

Dzisiejsze Słowo mówi mi: pozwól Bogu przebaczyć do końca. Nie usprawiedliwiaj grzechu. Nie lekceważ zła. Ale uwierz, że miłosierdzie Boga jest większe.

Psalm odpowiada modlitwą: „Okaż nam, Panie, miłosierdzie swoje.” To jest modlitwa bardzo prosta, ale głęboka. Nie proszę najpierw o wygodne życie. Nie proszę tylko o rozwiązanie spraw zewnętrznych. Proszę o miłosierdzie. Bo miłosierdzie jest najgłębszą potrzebą mojego serca.

Potrzebuję miłosierdzia, gdy upadam.

Potrzebuję miłosierdzia, gdy ranię innych.

Potrzebuję miłosierdzia, gdy jestem zmęczony sobą.

Potrzebuję miłosierdzia, gdy nie umiem zacząć od nowa.

Psalm mówi także: „Czyż to nie Ty przywrócisz nam życie?”

To zdanie bardzo mnie porusza. Bo przebaczenie Boga nie jest tylko wykreśleniem winy. Jest przywróceniem życia. Człowiek pojednany z Bogiem zaczyna oddychać inaczej. Wraca pokój. Wraca nadzieja. Wraca odwaga. Wraca pragnienie dobra. Wraca zdolność do miłości. To także ważne w tygodniu św. Krzysztofa. Modląc się o bezpieczeństwo na drogach, proszę nie tylko o szczęśliwy przejazd. Proszę także o serce pojednane z Bogiem. Bo najważniejsza podróż to droga do wieczności.

Mogę mieć sprawny samochód, dobre światła, pełny bak i najlepszą trasę, a jednocześnie serce dalekie od Boga.

A mogę jechać zwyczajną drogą, w codzienności, ale z sercem pełnym łaski, pokoju i odpowiedzialności.

Aklamacja przypomina słowa Jezusa: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego.” To zdanie prowadzi mnie prosto do Ewangelii. Miłość do Jezusa nie jest tylko uczuciem. Nie jest tylko wzruszeniem. Nie jest tylko deklaracją. Miłość do Jezusa sprawdza się w słuchaniu i wypełnianiu Jego słowa.

Ewangelia pokazuje scenę, w której do Jezusa przychodzą Jego Matka i krewni. Ktoś mówi: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą.” Jezus odpowiada słowami, które na pierwszy słuch mogą wydawać się trudne: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” A potem wskazuje na uczniów i mówi: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.” Jezus nie odrzuca Maryi.

Przeciwnie. On pokazuje, co jest najgłębszym źródłem Jej wielkości.

Maryja jest najbliżej Jezusa nie tylko dlatego, że Go urodziła, ale dlatego, że całym życiem pełniła wolę Ojca. Jej „fiat” było drogą posłuszeństwa.

Była Matką, bo słuchała. Była uczennicą, bo wierzyła. Była blisko Jezusa, bo sercem należała do Boga. To Słowo jest dla mnie wielką nadzieją. Jezus mówi, że ja także mogę należeć do Jego rodziny. Nie przez więzy krwi. Nie przez pochodzenie. Nie przez zewnętrzne tytuły. Ale przez pełnienie woli Ojca. To bardzo piękne, ale też wymagające. Bo nie wystarczy mówić: jestem wierzący. Nie wystarczy znać Jezusa z daleka. Nie wystarczy stać obok. Trzeba słuchać Ojca i wypełniać Jego wolę w codzienności. W rodzinie. W pracy. W parafii. Na drodze. Za kierownicą. W rozmowie. W sposobie reagowania na drugiego człowieka. W tygodniu św. Krzysztofa to Słowo nabiera bardzo konkretnego znaczenia. Pełnić wolę Ojca to także być odpowiedzialnym w drodze. Nie narażać życia swojego i innych. Nie prowadzić z pychą. Nie dawać się ponieść złości. Nie traktować przepisów jak przeszkody, ale jak ochronę życia. Nie zamieniać drogi w miejsce rywalizacji. Nie zapominać, że za każdym samochodem, za każdym pieszym, za każdym rowerzystą stoi człowiek kochany przez Boga.

