wersja krótsza
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do miłości, która jest mocniejsza niż śmierć. Święta Maria Magdalena pokazuje serce, które szuka Jezusa, tęskni za Nim, płacze po Jego stracie, ale nie odchodzi od miejsca bólu. I właśnie tam, przy grobie, spotyka Zmartwychwstałego.
Pieśń nad Pieśniami mówi: „Jak śmierć potężna jest miłość.”
Po ludzku śmierć wydaje się potężna. Zabiera, rozdziela, zostawia pustkę. Ale w Chrystusie miłość jest potężniejsza niż śmierć. Grób nie zatrzymał Jezusa. Kamień nie zamknął Jego miłości. Ciemność Wielkiego Piątku nie była ostatnim słowem.
To daje nadzieję także mnie. Bo są we mnie miejsca, które czasem wydają się martwe: nadzieja, gorliwość, modlitwa, relacje, pragnienie dobra. Dzisiejsze Słowo mówi: miłość Chrystusa może wejść także tam. Może podnieść to, co obumarło.
Święty Paweł mówi: „Miłość Chrystusa przynagla nas.”
Nie lęk, nie przymus, nie sama powinność, ale miłość Chrystusa ma mnie prowadzić. Jeśli naprawdę wierzę, że Jezus umarł i zmartwychwstał za mnie, nie mogę żyć byle jak. Spotkanie z Chrystusem czyni człowieka nowym stworzeniem. Nie od razu doskonałym, ale nowym: z nowym pragnieniem, spojrzeniem, nadzieją i sercem.
Psalm woła: „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza.”
To jest modlitwa Marii Magdaleny. Ona naprawdę szukała Pana. Nie zadowoliła się wspomnieniem. Nie mogła zostać obojętna. Jej miłość była spragniona obecności Jezusa.
Ewangelia pokazuje ją przy grobie. Płacze, bo kocha. Jezus pyta: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”
To pytanie Jezus zadaje także mnie. Przy jakim grobie stoję? Czego nie potrafię oddać? Jaki smutek zasłania mi obecność Pana?
Maria nie rozpoznaje Jezusa od razu. Widzi Go, ale myśli, że to ogrodnik. Tak bywa i ze mną. Jezus jest blisko, ale łzy, lęk albo przywiązanie do bólu sprawiają, że Go nie widzę. Wszystko zmienia się, gdy On mówi: „Mario!”
Jezus woła ją po imieniu. To jest najpiękniejszy moment. Zmartwychwstały zna moje imię. Zna moje łzy, moją historię, moje szukanie i moje pragnienia. Nie jestem dla Niego anonimowy.
Po spotkaniu Maria zostaje posłana. Ma powiedzieć uczniom, że widziała Pana. To bardzo ważne. Kto spotkał Zmartwychwstałego, nie może zatrzymać Go tylko dla siebie.
W tygodniu św. Krzysztofa to wezwanie brzmi szczególnie mocno. Święty Krzysztof według tradycji niesie Chrystusa. Maria Magdalena po spotkaniu przy grobie także niesie Chrystusa — niesie Jego zwycięstwo, Jego słowo, Jego nadzieję. Ja także mam nieść Chrystusa: w domu, parafii, pracy, podróży, na drodze, za kierownicą, w cierpliwości i pokoju.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym szukał Jezusa jak Maria Magdalena, pozwolił Mu wołać mnie po imieniu i nie zatrzymywał się przy grobach strat, ale niósł innym nadzieję zmartwychwstania.
Modlitwa:
Panie Jezu Zmartwychwstały, przychodź do mnie tam, gdzie płaczę i gdzie nie widzę już nadziei. Wołaj mnie po imieniu, abym rozpoznał Twoją obecność. Przez wstawiennictwo św. Marii Magdaleny naucz mnie szukać Ciebie z miłością i głosić innym, że Ty żyjesz. Amen.
wersja dłuższa
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do samego serca wiary: do miłości, która jest mocniejsza niż śmierć. Nie chodzi dziś o miłość powierzchowną, chwilową, łatwą. Chodzi o miłość, która szuka, tęskni, płacze, nie poddaje się, idzie aż do grobu i tam spotyka Zmartwychwstałego.
W pierwszym czytaniu z Pieśni nad Pieśniami słyszę słowa niezwykle mocne: „Jak śmierć potężna jest miłość.”
To zdanie bardzo mnie zatrzymuje. Bo człowiek często doświadcza, jak potężna wydaje się śmierć. Śmierć rozdziela. Zabiera. Zostawia pustkę. Odbiera ludzkie siły. Stawia człowieka wobec tajemnicy, przed którą sam jest bezradny. A jednak Słowo Boże mówi, że miłość jest potężna jak śmierć.
