Dzisiejsze Słowo prowadzi mnie do bardzo szczególnej modlitwy. Jest to dzień św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów. Dzień, w którym Kościół przypomina, że kapłan nie jest właścicielem parafii, ale sługą Boga i ludzi. Dzień, w którym proboszcz szczególnie potrzebuje modlitwy swoich parafian, a parafianie potrzebują serca pasterza, który nie zasłania sobą Chrystusa, ale do Niego prowadzi.
Dlatego dzisiejsza Msza święta w intencji proboszcza i parafian, którym posługuje, nie jest tylko grzecznym gestem. Jest modlitwą o świętość więzi pasterza i wspólnoty. O to, aby proboszcz nie przestał być uczniem Jezusa. I o to, aby parafianie nie byli tylko odbiorcami posługi, ale żywą wspólnotą wiary, za którą kapłan odpowiada przed Bogiem.
Pierwsze czytanie z proroka Jeremiasza jest mocne i bolesne. Bóg mówi do swojego ludu: „Klęska twoja jest nieuleczalna, rana twoja bolesna.” To Słowo nie pozwala uciec od prawdy. Grzech rani. Niewierność rani. Oddalenie od Boga rani. I są takie rany w człowieku, w rodzinie, w parafii, w Kościele, których nie da się przykryć pobożnym słowem ani zewnętrznym spokojem.
Bóg mówi przez Jeremiasza: „Nie ma nikogo, kto by się podjął twojej sprawy.” To zdanie brzmi dramatycznie. Człowiek może dojść do takiego miejsca, w którym wszystkie ludzkie zabezpieczenia zawodzą. Nie pomaga pycha. Nie pomaga udawanie. Nie pomaga opinia innych. Nie pomaga zrzucanie winy. Rana pozostaje raną. Ale właśnie tam, gdzie człowiek przestaje się ratować sam, zaczyna się przestrzeń dla Boga. Bo po słowach o ranie i karze przychodzi obietnica odnowy: „Odmienię los namiotów Jakuba i zlituję się nad jego siedzibami.”
Bóg nie kończy na diagnozie grzechu. On zapowiada odbudowę. Miasto ma być odbudowane, pałac stanie na swoim miejscu, znowu popłynie dziękczynienie i głos radości. To bardzo ważne także dla życia parafii. Parafia nie jest wspólnotą ludzi bez ran. Nie jest miejscem, gdzie wszyscy są doskonali. Jest miejscem, gdzie Bóg chce leczyć rany, odnawiać więzi, podnosić grzeszników, przywracać nadzieję i budować swój lud.
Proboszcz też nie jest człowiekiem bez ran i słabości. Jest glinianym naczyniem, które niesie skarb. Potrzebuje modlitwy, aby nie zwątpił, nie zgorzkniał, nie stał się urzędnikiem świętych spraw, ale pozostał pasterzem według Serca Jezusa. I parafianie także potrzebują modlitwy proboszcza. Potrzebują kapłana, który nie tylko organizuje, ogłasza i zarządza, ale przede wszystkim zanosi ich do Boga: ich cierpienia, rodziny, zmarłych, dzieci, młodzież, chorych, poranionych, pogubionych, tych blisko Kościoła i tych daleko.
Najpiękniejsza obietnica pierwszego czytania brzmi: „Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem.” To jest cel każdej parafii. Nie tylko dobrze funkcjonować. Nie tylko mieć nabożeństwa, remonty, wydarzenia i porządek. Ale być ludem Boga. Być wspólnotą, która należy do Pana. Być miejscem, gdzie człowiek może usłyszeć: Bóg jest twoim Bogiem, a ty nie jesteś sam. Psalm odpowiada: „Pan się objawi w chwale na Syjonie.” Bóg objawia swoją chwałę nie tylko w wielkich wydarzeniach. Objawia ją tam, gdzie odbudowuje to, co zniszczone. Tam, gdzie wysłuchuje modlitwy opuszczonych. Tam, gdzie patrzy z wysokości na ziemię, aby usłyszeć jęki uwięzionych i uwolnić skazanych na śmierć. To jest bardzo kapłańskie Słowo.
Kapłan ma być człowiekiem, który słyszy jęk uwięzionych: uwięzionych w grzechu, lęku, uzależnieniach, samotności, rozpaczy, nieprzebaczeniu. Ma pomagać im zobaczyć, że Bóg patrzy, słyszy i przychodzi z miłosierdziem.
Ale proboszcz sam też musi pozwolić Bogu słyszeć własny jęk. Nie może udawać przed Panem mocniejszego, niż jest. Musi przychodzić do Boga z własnym zmęczeniem, grzechem, bezradnością, pytaniami i prosić: Panie, odbuduj najpierw mnie, abym nie budował parafii tylko własnymi siłami.
Aklamacja prowadzi mnie do wyznania: „Nauczycielu, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela.” To zdanie przypomina, kto naprawdę jest centrum. Nie proboszcz. Nie ludzkie zwyczaje. Nie opinie. Nie układy. Nie przyzwyczajenia.