Święty Krzysztof według tradycji niósł Chrystusa. I to jest piękny obraz mojego powołania. Mam nieść Chrystusa tam, gdzie jestem. Nie tylko w kościele. Także na drodze. Także w samochodzie. Także w podróży. Także wtedy, gdy ktoś mnie zdenerwuje. Także wtedy, gdy się śpieszę. Także wtedy, gdy łatwo stracić cierpliwość.

Jeśli należę do rodziny Jezusa, moje życie ma pokazywać, że słucham Ojca. A słuchanie Ojca zawsze prowadzi do większej miłości, odpowiedzialności i pokoju. Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie:

  • abym pozwolił Bogu być Pasterzem mojej drogi,
  • abym uwierzył, że On naprawdę wrzuca moje grzechy w głębokości morskie,
  • abym nie wracał do win, które oddałem Jego miłosierdziu,
  • abym prosił o życie odnowione przez przebaczenie,
  • abym należał do rodziny Jezusa przez pełnienie woli Ojca,
  • abym w tygodniu św. Krzysztofa modlił się za kierowców i podróżujących,
  • i abym sam niósł Chrystusa przez odpowiedzialność, cierpliwość i szacunek dla życia.

Bo prawdziwa droga z Bogiem zaczyna się od serca pojednanego. A człowiek, który doświadczył miłosierdzia, może stać się dla innych znakiem pokoju.

Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za miłosierdzie Ojca, który nie zatrzymuje moich grzechów, ale wrzuca je w głębokości morskie. Naucz mnie wierzyć w przebaczenie i nie wracać do tego, co Ty już odpuściłeś. Prowadź mnie jak Dobry Pasterz na drogach życia. Spraw, abym pełnił wolę Ojca i naprawdę należał do Twojej rodziny. Przez wstawiennictwo św. Krzysztofa strzeż wszystkich kierowców, podróżujących i pielgrzymów. Daj nam serca odpowiedzialne, cierpliwe i pełne szacunku dla życia. Spraw, abym wszędzie, dokąd idę i jadę, niósł Ciebie innym. Amen.

20 VII 2026 Poniedziałek Mi 6, 1-4. 6-8 | Ps 50 | Mt 12, 38-42

Poniedziałek Mi 6, 1-4. 6-8 | Ps 50 | Mt 12, 38-42

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do pytania o istotę prawdziwej religii. Czego naprawdę chce ode mnie Bóg? Czy wystarczy Mu zewnętrzna pobożność, modlitwy, gesty, ofiary i słowa? Czy może pragnie czegoś głębszego — serca sprawiedliwego, życzliwego i pokornego?

Prorok Micheasz pokazuje Boga, który jakby staje przed swoim ludem i pyta: „Ludu mój, cóżem ci uczynił?”

To pytanie bardzo mnie zatrzymuje. Bóg przypomina swoją dobroć. Wyprowadził lud z Egiptu, wybawił z niewoli, prowadził, dawał proroków, nie zostawił samego. Jakby mówił: przypomnij sobie, ile dobra ci uczyniłem.

I ja też muszę dziś zrobić taki rachunek pamięci. Czy pamiętam dobro Boga w moim życiu? Czy pamiętam chwile, w których mnie prowadził, przebaczał, podnosił, ocalał? Czy może łatwiej pamiętam braki, trudności i niespełnione oczekiwania niż łaski, które już otrzymałem?

Potem pada pytanie człowieka: „Z czym stanę przed Panem?”

Człowiek chce wiedzieć, jaką ofiarę złożyć. Może całopalenia? Może tysiące baranów? Może strumienie oliwy? A prorok odpowiada jednym z najpiękniejszych zdań Pisma Świętego:

„Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre i czego żąda Pan od ciebie: pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim.”

To jest bardzo konkretne. Bóg nie chce religijności oderwanej od życia. Nie chce modlitwy bez sprawiedliwości. Nie chce ofiar bez miłosierdzia. Nie chce pobożności bez pokory.