A w świetle Ewangelii wiem jeszcze więcej: miłość Chrystusa jest potężniejsza niż śmierć. Grób nie zatrzymał Jezusa. Kamień nie zamknął Jego miłości. Ciemność Wielkiego Piątku nie była ostatnim słowem. To daje mi ogromną nadzieję. Bo są w moim życiu takie miejsca, które czasem wydają się martwe. Martwa nadzieja. Martwa gorliwość. Martwe relacje. Martwa modlitwa. Martwe pragnienie dobra.
A dzisiejsze Słowo mówi mi: miłość Boga może wejść także tam. Może dotknąć tego, co obumarło. Może rozpalić to, co wygasło. Może podnieść serce, które już straciło siły. Pieśń nad Pieśniami mówi też: „Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości.” Jak bardzo potrzebuję tego zdania.
Bo są takie „wody wielkie”, które próbują zgasić miłość w człowieku. Wody zranień. Wody rozczarowania. Wody zmęczenia. Wody grzechu. Wody samotności. Wody lęku. Wody codziennych obowiązków, które czasem przygniatają serce. Ale miłość Boga nie gaśnie. Moja miłość może słabnąć, ale Jego miłość pozostaje wierna. Moje serce może się męczyć, ale Jego Serce nie przestaje kochać. Drugie czytanie z Listu do Koryntian prowadzi mnie jeszcze głębiej.
Święty Paweł mówi: „Miłość Chrystusa przynagla nas.” To zdanie jest jak ogień. Nie lęk. Nie przymus. Nie sama powinność. Nie opinia ludzi. Ale miłość Chrystusa ma mnie przynaglać. To znaczy: poruszać od środka, prowadzić, mobilizować, nie pozwalać żyć byle jak. Jeśli naprawdę odkryłem, że Chrystus umarł za mnie i zmartwychwstał, nie mogę żyć tak, jakby to nic nie zmieniało. Paweł mówi: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem.”
To jest bardzo mocne. Wiara nie jest tylko dodatkiem do dawnego życia. Nie jest pobożną dekoracją. Nie jest chwilowym wzruszeniem. Spotkanie z Chrystusem czyni człowieka nowym. Nie od razu doskonałym. Ale nowym. Z nowym spojrzeniem. Z nowym sercem. Z nowym pragnieniem. Z nową nadzieją. Święta Maria Magdalena jest świadkiem tej przemiany. Doświadczyła miłości Jezusa, która ją ocaliła, oczyściła i poprowadziła. A potem ta miłość przynaglała ją, aby szukać Pana, trwać przy Nim, a w końcu stać się pierwszą zwiastunką zmartwychwstania.
Psalm jest modlitwą serca spragnionego Boga: „Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza.” To bardzo pasuje do Marii Magdaleny. Ona szukała Jezusa. Szukała Go o poranku. Szukała Go we łzach. Szukała Go przy grobie. Nie mogła się pogodzić z tym, że Go zabrano.
I pytam dziś siebie: Czy ja naprawdę szukam Jezusa? Czy moja dusza Go pragnie? Czy może przyzwyczaiłem się do Jego obecności tak bardzo, że przestałem za Nim tęsknić?
Psalm mówi: „Do Ciebie lgnie moja dusza.” To jest obraz wiary bardzo osobistej. Nie tylko poprawnej. Nie tylko obowiązkowej. Wiary, która lgnie do Boga, bo wie, że bez Niego usycha. Jak ziemia spragniona wody, tak moje serce potrzebuje Boga. Mogę próbować napełniać je wieloma rzeczami, ale jeśli nie ma Boga, pozostaje głód.
Ewangelia prowadzi mnie do poranka zmartwychwstania. Maria Magdalena przychodzi do grobu, gdy jest jeszcze ciemno. Widzi kamień odsunięty. Potem stoi przy grobie i płacze. To bardzo ludzkie. Maria płacze, bo kocha. Płacze, bo straciła Tego, który nadał sens jej życiu. Płacze, bo nie rozumie jeszcze, że śmierć została pokonana. I wtedy pada pytanie: „Niewiasto, czemu płaczesz?”
To pytanie Jezus zadaje dziś także mnie. Czemu płaczesz? Co nosisz w sercu? Jaki ból cię zatrzymuje? Jakiej straty nie potrafisz oddać Bogu? Jakiego grobu pilnujesz, jakby tam miało być ostatnie słowo? Maria odpowiada, szukając ciała Jezusa. Nie rozpoznaje Go od razu. Widzi Go, ale myśli, że to ogrodnik. To także jest bliskie mojemu życiu. Czasem Jezus jest bliżej, niż myślę, a ja Go nie rozpoznaję. Jest w Słowie. Jest w Eucharystii. Jest w drugim człowieku. Jest w wydarzeniach, które trudno zrozumieć. Jest w ciszy modlitwy. Jest nawet przy grobie moich strat. Ale moje łzy, lęk albo przywiązanie do własnego bólu mogą sprawić, że Go nie widzę. Wszystko zmienia się, gdy Jezus mówi jedno słowo:
„Mario!”
