Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do bardzo poważnej prawdy: Bóg nie jest obojętny wobec zła. Nie przechodzi spokojnie obok grzechu, który niszczy człowieka, rodzinę, wspólnotę i święte miejsca. Ale jednocześnie pokazuje drogę miłosierdzia: zanim przyjdzie sąd, Bóg daje znaki, posyła słowo, wzywa do nawrócenia i uczy braterskiego upomnienia.
Pierwsze czytanie z proroka Ezechiela jest trudne. Ukazuje wizję zniszczenia Jerozolimy. To nie jest obraz Boga, który cieszy się karą. To jest dramat miasta, które długo nie chciało słuchać. Grzech wszedł tak głęboko, że nawet świątynia, miejsce obecności Boga, została zraniona niewiernością.
Najbardziej przejmujące jest to, że chwała Pana odchodzi ze świątyni. To znak duchowej tragedii.
Można mieć mury świątyni, a utracić żywą obecność Boga. Można zachować zewnętrzne formy religii, a sercem odejść daleko od Pana. Można modlić się ustami, a w życiu pozwalać na rzeczy, które ranią Boga i ludzi.
To Słowo pyta mnie bardzo konkretnie: czy nie przyzwyczaiłem się do grzechu? Czy nie oswoiłem się z tym, co powinno boleć moje sumienie? Czy nie traktuję obojętnie zła w sobie, w rodzinie, w parafii, w świecie? W wizji Ezechiela pojawia się także znak na czołach tych, którzy wzdychają i boleją nad nieprawością. To bardzo ważne. Bóg dostrzega tych, którzy nie godzą się na zło. Nie chodzi o ludzi, którzy potępiają wszystkich z pychą. Chodzi o tych, których boli grzech, bo kochają Boga. Chodzi o serca, które nie są obojętne.
To także moje pytanie: czy jeszcze boli mnie grzech? Czy boli mnie odejście ludzi od Boga? Czy boli mnie brak zgody w rodzinach, obojętność religijna, krzywda słabych, zgorszenie, brak przebaczenia, plotka, oszczerstwo, lekceważenie Eucharystii? Czy może już tylko wzruszam ramionami?
Psalm odpowiada uwielbieniem: „Ponad niebiosa sięga chwała Pana.”
To zdanie staje się mocnym światłem wobec czytania z Ezechiela. Chwała Pana jest ponad wszystko. Bóg nie jest zależny od ludzkiej niewierności. Człowiek może odwrócić się od Boga, ale nie może odebrać Bogu chwały. Może zbezcześcić własne serce, ale nie może zniszczyć świętości Pana. Psalm przypomina, że Bóg jest wywyższony, a jednak spogląda na niebo i ziemię. To znaczy: Jego chwała nie jest oddaleniem. Bóg jest wielki, ale nie obojętny. Jest ponad niebiosa, a jednak widzi moje serce, moją rodzinę, moją wspólnotę, moje grzechy i moje łzy.
Aklamacja przypomina: „W Chrystusie Bóg pojednał świat ze sobą, nam zaś przekazał słowo jednania.”
To prowadzi mnie do Ewangelii. Jezus nie chce, aby grzech niszczył wspólnotę po cichu. Nie chce też, aby człowiek reagował na grzech plotką, osądem, złością albo publicznym upokorzeniem. Dlatego mówi: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy.”
To jest bardzo mądre i bardzo wymagające. Braterskie upomnienie zaczyna się w cztery oczy. Nie od opowiadania innym. Nie od komentarzy. Nie od gromadzenia świadków przeciwko człowiekowi. Nie od ranienia jego dobrego imienia. Najpierw rozmowa. Najpierw troska. Najpierw próba ocalenia brata.
Jezus mówi: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata.” To zdanie pokazuje cel upomnienia. Nie chodzi o to, żeby wygrać spór. Nie chodzi o to, żeby udowodnić swoją rację. Nie chodzi o to, żeby kogoś poniżyć. Chodzi o to, żeby pozyskać brata. Uratować więź. Otworzyć drogę do pojednania. Pomóc drugiemu wrócić do prawdy.
To bardzo ważne, bo braterskie upomnienie można łatwo wypaczyć. Można napominać z pychy, z nerwów, z chęci kontroli, z urazy. A wtedy nawet prawdziwe słowo może ranić. Jezus uczy upomnienia, które wypływa z miłości.
Jeśli brat nie słucha, Jezus mówi o świadkach i o wspólnocie. To pokazuje, że grzech nigdy nie jest tylko prywatną sprawą. Rani relacje. Rani Kościół. Rani wspólnotę. Ale każdy kolejny krok ma nadal ten sam cel: nie potępienie, lecz nawrócenie i ocalenie.
Dzisiejsza Ewangelia jest także wezwaniem do pokory. Bo łatwo myśleć tylko o tym, że ja mam kogoś upomnieć. A trzeba też zapytać: czy ja umiem przyjąć upomnienie? Czy gdy ktoś zwraca mi uwagę, od razu się bronię, obrażam, tłumaczę, atakuję? Czy potrafię usłyszeć w trudnym słowie zaproszenie do nawrócenia?
Może Bóg nieraz chciał mnie ratować przez człowieka, który powiedział mi prawdę. Może nie zawsze powiedział ją idealnie. Może forma była trudna. Ale czy ja potrafiłem zapytać: Panie, czy przez to słowo chcesz mi coś pokazać?
Na końcu Jezus mówi: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.”
To zdanie daje wielką nadzieję. Wspólnota uczniów nie jest doskonała. Są w niej konflikty, grzechy, rany, niezrozumienia. Ale jeśli ludzie gromadzą się w imię Jezusa, On jest pośród nich. On może uzdrawiać. On może prowadzić do pojednania. On może ocalić wspólnotę przed rozpadem.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie był obojętny wobec zła, ale też nie reagował na nie z pychą i potępieniem. Abym uczył się mądrze upominać i pokornie przyjmować upomnienie. Abym pamiętał, że celem prawdy jest ocalenie człowieka. Abym nie pozwolił, by chwała Boga odchodziła z mojego serca przez przyzwyczajenie do grzechu.
Bo Bóg jest święty. Grzech naprawdę niszczy. Ale Jezus daje drogę pojednania. A tam, gdzie uczniowie zbierają się w Jego imię, On sam staje pośród nich jako światło, prawda i miłosierdzie.
Modlitwa
Panie Jezu, dziękuję Ci za Słowo, które budzi moje sumienie. Nie pozwól mi przyzwyczaić się do grzechu ani obojętnie patrzeć na zło, które rani ludzi i oddala od Ciebie. Naucz mnie braterskiego upomnienia pełnego miłości, pokory i troski o zbawienie drugiego człowieka. Uwolnij mnie od plotki, osądu, pychy i ranienia słowem. Daj mi także serce gotowe przyjąć upomnienie, kiedy Ty chcesz mnie przez nie prowadzić do nawrócenia. Bądź pośród nas, gdy gromadzimy się w Twoje imię, i odnawiaj nasze rodziny, parafię i cały Kościół w prawdzie, jedności i miłosierdziu. Amen.