To Słowo każe mi zapytać: czy jestem sprawiedliwy wobec ludzi? Czy umiem być życzliwy nie tylko wobec tych, których lubię? Czy chodzę z Bogiem pokornie, czy próbuję narzucać Mu swoją wolę? Czy moja religijność prowadzi mnie do większej dobroci?

Psalm przypomina: „Temu, kto prawy, ukażę zbawienie.”

Bóg nie odrzuca ofiar dlatego, że są złe. Odrzuca pustą religijność, która nie przemienia serca. Można mówić o Bogu, a nie słuchać Boga. Można znać przykazania, a nie pozwalać im dotknąć sumienia. Można pięknie modlić się ustami, ale sercem pozostać zamkniętym.

Ewangelia pokazuje uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy proszą Jezusa o znak. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to dobra prośba. Ale oni widzieli już wiele. Słyszeli naukę Jezusa, widzieli uzdrowienia, znali Jego czyny. Problem nie polegał na braku znaków. Problemem było serce, które nie chciało się nawrócić.

Jezus mówi o znaku Jonasza. To zapowiedź Jego śmierci i zmartwychwstania. Największym znakiem Boga nie jest widowisko. Największym znakiem jest krzyż i pusty grób. Jeśli ten znak mnie nie porusza, jeśli miłość Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego nie przemienia mojego serca, to będę ciągle szukał kolejnych dowodów, a nie podejmę nawrócenia.

W tygodniu św. Krzysztofa to Słowo schodzi bardzo praktycznie na drogę. Prawdziwa religia sprawdza się także za kierownicą, w podróży, w pośpiechu, w relacji do innych uczestników drogi. Czy jestem sprawiedliwy? Czy jestem życzliwy? Czy jestem pokorny? Czy szanuję życie swoje i innych?

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie szukał pustych znaków, ale odpowiadał na znak krzyża i zmartwychwstania. Zaprasza mnie do religii prawdziwej: sprawiedliwości, życzliwości i pokornego chodzenia z Bogiem.

Modlitwa:
Panie Jezu, uwolnij mnie od pobożności pustej i powierzchownej. Naucz mnie pełnić sprawiedliwość, kochać życzliwość i pokornie chodzić z Tobą każdego dnia. Nie pozwól mi domagać się ciągle nowych znaków, jeśli nie odpowiadam na Twoją miłość objawioną w krzyżu i zmartwychwstaniu. Amen.

19 VII. 2026 16 Niedziela Zwykła

  1. Rozpoczynamy XXVII Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa pod hasłem „Uczniowie-misjonarze światłem świata na drogach”. Modlitwom za kierowców towarzyszy akcja „1 grosz za 1 kilometr szczęśliwej jazdy”, z której dochód wspiera misjonarzy w zakupie środków transportu. Puszka przy darach. Bóg zapłać za ofiary
  2. Bóg zapłać posprzątanie rodzinom Pietraszek i Góra. O przygotowanie kościoła  na następną niedzielę proszę kolejne dwie rodziny.
  3. Bóg zapłać za ofiary na kościół Maria Andrzejczak 500 zł oraz  kopertowe: Mazur Teresa 200 zł.
  4. Liturgiczne wspomnienia i wydarzenia tygodnia
    środa   Wspomnienie św. Marii Magdaleny. O 18 Msza i nabożeństwo w intencji dusz czyśćcowych. O 19.00 Msza w 30 dz. po śmierci +Stanisława Wielebę
    czwartek  święto  św. Brygidy
    -piątek wspomnienie św. Kingi
    sobota   święto św. Jakuba Apostoła.  O 19.30 Msza wynagradzająca MB za grzechy, Różaniec i czuwanie do 21.00 zakończone różańcem
    -Niedziela –kończymy tydzień modlitw w intencji kierowców błogosławieństwem pojazdów po każdej Mszy.
  5. W tym tygodniu rocznicę śmierci obchodzą kapłani: Zakrzewski Władysław, ks. Ostrowski Franciszek, ks. Szozda Stanisław, ks. Dudek Jan, ks. Chromiak Wacław, ks. Pikula Piotr, ks. Wnuk Jan, ks. Bąk Edward, ks. Zahajkiewicz Marek,, Nasi parafianie: Łach Jan, Koszałka Lucjan, Brzezina Bronisław, Pietraszek Zbigniew Przed miesiącem odszedł do Pana +Stanisław Wieleba. Polećmy ich wszystkich Miłosiernemu Bogu: Wieczny odpoczynek…