Wzywa ją po imieniu. To najpiękniejszy moment tej Ewangelii. Zmartwychwstały nie przemawia najpierw wielkim kazaniem. Nie tłumaczy wszystkiego. Nie zaczyna od nauki. Woła ją po imieniu. I ona rozpoznaje Pana. To mówi mi bardzo wiele o modlitwie. Jezus zna moje imię. Nie jestem dla Niego jednym z wielu. Nie jestem anonimowy. Nie jestem przypadkiem. On zna moją historię, moje łzy, moje szukanie, moje upadki i moje pragnienia.
I gdy woła mnie po imieniu, moje serce zaczyna wracać do życia. Maria odpowiada: „Rabbuni.” To znaczy: Nauczycielu. Od tej chwili jej płacz zaczyna przemieniać się w misję. Jezus mówi: „Udaj się do moich braci i powiedz im…” To bardzo ważne.
Kto spotkał Zmartwychwstałego, nie może zatrzymać Go tylko dla siebie. Maria Magdalena zostaje posłana. Miłość, która szukała Jezusa przy grobie, staje się miłością, która niesie Dobrą Nowinę innym. I tutaj pięknie łączy się to z trwającym tygodniem św. Krzysztofa.
Święty Krzysztof według tradycji niesie Chrystusa. Maria Magdalena po spotkaniu ze Zmartwychwstałym także niesie Chrystusa — niesie Jego słowo, Jego zwycięstwo, Jego nadzieję.
To jest również moje powołanie. Nieść Chrystusa. Nie tylko w wielkich wydarzeniach. Nie tylko w kościele. Ale w drodze. W podróży. W samochodzie. W codziennych spotkaniach. W rodzinie. W pracy. W parafii. W cierpliwości na drodze. W odpowiedzialności za życie. W dobrym słowie.
W pokoju, który wnoszę między ludzi.
Tydzień św. Krzysztofa przypomina mi, że każda droga może stać się miejscem świadectwa. Gdy prowadzę samochód, gdy podróżuję, gdy idę do drugiego człowieka — mam nieść w sobie Chrystusa. Nie mogę nieść Go agresją. Nie mogę nieść Go pośpiechem, który lekceważy życie. Nie mogę nieść Go brakiem cierpliwości. Mogę Go nieść pokojem, odpowiedzialnością, modlitwą, szacunkiem i miłością.
Maria Magdalena uczy mnie jeszcze jednego: aby nie zatrzymać się przy grobie. Nie mogę całe życie żyć tylko stratą. Nie mogę stale wracać tylko do bólu. Nie mogę szukać żywego Boga pośród umarłych nadziei. Jezus żyje. I jeśli naprawdę Go spotykam, On posyła mnie dalej.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie:
- abym uwierzył, że miłość Chrystusa jest mocniejsza niż śmierć,
- abym pozwolił, by ta miłość przynaglała mnie do nowego życia,
- abym szukał Boga z pragnieniem serca, jak Maria Magdalena,
- abym usłyszał, że Jezus woła mnie po imieniu,
- abym nie zatrzymywał się przy grobach moich strat i lęków,
- abym niósł innym nadzieję zmartwychwstania,
- i abym w tygodniu św. Krzysztofa pamiętał, że każda droga jest okazją, by nieść Chrystusa odpowiedzialnością, pokojem i miłością.
Bo chrześcijanin nie jest człowiekiem, który tylko wspomina pusty grób. Chrześcijanin jest człowiekiem, który spotkał Żyjącego i idzie powiedzieć innym: „Widziałem Pana.”
Modlitwa
Panie Jezu Zmartwychwstały, dziękuję Ci za miłość mocniejszą niż śmierć. Dziękuję, że przychodzisz także wtedy, gdy stoję przy grobie moich strat, lęków i smutków. Wołaj mnie po imieniu, abym rozpoznał Twoją obecność i pozwolił się podnieść. Przez wstawiennictwo św. Marii Magdaleny rozpal we mnie pragnienie szukania Ciebie i odwagę głoszenia, że Ty żyjesz. Przez wstawiennictwo św. Krzysztofa strzeż wszystkich kierowców, podróżujących i pielgrzymów. Naucz mnie na każdej drodze nieść Ciebie innym przez odpowiedzialność, cierpliwość, pokój i miłość. Amen.