Centrum jest Chrystus — Syn Boży i Król. Kapłan jest sługą Jego królestwa. Parafia jest Jego wspólnotą. Liturgia jest Jego dziełem. Sakramenty są Jego łaską. Słowo jest Jego prawdą. Ewangelia dotyka bardzo poważnego niebezpieczeństwa: zaślepienia. Faryzeusze pytają Jezusa, dlaczego uczniowie nie zachowują tradycji starszych. Jezus odpowiada, że nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale to, co wychodzi z ust, bo pochodzi z serca. To Słowo bardzo mocno dotyka życia religijnego. Można pilnować zewnętrznych zwyczajów, a zaniedbać serce. Można być bardzo przywiązanym do form, a nie mieć miłości. Można bronić tradycji, a ranić człowieka językiem. Można troszczyć się o szczegóły, a przeoczyć miłosierdzie. Można być blisko ołtarza, a sercem daleko od Boga.
Jezus mówi o ślepych przewodnikach: „Jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną.” To zdanie w dniu proboszcza brzmi szczególnie poważnie. Pasterz nie może być ślepym przewodnikiem. Nie może prowadzić ludzi własną pychą, nerwem, ambicją, urazą czy zmęczeniem. Musi pozwalać, aby Jezus otwierał mu oczy. Oczy na Boga, na ludzi, na prawdę o sobie, na rany parafii, na tych, którzy są pomijani, na tych, którzy milczą, na tych, którzy potrzebują nie tylko słowa, ale serca.
Ale to zdanie dotyczy nie tylko kapłana. Każdy chrześcijanin może stać się dla kogoś przewodnikiem albo zgorszeniem. Rodzic dla dziecka. Małżonek dla współmałżonka. Sąsiad dla sąsiada. Człowiek wierzący dla tego, kto patrzy na Kościół z daleka. Dlatego dzisiaj modlimy się nie tylko za proboszcza, ale i za parafian, którym posługuje. Aby pasterz i wspólnota razem pozwolili się prowadzić Chrystusowi. Aby nie było między nimi gry pozorów, ale droga ku świętości. Aby słowo napomnienia nie było odbierane jak atak, ale jak troska. Aby słowo wdzięczności nie było tylko uprzejmością, ale znakiem wspólnej odpowiedzialności za Kościół.
Święty Jan Maria Vianney pokazuje, że proboszcz może po ludzku nie mieć wielkich talentów, ale jeśli ma serce całkowicie oddane Bogu, staje się narzędziem łaski. Jego siłą nie była błyskotliwość, lecz świętość. Nie zbudował parafii przez same plany, ale przez modlitwę, pokutę, konfesjonał, Eucharystię i miłość do powierzonych mu ludzi. To jest bardzo wymagające światło.
Dla proboszcza: aby nie szukał siebie, ale Chrystusa.
Dla parafian: aby nie patrzyli na kapłana tylko jak na usługodawcę religijnego, ale modlili się za niego i razem z nim budowali wspólnotę.
Dla wszystkich: aby parafia nie była tylko miejscem załatwiania spraw religijnych, ale domem Boga, w którym rany są leczone, grzesznicy wzywani do nawrócenia, a ubodzy i zagubieni odnajdują drogę.
Dzisiejsze Słowo zaprasza mnie: abym uznał, że grzech naprawdę rani, ale Bóg może odbudować to, co zniszczone, abym modlił się za parafię jako wspólnotę ludzi potrzebujących uzdrowienia, abym prosił, aby proboszcz był pasterzem według Serca Jezusa, abym nie zatrzymał się na zewnętrznej religijności, ale pozwolił Bogu oczyścić serce, abym nie był ślepym przewodnikiem dla innych, abym modlił się za tych, którym posługuję, i z wdzięcznością przyjmował ich modlitwę, abym razem z całą wspólnotą mógł usłyszeć: „Wy będziecie moim narodem, a Ja będę waszym Bogiem.”
Bo parafia żyje nie wtedy, gdy wszystko jest tylko dobrze zorganizowane. Parafia żyje wtedy, gdy Chrystus jest jej Panem. Gdy proboszcz i parafianie razem pozwalają się Jemu prowadzić. Gdy rany nie są ukrywane, ale oddawane Bogu. Gdy słowo prawdy nie zaślepia pychą, lecz prowadzi do uzdrowienia. I gdy wszyscy uczą się, że największą chwałą parafii nie jest to, co zbudowała zewnętrznie, ale to, czy naprawdę należy do Boga.
Modlitwa
Panie Jezu, Dobry Pasterzu, dziękuję Ci za dar Kościoła, parafii i kapłaństwa. W dniu św. Jana Marii Vianneya proszę Cię za proboszcza i za wszystkich parafian, którym posługuje. Ulecz rany, które nosimy w sercach. Odbuduj to, co osłabło przez grzech, obojętność, pychę i zmęczenie. Spraw, aby proboszcz nie zasłaniał Ciebie, ale prowadził do Ciebie. Daj mu serce pokorne, cierpliwe, czyste i wierne. Daj parafianom ducha modlitwy, odpowiedzialności i miłości do Kościoła. Otwórz nasze oczy, abyśmy nie byli ślepymi przewodnikami, ale uczniami prowadzonymi Twoim światłem. Niech nasza parafia będzie naprawdę Twoim ludem, a Ty bądź naszym Bogiem. Amen.