G

19. VII. 2026 XVI Niedziela Zwykła

Mdr 12, 13. 16-19 | Ps 86 (85) | Rz 8, 26-27 | Mt 13, 24-43
Rozpoczynający się tydzień św. Krzysztofa
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do kontemplacji Boga, który jest mocny, ale nie używa swojej mocy przeciw człowiekowi. Jest sprawiedliwy, ale Jego sprawiedliwość nie jest zimna. Jest Panem wszystkiego, a jednak okazuje cierpliwość, łagodność i miłosierdzie.
Pierwsze czytanie z Księgi Mądrości mówi: „Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga.”
To zdanie bardzo mnie zatrzymuje. Bo po ludzku bywa inaczej. Człowiek, kiedy ma władzę, możliwości, przewagę albo rację, często chce to natychmiast pokazać. Chce wygrać, postawić na swoim, udowodnić swoją siłę.
A Bóg jest inny. Jego potęga nie niszczy człowieka. Jego moc nie upokarza. Jego sprawiedliwość nie jest zemstą. Bóg jest tak wielki, że może być cierpliwy. Tak mocny, że nie musi krzyczeć. Tak sprawiedliwy, że nie przestaje być miłosierny.
Księga Mądrości mówi dalej, że Bóg sądzi łagodnie i rządzi nami z wielką oględnością. To bardzo pocieszające, ale też wymagające. Bo jeśli Bóg tak postępuje ze mną, to ja także powinienem uczyć się takiego spojrzenia na innych.
Czy jestem cierpliwy wobec słabości drugiego człowieka? Czy potrafię dać komuś czas? Czy nie przekreślam zbyt szybko? Czy nie osądzam człowieka tylko po jednym błędzie, jednym słowie, jednym upadku?
Bóg dzisiaj uczy mnie, że prawdziwa siła nie polega na tym, by natychmiast ukarać. Prawdziwa siła polega na tym, by umieć kochać cierpliwie i prowadzić człowieka ku nawróceniu.
Psalm odpowiada pięknym wyznaniem: „Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy.” To jest modlitwa serca, które wie, do Kogo należy. Bóg jest dobry.
Nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się po mojej myśli.
Nie tylko wtedy, gdy od razu widzę owoce modlitwy.
Nie tylko wtedy, gdy czuję pokój.
Bóg jest dobry zawsze.
Psalmista mówi także: „Tyś wielki i działasz cuda.” Jak bardzo potrzebuję tej wiary. Bo czasem patrzę bardziej na trudności niż na dobroć Boga. Bardziej na chwasty niż na zboże. Bardziej na to, co nieudane, niż na to, co Pan cierpliwie wciąż uprawia w moim sercu.
A Psalm przypomina mi: Bóg jest łaskawy, cierpliwy, pełen miłosierdzia. On nie rezygnuje ze mnie, nawet jeśli we mnie samym rośnie jeszcze wiele chwastów.
Drugie czytanie z Listu do Rzymian dotyka bardzo głęboko mojego wnętrza.
Święty Paweł mówi: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości.” To jedno zdanie jest ogromnym pocieszeniem. Bo ja naprawdę jestem słaby.
Nie zawsze umiem się modlić. Nie zawsze wiem, o co prosić. Nie zawsze rozumiem siebie. Nie zawsze potrafię nazwać to, co dzieje się w sercu.
Są takie chwile, kiedy modlitwa staje się tylko westchnieniem.
Są takie dni, kiedy człowiek klęka przed Bogiem i nie ma słów.
Są takie ciężary, które trudno wypowiedzieć.
A wtedy Duch Święty przychodzi z pomocą. Nie zostawia mnie samego z moją nieporadnością. Modli się we mnie. Podnosi mnie od środka. Uczy wołać do Boga nawet wtedy, gdy moje usta milczą. To bardzo ważne także wobec dzisiejszej Ewangelii. Bo jeśli widzę w sobie chwasty, jeśli widzę słabość, nie muszę wpadać w rozpacz. Mam prosić Ducha Świętego, aby pomagał mi rozpoznawać, co jest z Boga, a co nie jest z Boga.
Aklamacja przypomina: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.” Bóg objawia swoje tajemnice sercu prostemu. Nie sercu pysznemu. Nie sercu przekonanemu o własnej bezbłędności. Nie sercu, które wszystko chce od razu osądzić. Ale sercu pokornemu, które pozwala Bogu być Bogiem.
Ewangelia prowadzi mnie do przypowieści o chwaście wśród zboża.  Jezus mówi o człowieku, który posiał dobre ziarno na swojej roli. Ale w nocy przyszedł nieprzyjaciel i nasiał chwastu między pszenicę. To bardzo prawdziwy obraz życia.
Bóg sieje dobro. W moim sercu. W rodzinie. W parafii. W świecie. Ale zły także próbuje siać swoje ziarno. Sieje niezgodę. Podejrzliwość. Pychę. Zniechęcenie. Obojętność. Grzech.
