
Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie bardzo głęboko w doświadczenie szukania Boga pośród świata, który nie zawsze Go rozumie. W pierwszym czytaniu widzę Pawła w Atenach — miejscu pełnym różnych idei, filozofii i ludzkich prób odnalezienia sensu. I uderza mnie to, że on nie ucieka od tego świata. Nie zamyka się w bezpiecznej przestrzeni wiary. Staje pośród ludzi i próbuje mówić o Bogu językiem, który może dotknąć ich serc. Wychodzi od tego, co już w nich jest — od ołtarza „Nieznanemu Bogu”. Jakby chciał powiedzieć:
„Wy już Go szukacie, tylko jeszcze nie wiecie, że to On.”
To bardzo porusza także mnie. Bo widzę, że i ja żyję dziś w świecie pełnym hałasu, opinii, pośpiechu i różnych „prawd”, które próbują zagłuszyć Boga. I pytam siebie:
czy potrafię dostrzec Boga obecnego nawet tam, gdzie pozornie Go nie ma?
Czy umiem mówić o wierze w sposób żywy i prawdziwy — nie wyuczony, ale płynący z doświadczenia spotkania?
Paweł pokazuje mi dziś, że człowiek może być bardzo daleko od Boga, a jednocześnie głęboko za Nim tęsknić. I myślę, że wielu ludzi wokół mnie nosi w sercu taki ukryty ołtarz „Nieznanemu Bogu” — pragnienie miłości, pokoju, sensu, światła. Nawet jeśli jeszcze nie potrafią nazwać tego po imieniu.
Psalm jeszcze bardziej otwiera moje serce: „Niebo i ziemia pełne są chwały Twojej.” To przypomina mi, że cały świat mówi o Bogu. Czasem wystarczy się zatrzymać. Cisza, światło poranka, wiatr, modlitwa, drugi człowiek — wszystko może stać się miejscem spotkania z Nim. Bóg jest bliżej, niż często myślę.
Ale najmocniej zatrzymują mnie dziś słowa Jezusa: „Duch Prawdy doprowadzi was do całej prawdy.” To zdanie daje mi ogromny pokój. Bo widzę, że wiara nie polega na tym, że już wszystko rozumiem. Jezus nie mówi, że od razu poznam całą prawdę. On mówi, że Duch Święty będzie mnie do niej prowadził. Krok po kroku. Przez doświadczenia, pytania, czasem także przez cierpienie i ciemność.
I właśnie dziś, 13 maja, te słowa dotykają mnie jeszcze mocniej. To dzień zamachu na św. Jana Pawła II. Moment dramatyczny, który po ludzku mógł zakończyć jego życie. A jednak on sam zobaczył w tym działanie Boga i powiedział później: „Jedna ręka strzelała, a inna prowadziła kulę.” To zdanie zawsze mnie zatrzymuje. Bo pokazuje mi, że Bóg działa nawet tam, gdzie ja widzę chaos, cierpienie i niezrozumienie. Nie wszystko potrafię wyjaśnić. Nie wszystko rozumiem. Ale mogę ufać, że Duch Święty prowadzi także przez to, co trudne.
Dzisiejszy dzień prowadzi mnie też do Fatimy. Maryja przypominała tam o modlitwie, nawróceniu i zaufaniu Bogu. I czuję, że to wezwanie wciąż jest bardzo aktualne również dla mnie. Bo tak łatwo żyć powierzchownie, zatrzymać się tylko na tym, co widzialne. A Maryja nieustannie prowadzi głębiej — do Boga, do ciszy serca, do zawierzenia.
Wieczorna Msza i procesja ze świecami stają się dla mnie czymś więcej niż tylko piękną tradycją. Światło świecy przypomina mi, że nawet mały płomień potrafi rozświetlić noc. I może właśnie tak działa wiara — nie usuwa od razu wszystkich ciemności, ale nie pozwala ciemności mieć ostatniego słowa. A dzisiejsze wprowadzenie relikwii św. Jana Pawła II odbieram jak szczególne zaproszenie. Jego życie pokazuje mi bardzo konkretną drogę:
• szukać prawdy,
• słuchać Ducha Świętego,
• mieć odwagę świadczyć,
• ufać nawet wtedy, gdy droga staje się trudna i niezrozumiała.
Patrząc na niego, widzę, że świętość nie polega na życiu bez lęku czy cierpienia. Świętość rodzi się wtedy, kiedy człowiek bardziej ufa Bogu niż własnemu lękowi.
Dzisiejszego dnia szczególnie porusza mnie także trwająca nowenna do Święty Andrzej Bobola. W 7. dniu modlimy się za duchowieństwo. I czuję, jak bardzo to łączy się z dzisiejszym Słowem. Paweł głoszący Ewangelię w Atenach, Jan Paweł II prowadzący Kościół przez trudne czasy, kapłani posługujący dziś pośród często obojętnego świata — wszyscy potrzebują światła i mocy Ducha Świętego. Myślę dziś szczególnie o kapłanach, którzy czasem niosą ogromny ciężar samotności, niezrozumienia i odpowiedzialności. O tych, którzy mimo własnych słabości każdego dnia stają przy ołtarzu i prowadzą ludzi do Boga. Dzisiejsze czytania przypominają mi, że oni również są prowadzeni krok po kroku przez Ducha Prawdy. I modlę się, aby nigdy nie zabrakło w Kościele pasterzy odważnych, wiernych i pełnych Bożego pokoju. Takich, którzy — jak św. Andrzej Bobola czy św. Jan Paweł II — będą umieli świadczyć o Chrystusie nie tylko słowem, ale całym życiem.
I chyba właśnie to najmocniej zostaje dziś w moim sercu:
—Bóg prowadzi mnie także wtedy, gdy nie widzę całej drogi.
—Duch Święty działa nawet w ciszy i ukryciu.
—A ja nie muszę rozumieć wszystkiego od razu — wystarczy, że będę chciał iść za światłem, które Bóg daje mi na dziś.
Na koniec modlę się:
„Duchu Święty, prowadź mnie do prawdy, nawet jeśli nie wszystko rozumiem. Ucz mnie rozpoznawać Twoją obecność pośród codzienności, pytań i trudnych doświadczeń. Daj mi serce otwarte, ufne i odważne — takie, które nie boi się iść za Tobą. Umacniaj także naszych kapłanów, aby byli wierni Twojemu głosowi i prowadzili ludzi do Ciebie z miłością i pokorą. A przez wstawiennictwo św. Jana Pawła II i św. Andrzeja Boboli ucz mnie zawierzać Bogu do końca.”
