Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do rachunku sumienia z tego, jak traktuję drugiego człowieka. Bóg staje dziś po stronie ubogich, skrzywdzonych, zdeptanych i tych, którym odebrano pokój. Jednocześnie pokazuje mi Jezusa cichego i pokornego, który nie łamie trzciny nadłamanej i nie gasi knotka o nikłym płomyku.
Prorok Micheasz mówi: „Biada tym, którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swych łożach”. Grzech nie zawsze rodzi się nagle. Czasem najpierw pozwalam złu wejść do myśli, potem je noszę, usprawiedliwiam, a w końcu wprowadzam w czyn. Micheasz mówi o tych, którzy pożądają pól i domów, uciskają człowieka i zabierają jego dziedzictwo.
To nie jest tylko historia dawnych niesprawiedliwości. To pytanie do mojego sumienia. Czy nie wykorzystuję słabszego? Czy nie nadużywam słowa, pozycji, wpływu, doświadczenia? Czy nie zabieram komuś pokoju przez osąd, plotkę, złośliwość, obojętność albo twarde słowo? Ucisk nie zawsze ma wielką społeczną formę. Można uciskać w domu, w rozmowie, milczeniem, lekceważeniem, ciągłym upokarzaniem.
Bóg nie jest obojętny na krzywdę. To jest pocieszenie dla skrzywdzonych i przestroga dla krzywdzących. Psalm woła: „Nie zapominaj o ubogich, Panie”. Człowiek cierpiący pyta czasem: dlaczego z dala stoisz, Panie? Psalm nie udaje, że takich pytań nie ma. Ale mówi też: „Ty widzisz trud i boleść”. Bóg widzi łzy, samotność, biedę, niesprawiedliwość i serce człowieka, który nie ma siły się bronić.
Aklamacja przypomina, że w Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą i powierzył nam słowo jednania. Nie mam być człowiekiem podziału, ucisku, osądu i przemocy, ale człowiekiem pojednania. Moje słowo może ranić albo leczyć, poniżać albo podnosić, zamykać człowieka w poczuciu winy albo prowadzić go do nadziei.
Ewangelia pokazuje Jezusa, wobec którego faryzeusze naradzają się, jak Go zgładzić. Jezus czyni dobro, uzdrawia, przywraca życie, a mimo to spotyka wrogość. Nie odpowiada jednak przemocą. Nie krzyczy, nie niszczy przeciwników, nie walczy o siebie. Dalej służy i objawia Serce Ojca.
Najbardziej poruszają mnie słowa: „Trzciny zgniecionej nie złamie ani knotka tlejącego nie dogasi”. Ja też czasem jestem trzciną nadłamaną. Czasem moja wiara przypomina mały płomyk. Czasem modlitwa słabnie, nadzieja przygasa, miłość się męczy. Jezus nie dobija. Nie zawstydza. Nie gasi. On osłania słaby płomień i leczy delikatnie.
To Słowo pyta mnie bardzo konkretnie: czy ja nie łamię trzcin nadłamanych? Czy nie gaszę małego płomyka wiary w drugim człowieku? Czy nie jestem zbyt surowy wobec tych, którzy dopiero próbują wrócić? Czy nie ranię słowem człowieka, który i tak ledwo stoi?
Jezus pokazuje inną drogę: zamiast wykorzystywać słabość, trzeba ją osłonić; zamiast dobijać, trzeba podnieść; zamiast gasić, trzeba rozpalić.
Micheasz pokazuje, że Bóg szczególnie upomina się o tych, którzy nie mają siły sami się obronić. To Słowo powinno poruszać moje sumienie nie tylko wtedy, gdy myślę o wielkich krzywdach społecznych. Ono dotyczy także moich codziennych relacji. Czy w mojej obecności ktoś może czuć się bezpiecznie? Czy moje słowo daje odpoczynek, czy raczej napięcie? Czy nie buduję swojej racji kosztem godności drugiego człowieka?
Wiele zła zaczyna się od pogardy. Najpierw człowiek przestaje widzieć w drugim brata, potem łatwiej go wykorzystać, ośmieszyć, zranić albo zignorować. Dlatego dzisiejsze Słowo uczy mnie wielkiej czujności wobec małych form przemocy: ironii, upokarzania, plotki, ciągłego wypominania, traktowania kogoś jak przeszkody. Bóg widzi nie tylko czyny, ale także atmosferę, którą tworzę wokół siebie.
Obraz trzciny nadłamanej jest dla mnie jednym z najczulszych obrazów Jezusa. On wie, że człowiek bywa kruchy. Nie każdy, kto upada, chce zła. Czasem ktoś jest po prostu zmęczony, zraniony, pogubiony, zgaszony. Uczeń Jezusa nie może być tym, który dobija. Ma być kimś, kto osłania płomień, nawet jeśli jest bardzo mały. To wymaga cierpliwości, delikatności i serca, które samo wiele otrzymało od miłosiernego Pana.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie: abym badał swoje serce z ukrytej niesprawiedliwości; abym nigdy nie wykorzystywał słabości drugiego; abym pamiętał, że Bóg widzi ubogich i zranionych; abym stawał się człowiekiem pojednania; i abym uczył się od Jezusa cichości, pokory i delikatności wobec tego, co kruche.
Modlitwa: Panie Jezu, cichy i pokornego serca, przebacz mi twardość, niesprawiedliwość i słowa, które raniły. Naucz mnie nie łamać trzciny nadłamanej i nie gasić słabego płomyka. Daj mi serce wrażliwe na ubogich, skrzywdzonych i poranionych.