I czasem człowiek patrzy na życie i pyta: skąd tyle chwastu? Skąd tyle zła? Skąd tyle napięć, ran, podziałów, słabości? Słudzy z przypowieści chcą natychmiast wyrwać chwast. To bardzo ludzkie. Chcielibyśmy szybko oddzielić dobrych od złych. Szybko uporządkować świat. Szybko osądzić, kto jest pszenicą, a kto chwastem.
Ale gospodarz mówi: „Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa.” To zdanie uczy mnie cierpliwości Boga. Nie obojętności na zło. Nie zgody na grzech. Ale cierpliwości, która daje czas na nawrócenie. Bóg widzi więcej niż ja. Ja widzę fragment. Bóg widzi całe serce. Ja mogę pomylić chwast ze zbożem. Bóg zna prawdę. Ja mogę kogoś przekreślić zbyt szybko. Bóg jeszcze daje mu czas.
Ta Ewangelia każe mi popatrzeć także na siebie. Bo przecież w moim sercu nie ma tylko czystego zboża. Są dobre pragnienia, modlitwa, wiara, miłość, ale są też chwasty: egoizm, niecierpliwość, osąd, lenistwo, pycha, przywiązania. I Bóg mnie nie przekreśla. On cierpliwie uprawia moje serce. Daje Słowo. Daje sakramenty. Daje napomnienia. Daje czas. Daje łaskę.
Ale ta cierpliwość Boga nie może stać się dla mnie usprawiedliwieniem lenistwa duchowego. To, że Bóg jest cierpliwy, nie znaczy, że mam odkładać nawrócenie. Przeciwnie — Jego cierpliwość jest zaproszeniem, abym dziś zaczął wybierać dobro.
Dzisiejsza niedziela rozpoczyna także tydzień św. Krzysztofa. To piękna okazja, aby modlić się za kierowców, podróżujących, pielgrzymów i wszystkich, którzy codziennie są w drodze. Święty Krzysztof przypomina mi, że droga nie jest tylko przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Droga jest także obrazem życia. Każdy człowiek jest pielgrzymem. Każdy dokądś zmierza. Każdy dzień przybliża mnie albo do Boga, albo oddala od Niego.
Dlatego w tygodniu św. Krzysztofa warto zapytać nie tylko o bezpieczeństwo na drogach, ale także o odpowiedzialność serca. Jakim jestem człowiekiem w drodze? Czy prowadzę z cierpliwością? Czy szanuję życie swoje i innych? Czy nie siadam za kierownicę z pychą, pośpiechem, złością, lekceważeniem przepisów? Czy pamiętam, że samochód może służyć dobru, ale w rękach człowieka nieodpowiedzialnego może stać się narzędziem krzywdy?
Kierowca nie prowadzi tylko pojazdu. On niesie odpowiedzialność za życie.
Za swoich bliskich. Za pieszych. Za innych kierowców. Za tych, których może nawet nie zna.
W świetle dzisiejszej Ewangelii można powiedzieć, że także na drogach objawia się to, co rośnie w sercu człowieka. Cierpliwość albo agresja. Pokora albo pycha. Szacunek albo lekceważenie. Odpowiedzialność albo egoizm.
Dlatego proszę dziś, aby św. Krzysztof uczył mnie bezpiecznej i mądrej drogi, ale także głębszego niesienia Chrystusa innym. Bo według tradycji jego imię oznacza tego, który niesie Chrystusa.
To jest moje powołanie. Mam nieść Chrystusa w domu. W parafii. W pracy. W podróży. Na drodze. W rozmowie. W sposobie reagowania. W cierpliwości wobec innych. W odpowiedzialności za słabszych.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie:
• abym uczył się od Boga cierpliwej dobroci,
• abym nie osądzał zbyt szybko drugiego człowieka,
• abym rozpoznawał chwasty we własnym sercu i pozwalał Bogu je usuwać,
• abym prosił Ducha Świętego o pomoc w mojej słabości,
• abym w tygodniu św. Krzysztofa modlił się za kierowców, podróżujących i pielgrzymów,
• abym sam był odpowiedzialny na drogach,
• i abym swoim życiem naprawdę niósł Chrystusa innym.
Bo Bóg jest dobry i łaskawy. Jest cierpliwy wobec mojego serca. Ale chce, abym Jego cierpliwość przyjął jako wezwanie do nawrócenia, odpowiedzialności i miłości.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoją dobroć, cierpliwość i miłosierdzie. Ty widzisz pszenicę i chwasty w moim sercu. Nie pozwól mi osądzać innych z pychą, ale naucz mnie zaczynać nawrócenie od siebie. Duchu Święty, przyjdź z pomocą mojej słabości, ucz mnie modlitwy i prowadź do prawdy. Przez wstawiennictwo św. Krzysztofa proszę Cię za wszystkich kierowców, podróżujących i pielgrzymów. Strzeż nas na drogach, ucz odpowiedzialności, cierpliwości i szacunku dla życia. Spraw, abym w każdej drodze i w całym życiu niósł Chrystusa innym. Amen

