Piątek – 14 sierpnia Wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika Ez 16, 1-15. 60. 63 albo Ez 16, 59-63 | Iz 12 | Mt 19, 3-12

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do tajemnicy przymierza. Bóg pokazuje człowiekowi, że jego godność, piękno, powołanie i życie są darem. Zanim człowiek zdążył cokolwiek Bogu ofiarować, został już zauważony, podniesiony, obmyty, przyozdobiony i umiłowany. Pierwsze czytanie z proroka Ezechiela jest bardzo poruszające. Bóg mówi do Jerozolimy jak do dziecka porzuconego, bezbronnego, niechcianego, pozostawionego samego sobie. Nikt się nad nim nie ulitował. A wtedy Bóg przechodzi obok i wypowiada jedno słowo: „Żyj!”

To słowo jest pełne mocy. Bóg nie przechodzi obojętnie obok człowieka poranionego, zawstydzonego, odrzuconego i bezradnego. Tam, gdzie inni nie widzą wartości, On widzi życie. Tam, gdzie człowiek czuje się niegodny miłości, Bóg przywraca mu godność. Tam, gdzie rana i grzech odbierają nadzieję, Bóg pochyla się i mówi: żyj. Potem Bóg przypomina, że obmył Jerozolimę, namaścił, przyodział i ozdobił. To obraz łaski. Człowiek nie sam siebie czyni pięknym. Nie sam siebie zbawia. Wszystko, co najpiękniejsze, jest najpierw darem Boga: wiara, godność, czystość serca, zdolność kochania, rodzina, powołanie, wspólnota, sakramenty, łaska.

Dlatego tak mocno brzmi zdanie: „Twoja sława była doskonała z powodu ozdób, w które cię wyposażyłem.” To Słowo zatrzymuje mnie przy wdzięczności. Ile razy człowiek zapomina, że wszystko otrzymał. Talenty, zdrowie, pozycję, powołanie, rodzinę, wiarę, możliwości, piękno duszy — wszystko można zacząć traktować tak, jakby było wyłącznie własną zasługą. A wtedy dar przestaje prowadzić do Dawcy i zaczyna karmić pychę. Ezechiel pokazuje dramat niewierności. Jerozolima zaufała swojej piękności. To, co było darem Boga, stało się powodem zdrady. Człowiek może użyć Bożych darów przeciwko Bogu. Może zamienić błogosławieństwo w bożka. Może przestać widzieć Dawcę, a zacząć uwielbiać sam dar.

To Słowo jest bolesne, ale bardzo prawdziwe. Każdy grzech jest raną przymierza. Nie jest tylko złamaniem przepisu. Jest niewiernością wobec miłości Boga. Jest odejściem od Tego, który pierwszy powiedział do mnie: żyj. A jednak Bóg nie kończy na oskarżeniu. Mówi: „Wspomnę na moje przymierze z tobą.” 

To jest serce nadziei. Człowiek bywa niewierny, ale Bóg pamięta o swojej miłości. Nie usprawiedliwia grzechu, ale nie rezygnuje z grzesznika. Chce doprowadzić człowieka do prawdy, do pokory, do milczenia, w którym nie ma już wymówek, ale jest miejsce na miłosierdzie.

Psalm odpowiada: „Gniew Twój ustąpił, w Tobie mam pociechę.”

To modlitwa człowieka, który odkrył, że Bóg nie chce zatrzymać go w winie. Bóg pragnie zbawić. Pragnie dać pociechę. Pragnie, aby człowiek znów zaczerpnął ze zdrojów zbawienia.

Psalm mówi: „Bóg jest moim zbawieniem, będę miał ufność i bać się nie będę.”

To bardzo potrzebne słowo. Kiedy człowiek zobaczy swój grzech, może uciec w rozpacz albo w usprawiedliwianie siebie. A Bóg prowadzi inną drogą: stań w prawdzie, ale nie uciekaj ode Mnie. W Moim miłosierdziu jest źródło nowego początku. Aklamacja przypomina: „Przyjmijcie słowo Boże nie jako słowo ludzkie, ale jak jest naprawdę, jako słowo Boga.”

To szczególnie ważne wobec dzisiejszej Ewangelii o nierozerwalności małżeństwa. Słowo Jezusa jest wymagające. Nie zawsze łatwe do przyjęcia. Ale uczeń Chrystusa nie traktuje Ewangelii jak opinii, którą można dopasować do ludzkiej wygody. Przyjmuje ją jako Słowo Boga, które prowadzi do życia.

