Wtorek – 11 sierpnia Wspomnienie św. Klary, dziewicy Ez 2, 8 – 3, 4 | Ps 119 (118) | Mt 18, 1-5. 10. 12-14

Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do serca, które ma stać się małe, proste i gotowe przyjąć Boga. Prorok Ezechiel ma spożyć księgę Słowa Bożego. Uczniowie pytają Jezusa o wielkość, a On stawia pośród nich dziecko. Potem mówi o jednej zabłąkanej owcy, której Ojciec nie chce stracić.

To Słowo uczy mnie, że w oczach Boga wielki jest nie ten, kto zajmuje pierwsze miejsce, ale ten, kto pozwala się karmić Słowem, ufa jak dziecko i nie gardzi nikim małym ani zagubionym.

Pierwsze czytanie ukazuje proroka Ezechiela. Bóg mówi do niego: „Otwórz usta i zjedz, co ci podam.” To bardzo mocny obraz. Prorok nie ma tylko przeczytać księgi. Nie ma tylko zapamiętać słów. Ma je spożyć. Ma przyjąć Słowo Boże tak głęboko, aby stało się częścią jego wnętrza, myślenia, pragnień i misji. To pytanie dotyczy także mnie.
Czy Słowo Boże jest tylko czymś, co słyszę? Czy jest tylko tekstem odczytanym w liturgii?
Czy naprawdę pozwalam, aby weszło we mnie, karmiło mnie, oczyszczało i przemieniało?

Ezechiel mówi, że księga była w jego ustach słodka jak miód. A przecież zawierała także słowa trudne. To pokazuje, że Słowo Boże nie zawsze jest łatwe, ale zawsze jest dobre. Może mnie napominać, może odsłaniać grzech, może prowadzić przez prawdę bolesną, ale jeśli przyjmuję je z wiarą, staje się pokarmem życia.

Psalm odpowiada: „Nad miód są słodsze Twoje przykazania.”
Człowiek, który kocha Boga, zaczyna rozumieć, że Jego przykazania nie są więzieniem. Są światłem. Są ochroną. Są drogą, która prowadzi do życia. Świat często mówi, że przykazania ograniczają wolność. Psalmista mówi coś przeciwnego: one są słodsze niż miód, bo chronią serce przed zagubieniem.

Pytam dziś siebie: czy naprawdę smakuję Słowo Boże? Czy wracam do niego jak do pokarmu? Czy szukam w nim światła dla decyzji, pocieszenia w trudnościach i siły w pokusach? Czy raczej słyszę je szybko i pozwalam, aby zostało na zewnątrz?

Aklamacja przypomina słowa Jezusa: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca.”

To prowadzi mnie prosto do Ewangelii. Uczniowie pytają Jezusa: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?”

To pytanie odsłania bardzo ludzkie pragnienie znaczenia. Kto jest najważniejszy? Kto będzie zauważony? Kto ma pierwsze miejsce? Kto ma większą pozycję? Jezus odpowiada inaczej, niż spodziewali się uczniowie. Stawia pośrodku dziecko i mówi: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.”

Jezus nie wzywa mnie do naiwności ani niedojrzałości. Wzywa mnie do pokory, prostoty i zaufania. Dziecko wie, że potrzebuje pomocy. Nie udaje samowystarczalnego. Wyciąga ręce. Pozwala się prowadzić. A ja tak często chcę być wielki po swojemu.
Chcę kontrolować.
Chcę mieć rację.
Chcę być doceniony.
Chcę, żeby inni widzieli moją pracę, wysiłek i poświęcenie.

Jezus mówi: droga do królestwa prowadzi przez uniżenie. Przez serce małe przed Bogiem. Przez zgodę na to, że bez Ojca nie umiem żyć. Potem Jezus mówi: „Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych.”

To bardzo ważne Słowo. W oczach Boga nikt nie jest nieważny. Dziecko, człowiek słaby, prosty, chory, ubogi, zagubiony, pomijany, niezauważony — każdy ma wielką godność przed Ojcem.

Nie wolno gardzić nikim. Nie wolno mierzyć wartości człowieka pozycją, zdrowiem, pieniędzmi, użytecznością, wykształceniem czy tym, ile może mi dać. Jezus przypomina, że aniołowie tych małych wpatrują się zawsze w oblicze Ojca. A potem przychodzi przypowieść o zabłąkanej owcy. Pasterz zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć i idzie szukać jednej. Dla ludzi jedna owca może wydawać się małą stratą. Zostało przecież dziewięćdziesiąt dziewięć. Ale dla Boga nikt nie jest tylko liczbą. Nikt nie jest „jednym z wielu”. Każdy zagubiony jest kochany po imieniu.

Jezus mówi: „Nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych.” To zdanie daje ogromną nadzieję. Bóg nie chce mojej zguby. Nie chce zguby żadnego człowieka. Szuka zagubionych, wychodzi za oddalonymi, cierpliwie prowadzi i przyprowadza do domu.

Dzisiejsze wspomnienie św. Klary pięknie wpisuje się w to Słowo. Klara przyjęła Ewangelię nie jako ozdobę życia, ale jako pokarm. Pozwoliła, aby Słowo przemieniło jej serce. Wybrała prostotę, ubóstwo, modlitwę i całkowite zaufanie Chrystusowi.

Święta Klara uczy mnie, że prawdziwa wielkość nie polega na tym, aby być podziwianym, ale aby należeć do Boga. Jej życie było ciche, ukryte i pokorne, a jednak pełne światła. Stała się wielka, bo stała się mała przed Panem.

Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie, abym nie tylko słuchał Słowa Bożego, ale je spożywał. Abym kochał przykazania jako drogę życia. Abym przestał pytać, kto jest największy, a zaczął pytać, czy moje serce jest proste, pokorne i ufne. Abym nie gardził żadnym małym. Abym wierzył, że Bóg szuka każdej zabłąkanej owcy — także mnie, kiedy oddalam się od Niego.

Bo Słowo Boże jest pokarmem. Pokora dziecka jest bramą do królestwa. A miłość Ojca nie zgadza się na zgubę żadnego ze swoich małych.

Modlitwa

Panie Jezu, dziękuję Ci za Twoje Słowo, które jest słodsze niż miód i daje życie mojej duszy. Naucz mnie nie tylko słuchać Ewangelii, ale przyjmować ją głęboko, aby przemieniała moje myśli, pragnienia i decyzje. Daj mi serce dziecka: proste, ufne, pokorne i wolne od pychy. Ucz mnie szacunku wobec małych, słabych, zagubionych i pomijanych. Przez wstawiennictwo św. Klary prowadź mnie drogą prostoty, ubóstwa ducha i całkowitego zaufania Tobie. Amen.