 

Sobota   Mi 2, 1-5 | Ps 10 | Mt 12, 14-21

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do rachunku sumienia z tego, jak traktuję drugiego człowieka. Bóg staje dziś po stronie ubogich, skrzywdzonych, zdeptanych i tych, którym odebrano pokój. Jednocześnie pokazuje mi Jezusa cichego i pokornego, który nie łamie trzciny nadłamanej i nie gasi knotka o nikłym płomyku.

Prorok Micheasz mówi: „Biada tym, którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swych łożach”. Grzech nie zawsze rodzi się nagle. Czasem najpierw pozwalam złu wejść do myśli, potem je noszę, usprawiedliwiam, a w końcu wprowadzam w czyn. Micheasz mówi o tych, którzy pożądają pól i domów, uciskają człowieka i zabierają jego dziedzictwo.

To nie jest tylko historia dawnych niesprawiedliwości. To pytanie do mojego sumienia. Czy nie wykorzystuję słabszego? Czy nie nadużywam słowa, pozycji, wpływu, doświadczenia? Czy nie zabieram komuś pokoju przez osąd, plotkę, złośliwość, obojętność albo twarde słowo? Ucisk nie zawsze ma wielką społeczną formę. Można uciskać w domu, w rozmowie, milczeniem, lekceważeniem, ciągłym upokarzaniem.

Bóg nie jest obojętny na krzywdę. To jest pocieszenie dla skrzywdzonych i przestroga dla krzywdzących. Psalm woła: „Nie zapominaj o ubogich, Panie”. Człowiek cierpiący pyta czasem: dlaczego z dala stoisz, Panie? Psalm nie udaje, że takich pytań nie ma. Ale mówi też: „Ty widzisz trud i boleść”. Bóg widzi łzy, samotność, biedę, niesprawiedliwość i serce człowieka, który nie ma siły się bronić.