Faryzeusze pytają Jezusa o rozwód. Nie pytają z sercem otwartym. Chcą wystawić Go na próbę. Jezus nie zatrzymuje się na ludzkich wybiegach, ale wraca do początku: „Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę.” Jezus pokazuje, że małżeństwo nie zaczyna się od ludzkiej umowy, którą można rozwiązać, gdy robi się trudno. Małżeństwo jest przymierzem. Mężczyzna i kobieta zostają wezwani, aby stać się jednym ciałem, jednym życiem, jedną drogą. Dlatego Jezus mówi: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela.” Kościół głosi tę prawdę nie po to, aby komukolwiek utrudnić życie, ale dlatego, że małżeństwo jest znakiem wiernej miłości Boga. Bóg nie kocha tylko do pierwszego zmęczenia. Nie odchodzi, gdy człowiek staje się trudny. Nie zrywa przymierza, gdy oblubienica jest poraniona. Bóg jest wierny.

Dlatego małżeństwo jest wielkim powołaniem do wierności. Nie tylko wtedy, gdy jest lekko, pięknie i spokojnie. Także wtedy, gdy trzeba przebaczać, rozmawiać, zaczynać od nowa, rezygnować z egoizmu, nieść słabość drugiego i prosić Boga o łaskę. Sama ludzka miłość może się zmęczyć. Może zostać zraniona. Może osłabnąć. Dlatego potrzebuje Eucharystii, modlitwy, sakramentu pojednania, pokory, cierpliwości i codziennego wyboru dobra. Uczniowie słysząc słowa Jezusa, mówią: „Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić.”

To pokazuje, że oni też czują ciężar Jezusowego wymagania. Ale Jezus nie obniża poprzeczki. Pokazuje, że każde powołanie wymaga łaski: małżeństwo, kapłaństwo, życie konsekrowane, samotność przeżywana z Bogiem, bezżenność dla królestwa. Każda droga jest wezwaniem do miłości, która nie żyje tylko dla siebie. Dzisiejsze wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego pięknie rozświetla te czytania. Święty Maksymilian oddał całe życie Niepokalanej, a przez Nią Chrystusowi. W Auschwitz pokazał, że miłość nie jest tylko pięknym słowem. Oddał życie za ojca rodziny, Franciszka Gajowniczka. To była miłość konkretna. Nie teoria. Nie wzruszenie. Nie pobożne zdanie. Miłość, która stała się darem z życia.

W miejscu pogardy i śmierci św. Maksymilian ocalił godność człowieka. Pokazał, że człowiek należący do Boga może pozostać wolny nawet wtedy, gdy wszystko zewnętrznie zostaje mu odebrane. Pokazał, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść. To światło dla małżonków, rodzin, kapłanów i każdego chrześcijanina. Prawdziwa miłość nie pyta tylko: co otrzymam? Pyta także: co mogę oddać? Jak mogę być wierny? Kogo mogę ocalić swoją cierpliwością, modlitwą, przebaczeniem, ofiarą? Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym pamiętał, że moje życie i godność są darem Boga. Abym nie używał Bożych darów przeciwko Dawcy. Abym uznał grzech jako ranę przymierza, ale nie uciekał od miłosierdzia. Abym modlił się za małżeństwa: za te piękne i wierne, za zranione i zmęczone, za zagrożone rozbiciem, za tych, którzy noszą ból opuszczenia, zdrady albo samotności. Zaprasza mnie także, abym przyjmował słowo Jezusa o małżeństwie jako Słowo Boga, nawet jeśli jest wymagające. I abym za przykładem św. Maksymiliana uczył się miłości, która nie zatrzymuje życia dla siebie, ale potrafi je oddać.

Bo Bóg pierwszy powiedział do mnie: żyj. Bóg pierwszy mnie obdarował. Bóg pierwszy pozostał wierny. I dlatego moje życie ma być odpowiedzią na Jego wierność: w małżeństwie, kapłaństwie, rodzinie, samotności, codziennej pracy i każdej miłości, która kosztuje.

Modlitwa

Panie Jezu, dziękuję Ci za miłość, która pierwsza mnie odnalazła i powiedziała do mnie: żyj. Przebacz mi każdą niewierność wobec Twojego przymierza i każdy dar, którego użyłem przeciwko Tobie. Odbuduj we mnie serce wierne, pokorne i wdzięczne. Proszę Cię za małżeństwa i rodziny. Umacniaj ich jedność, lecz rany, ucz przebaczenia, odnawiaj miłość, którą Ty złączyłeś. Bądź blisko małżonków zmęczonych, poranionych i kuszonych rezygnacją. Daj im siłę do rozmowy, pokory, modlitwy i nowego początku. Przez wstawiennictwo św. Maksymiliana Marii Kolbego ucz mnie miłości ofiarnej, czystej, wiernej i odważnej aż do końca. Amen.