Aklamacja przypomina, że w Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą i powierzył nam słowo jednania. Nie mam być człowiekiem podziału, ucisku, osądu i przemocy, ale człowiekiem pojednania. Moje słowo może ranić albo leczyć, poniżać albo podnosić, zamykać człowieka w poczuciu winy albo prowadzić go do nadziei.

Ewangelia pokazuje Jezusa, wobec którego faryzeusze naradzają się, jak Go zgładzić. Jezus czyni dobro, uzdrawia, przywraca życie, a mimo to spotyka wrogość. Nie odpowiada jednak przemocą. Nie krzyczy, nie niszczy przeciwników, nie walczy o siebie. Dalej służy i objawia Serce Ojca.

Najbardziej poruszają mnie słowa: „Trzciny zgniecionej nie złamie ani knotka tlejącego nie dogasi”. Ja też czasem jestem trzciną nadłamaną. Czasem moja wiara przypomina mały płomyk. Czasem modlitwa słabnie, nadzieja przygasa, miłość się męczy. Jezus nie dobija. Nie zawstydza. Nie gasi. On osłania słaby płomień i leczy delikatnie.

To Słowo pyta mnie bardzo konkretnie: czy ja nie łamię trzcin nadłamanych? Czy nie gaszę małego płomyka wiary w drugim człowieku? Czy nie jestem zbyt surowy wobec tych, którzy dopiero próbują wrócić? Czy nie ranię słowem człowieka, który i tak ledwo stoi?

Jezus pokazuje inną drogę: zamiast wykorzystywać słabość, trzeba ją osłonić; zamiast dobijać, trzeba podnieść; zamiast gasić, trzeba rozpalić.

Micheasz pokazuje, że Bóg szczególnie upomina się o tych, którzy nie mają siły sami się obronić. To Słowo powinno poruszać moje sumienie nie tylko wtedy, gdy myślę o wielkich krzywdach społecznych. Ono dotyczy także moich codziennych relacji. Czy w mojej obecności ktoś może czuć się bezpiecznie? Czy moje słowo daje odpoczynek, czy raczej napięcie? Czy nie buduję swojej racji kosztem godności drugiego człowieka?

Wiele zła zaczyna się od pogardy. Najpierw człowiek przestaje widzieć w drugim brata, potem łatwiej go wykorzystać, ośmieszyć, zranić albo zignorować. Dlatego dzisiejsze Słowo uczy mnie wielkiej czujności wobec małych form przemocy: ironii, upokarzania, plotki, ciągłego wypominania, traktowania kogoś jak przeszkody. Bóg widzi nie tylko czyny, ale także atmosferę, którą tworzę wokół siebie.

Obraz trzciny nadłamanej jest dla mnie jednym z najczulszych obrazów Jezusa. On wie, że człowiek bywa kruchy. Nie każdy, kto upada, chce zła. Czasem ktoś jest po prostu zmęczony, zraniony, pogubiony, zgaszony. Uczeń Jezusa nie może być tym, który dobija. Ma być kimś, kto osłania płomień, nawet jeśli jest bardzo mały. To wymaga cierpliwości, delikatności i serca, które samo wiele otrzymało od miłosiernego Pana.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie: abym badał swoje serce z ukrytej niesprawiedliwości; abym nigdy nie wykorzystywał słabości drugiego; abym pamiętał, że Bóg widzi ubogich i zranionych; abym stawał się człowiekiem pojednania; i abym uczył się od Jezusa cichości, pokory i delikatności wobec tego, co kruche.

Modlitwa: Panie Jezu, cichy i pokornego serca, przebacz mi twardość, niesprawiedliwość i słowa, które raniły. Naucz mnie nie łamać trzciny nadłamanej i nie gasić słabego płomyka. Daj mi serce wrażliwe na ubogich, skrzywdzonych i poranionych.